Liga Mistrzów. Liverpool potrzebuje „małego Stambułu”. Barcelona drży przed „dużym Rzymem”

Liga Mistrzów. Liverpool potrzebuje „małego Stambułu”. Barcelona drży przed „dużym Rzymem”

Lionel Messi
Lionel Messi / Źródło: Newspix.pl / ZUMA
We wtorek 7 maja Liverpool zagra o finał Ligi Mistrzów z Barceloną. Przed podopiecznymi Juergena Kloppa zadanie o tyle trudne, że w pierwszej części dwumeczu gracze z Katalonii wypracowali sobie 3-bramkową przewagę. Jak jednak zwracamy uwagę w tytule, historia europejskich rozgrywek daje angielskiemu zespołowi pewną nadzieję.

Zagmatwany tytuł? Już wyjaśniamy, choć pewnie wielu fanów piłki nożnej nie potrzebuje tu specjalnych wyjaśnień. Stambuł to oczywiście nawiązanie do finału Ligi Mistrzów z 2005 roku, kiedy to Liverpool odrobił stratę trzech bramek z pierwszej połowy meczu z AC Milanem i ostatecznie wywalczył w Turcji Puchar Europy. Rzym to z kolei wspomnienie ćwierćfinału ubiegłorocznej edycji LM, w którym AS Roma na własnym stadionie odrobiła stratę z pierwszego meczu (1-4), wygrywając 3-0 i eliminując Barcelonę.

Krótko mówiąc, Liverpool musi powtórzyć jedno z największych osiągnięć w historii klubu, a w tym samym czasie Barcelona musi zaliczyć wpadkę, która zdarza się jej raz na wiele lat, a ostatnio przytrafiła rok temu. Czy oznacza to, że wszystko jest już przesądzone, a półfinał rozstrzygnięty? Absolutnie nie.

Wreszcie poukładany Liverpool

Obecny zespół Liverpoolu wygląda na zmotywowany w podobnym stopniu, jak tamta ekipa ze Stevenem Gerardem i Jerzym Dudkiem. Oprócz tego prezentuje też znacznie większą regularność – wciąż przecież walczy o tytuł mistrza Anglii, a do Manchesteru City traci zaledwie jeden punkt. Wydaje się, że posiada również znacznie lepszy balans we wszystkich formacjach: ma genialnych napastników w postaci Mane, Firmino i Salaha, silną linię pomocy z Wijnaldumem i Hendersonem oraz naprawdę świetną obronę, w której środku bryluje zawodnik roku w Angli Virgil van Dijk, a na bokach szaleją ofensywni Andrew Robertson i Trent Alexander-Arnold. Przede wszystkim jednak, w przeciwieństwie do poprzedniego sezonu, Liverpool wreszcie ma bramkarza – w osobie Alissona, który utrzymuje wysoki poziom i nie pozwala sobie na wpadki.

Messi+

Owszem, Barcelona ma Messiego, Albę, Busquetsa, Rakitica, Pique i ter Stegena. W jej składzie jest jednak kilka znaków zapytania. Suarez strzelił co prawda świetnego gola w poprzednim meczu, ale przez cały sezon zmarnował niezliczoną ilość dogodnych sytuacji bramkowych. Philippe Coutinho jest skonfliktowany z kibicami, a Ousmane Dembele po prostu nie przekonuje swoją grą. Arthur, Lenglet, Semedo i Sergi Roberto to nie są nazwiska, które wywoływałyby drżenie kolan u przeciwników. Arturo Vidal to z kolei tykająca bomba, która w każdej minucie może obrócić się przeciwko własnemu zespołowi.

To wszystko nie oznacza w żadnym wypadku, że jesteśmy pewni awansu Liverpoolu. Jeśli mielibyśmy postawić na jakiś rezultat u bukmachera, to jednak zdecydowanie na awans Barcelony. Nieco niedoceniany trener Ernesto Valverde poukładał swój zespół na tyle dobrze, że zdobył on mistrzostwo Hiszpanii, dotarł do półfinału Ligi Mistrzów i finału Pucharu Króla. To nie jest zbieranina przypadkowych piłkarzy plus Leo Messi. To równorzędny przeciwnik dla świetnego w tym sezonie Liverpoolu.

Gdzie obejrzeć mecz Liverpool – Barcelona?

Spotkanie Liverpoolu FC i FC Barcelony dostępne będzie w Polsce na kodowanym kanale Polsat Sports Premium 1 oraz w internecie w serwisie Ipla.tv. Mecz rozpocznie się o godzinie 21:00.

Czytaj także:
Iker Casillas przeszedł zawał serca. Trafił do szpitala
Czytaj także:
Ta historia obiegła świat. Jechał na mecz ukochanej drużyny, pomylił... Frankfurty

Czytaj także

Czytaj także