"Białe walce" Jana Nowickiego o radości życia... w obliczu śmierci

"Białe walce" Jana Nowickiego o radości życia... w obliczu śmierci

Wybitny aktor Jan Nowicki, który zagrał w blisko 250 filmach, napisał książkę o przemijaniu, smakowaniu życie, gdy zbliżamy się do śmierci. Wbrew temu, co myślimy o starości, jest w niej zmysłowa radość życia. Książka wydana nakładem Agory i Bellony, właśnie trafiła do księgarń.
We wstępie do książki Ludwik Stomma pisze:

"Czterech panów (czasem wtrąca się ta „piąta”) przyjeżdża Tanimi Liniami Kolejowymi do Ciechocinka, spaceruje po mieście, a nawet wychodzi poza nie, do opłotków pobliskiego Raciążka. Gadają bez przerwy o wszystkim i o niczym.

Kiedyś powiedziałoby się, że pieprzą „o d… Maryny”. Panowie są już w podeszłym wieku, bardziej więc zaprzątają ich chaotyczne wspomnienia, gastronomia, medyczne przypadki, sny i codzienna egzystencja. (...) okazuje się jednak, że mistrz Serafin (najpierwszy z bohaterów Nowickiego) przekazuje nam w gruncie rzeczy rudymenty filozofii europejskiej. Właściwie wszystkie jego słowa, gdyby je ubrać w bardziej elegancką formę uniwersyteckiej nowomowy, służyć by mogły za sentencje i złote myśli do przekazywania początkującym studentom.

Jest tu dystans, kpina, ironia, ale przede wszystkim serdeczna empatia. "Białe walce" to przede wszystkim opowieść o zagubieniu i uwikłaniu w świecie, który nas przegania, przygnębia i przytłacza, tak że nawet mistrz Serafin nie zdoła go dogonić".

Aktor Jan Nowicki (sam o sobie mówi – „były aktor”) zagrał w ponad 240 filmach, a najbliższe jego sercu to: "Niepochowany", "Wielki Szu", "Magnat", "Spirala" i "Sanatorium pod Klepsydrą". Przez ponad 30 lat jego teatralną kolebką był Stary Teatr w Krakowie, gdzie zagrał dziesiątki ról, a  kreacje Stawrogina w "Biesach", Rogożyna w "Natalii Filipownej", Artura w "Tangu", księcia Konstantego w "Nocy Listopadowej" przeszły do historii teatru  polskiego. Jak sam twierdzi, właśnie te role pozwalają mu dzisiaj  przyznać się z odsłoniętą przyłbicą, że słusznie poświęcił czas, by uprawiać zawód aktora, choć do końca nie jest przekonany, czy powinien to robić. Od swojego artystycznego życia odcina teraz kupony, ale robi to z wdziękiem i tak, żeby nie przekroczyć granicy elegancji. Nie ma zamiaru ciągle pozostawać w świetnej formie i nikomu niczego udowadniać. Od kilkunastu lat co roku na początku grudnia prowadzi niecodzienną akcję dobroczynną. W swojej rodzinnej miejscowości na Kujawach zamienia się w św. Mikołaja i z własnych pieniędzy oraz pieniędzy swoich przyjaciół i znajomych funduje i rozwozi prezenty dzieciom oraz seniorom - czytamy w niotce wydawniczej.

Nie wszystkim wiadomo, że dla Jana Nowickiego najpiękniejszą rzeczą na świecie jest wyobraźnia i świetna rozmowa z drugim człowiekiem, która nielicznych wciąga czasem prosto w ramiona literatury, a ta z kolei jest jego największym umiłowaniem. Ostatnio sobie wymyślił, że są ludzie od pisania lub od czytania. Siebie zaliczył do pierwszej grupy.

Jest autorem kilku książek (m.in. "Między niebem a ziemią",  "Droga do domu" wespół z Rafałem Wojasińskim, "Mężczyzna i one"), wierszy, tekstów piosenek i kolęd. Głównym "daniem" w pisarstwie Jana Nowickiego jest przemijanie, które nieuchronnie wiąże się ze starością i to, że te dwa fakty zbliżają się do momentu absolutnie szczególnego - śmierci.

„Jak żyje się ze śmiercią w sąsiedztwie, inaczej smakuje  piwo, wódeczka, inaczej odbiera się przedostatnie emocje. Namiętność, starość i zbliżanie się do śmierci mogą – muszą być - jednym z najbogatszych, najpełniejszych doświadczeń życia!  Tak naprawdę człowiek zaczyna myśleć o śmierci wtedy, kiedy wybiera się w rozumne życie. Setki razy o tym mówię, bo wszystko co ma siłę, smak, co jest upojeniem, orgazmem, sukcesem, co nas otacza, opiera się o koniec. A koniec to coś absolutnie fantastycznego” (J.K.)

Życie ciągle zaskakuje.
Obdarzony wieloletnią przyjaźnią pana Jana, odruchowo wykreowałem sobie Jego portret, którego byłem pewien, z poczuciem niepodważalności tegoż włącznie. Tymczasem lektura „Białych Walców” sprawiła, że uzurpacja moja została zasadniczo ukarana. Oto - mój jakże wypróbowany wspólnik i przewodnik po mrokach Dostojewskiego i innych „przyczynach wszelkich przyczyn”, nagle zaprasza do świata pełnego jasności, harmonii i czułości. Jednak szybko i szczęśliwie zaskoczenie minęło i kompani mistrza Serafina rozsiedli się przy moim stole, a ja przyglądałem się im z coraz większym zainteresowaniem i sympatią. Następnego dnia z rozkoszą przyjąłem zaproszenie na dancing w „Zdrojowej”, (Ciechocinek - przyp. redakcji) gdzie poniosło mnie do tego stopnia, że aż uwierzyłem, iż umiem tańczyć. To mało? Szanowny Autorze, mój szczery, głęboki ukłon jest podszyty również szczerą zazdrością.Też bym tak chciał. Ale...
Mimo to - nieustająco Twój - A. /Andrzej Domalik/

Czytaj także

 0