Artysta też musi płacić rachunki

Artysta też musi płacić rachunki

"Moim marzeniem jest muzyka do filmu fabularnego" (fot. własność muzyka)
Artysta muzyk musi być dziś elastyczny - mówi o swoich fascynacjach i rynku muzycznym w rozmowie z Wprost Online Piotr Krakowski, muzyk zajmujący się wieloma gatunkami muzycznymi - od reggae po muzykę filmową i eksperymentalną.
Wprost.pl: Jak się zaczęła pana przygoda z muzyką filmową? Czy zdecydował przypadek, czy od początku ciągnęło pana do tego rodzaju muzyki?

Piotr Krakowski: Od początku interesowałem się filmem. Dużo oglądałem w młodości i zawsze przy tej okazji jakaś muzyka grała mi w głowie. Mówię o młodości, kiedy zacząłem grać na instrumencie. Miałem około 17 lat. Zawsze widziałem siłę i sens w połączeniu obrazu i dźwięku. A później zetknąłem się z filmem już na poważniej. Zaczęło się od filmów dokumentalnych robionych dla niezależnych reżyserów, kilka etiud zrobiłem w zamierzchłej przeszłości, a później też programy telewizyjne.

Z pana informacji na stronie internetowej wynika, że pisze pan głównie muzykę do dokumentów. Czy marzy się panu skomponowanie muzyki do filmu fabularnego?

Oczywiście. To jest jedno z moich marzeń. Film fabularny dałby mi możliwość pokazania się w całym spektrum. Dokumenty się rządzą swoimi prawami, muzyka kręci się wokół jednej osi, a fabuła jest bardziej wielowymiarowa. Tak więc czekam jeszcze na swoją szansę.

Na swojej stronie napisał pan również, że muzyka filmowa jest dla pana największym polem muzycznych doświadczeń. Jak to się przekłada na inne pana projekty muzyczne?

Cała moja fascynacja filmem i wszystkim co się wiąże z obrazem skanalizowała się w jednym projekcie, który się nazywa kino zremisowane. To jest taki ciekawy twór z pięciu osób, które zaprosiłem do współpracy. Jedna z nich zajmuje się obrazem i miksuje w całość różne sample starych i nie-starych filmów i swoich wizualizacji, grafik, starych dokumentów czy fragmentów filmu niemego, a my czteroosobowym zespołem gramy na żywo moje kompozycje, które zostały zresztą napisane do filmów. Czasem rozszerzamy je na potrzeby sceny.

Czyli nie można powiedzieć, że któryś z projektów jest dla pana ważniejszy?

Trudno jest na to odpowiedzieć, jak się kocha muzykę - od takich form jak lżejsza  muzyka reggae, po muzykę filmową. Ja się nie ograniczam. Jeśli mam przesyt danego środka wyrazu czy formy  to się przerzucam na inną. Potrzebuję rozległych fascynacji, żeby się spełniać muzycznie.

Jak udaje  się panu pogodzić tak różne nurty?

Współczesny artysta i muzyk  musi być bardzo elastyczny. Dzisiaj trudno jest robić jeden rodzaj muzyki tak, jak kiedyś muzycy jazzowi, którzy całe życie grali swoje klimaty czy muzycy rozrywkowi. Mnie, jeżeli mogę tak nieskromnie o sobie powiedzieć, udało się znaleźć pole do wyrażania i lekkich rzeczy, i poważniejszych. Dobrze to w sobie mieć, bo wtedy bardziej elastycznie odpowiadamy na zapotrzebowanie rynku. Ale wynika to, nie z mojego koniunkturalizmu, po prostu tak mi się ułożyło w, nazwijmy to, prywatnym gwiazdozbiorze fascynacji muzycznych.

Jeśli już mówimy o rynku, jak pan ocenia polski rynek muzyczny?

To jest trudne pytanie…

Na pewno na dłuższą rozmowę…

Nie jest to łatwy rynek. Na pewno u nas jest dużo ciężej niż na Zachodzie. Mniejsze są szanse na zaistnienie  z muzyką ambitniejszą, wymagającą troszkę większego skupienia, niż tam. U nas z racji tego jak żyjemy na co dzień, jakie otrzymujemy wynagrodzenie za swoją pracę, ludzie być może szukają czegoś mniej angażującego zmysły. Ja jednak od lat konsekwentnie robię swoje i choć nie jestem z pewnością w tzw. mainstreamie, wierzę, że konsekwencja jest tu kluczowa.

Artysta musi jednak z czegoś żyć…

Tak, trzeba zapłacić rachunki, nie da się tego uniknąć. To jest też trochę odpowiedź na pani poprzednie pytanie, że trzeba być elastycznym.

Czy jest coś, co chciałby pan jeszcze zrobić, a do tej pory się nie udało, nie tylko w muzyce?

Może coś takiego pojawi się w przyszłości. W tej chwili czuję się na tyle spełniony i zrealizowany, że czekam na jakieś nowe pomysły i doznania, które mi przyniesie życie. Bo w muzyce, przynajmniej u mnie, wiele dzieje się spontanicznie. Czasami przez pół roku nie mam żadnego pomysłu, a czasem przy prozaicznych czynnościach życiowych pojawia się ciekawy projekt, który zrealizuję. Na tym etapie chciałbym iść w kierunku, w którym czuję się dobry, czuję się pewnie, czyli w komponowaniu, bo to mi sprawia największą frajdę.

Dla siebie jako wykonawcy czy też dla innych muzyków?

Pierwszy moment tworzenia jest zawsze dla siebie, bo trudno się oddzielić od własnych doświadczeń i emocji. Natomiast później z racji tego, że żyjemy w dobie internetu, ta muzyka błyskawicznie dociera do ludzi. Przez upublicznianie pokazuje się kompozycję szerszemu gremium, które jeśli ją zauważy, dochodzi do jakichś kompilacji. To są naczynia połączone.


Piotr Krakowski,
trębacz, gitarzysta i producent muzyczny. Pisze teksty i muzykę; realizuje się w różnych gatunkach muzycznych. Jest liderem zespołu Milkshop (połączenie jazzu, ambientu i popu), gra w eksperymentalnym Reaktorz Maj i reggaeowym "Pankracym Soundsystemie". Jest autorem muzyki do filmów dokumentalnych w reżyserii Sylwestra Latakowskiego (m.in. "Śledczak", "Pedofile", "Kamilianie", "Zabić Papałę") i programów telewizyjnych ("Konfrontacja" - TVP2). Z Milkshopem wydał dwie płyty: "Milkshop" i "Marzyciele", nagrał soundtrack "Magda M." z własną interpretacją utworu zespołu 2+1 "Chodź, pomaluj mój świat" (złota płyta) i został nagrodzony w opolskich "Debiutach" (2004 r.)

Zobacz najnowszy teledysk Piotra Krakowskiego ("Murderer")zrealizowany w klimacie filmów noir.

Czytaj także

 0

Czytaj także