Cztery słowa i błąd ortograficzny. Tak ministerstwo życzyło powodzenia na maturze z polskiego

Cztery słowa i błąd ortograficzny. Tak ministerstwo życzyło powodzenia na maturze z polskiego

Maturzyści
Maturzyści / Źródło: Newspix.pl / Adam Konarski
Zasady ortograficzne języka polskiego z pewnością nie należą do najłatwiejszych. Kolejnego dowodu na potwierdzenie tej mało odkrywczej tezy dostarczyło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które złożyło życzenia tegorocznym maturzystom.

Niemal 300 tysięcy tegorocznych maturzystów mierzy się dziś z egzaminem dojrzałości z języka polskiego. Zapewne wielu z nich stresuje się dopuszczalnym limitem błędów ortograficznych w wymaganej formie pisemnej. Otuchy chciało dodać im Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które na Facebooku zamieściło archiwalne nagranie Polskiej Kroniki Filmowej dotyczące właśnie matury, ale z roku 1951.

Cztery słowa i jeden błąd

W zdaniu, składającym się z czterech słów: „Życzymy powodzenia tegorocznym maturzystom”, pojawił się jednak błąd ortograficzny, gdyż w pierwotnej wersji postu, przed jego edycją, znalazł się zapis: „maturzystą”.

Poprawna forma liczby mnogiej słowa „maturzysta” w celowniku zawsze brzmi: „maturzystom”. W pozostałych przypadkach rzeczownik ten otrzymuje brzmienie:

  • Mianownik: maturzyści;
  • Dopełniacz: maturzystów;
  • Celownik: maturzystom;
  • Biernik: maturzystów;
  • Narzędnik: maturzystami;
  • Miejscownik: maturzystach;
  • Wołacz: maturzyści!

Czytaj także

 24
  • betwet IP
    Czy to jakiś regionalizm? Bo błąd tego rodzaju pojawia się bardzo często w wypowiedziach internautów.
    • Fan słowników ortograficznych IP
      Jakie wykształcenie, taki poziom...pracowników od reform edukacji...
      • nieglupi Jasko IP
        DZIEKUJEMY ZA GIMNZJA PREMIERU TUSKU.
        • !!!!!!!! IP
          BZDURNY ARTYKUŁ JAK CHO...LERA !
          • J.M.K. IP
            To jest nasza wszechobecna bylejakość. We wszystkich wiadomościach i komentarzach roi się od błędów ortograficznych i logicznych.
            Nie powiem, że nie popełniam błędów, ale staram się czytać, co napiszę i poprawiać.
            Kiedyś, w redakcjach pracowali korektorzy i sprawdzali artykuły przed drukiem. Oczywiście nie mówię o cenzurze. Później jeszcze był zecer, który przepisywał tekst na linotypie i poprawiał błędy. Teraz nawet wyłącza się "korektora", żeby nie podkreślał na czerwono i nie denerwował pana, czy panią redaktor.
            Wracając do bylejakości. Zaczyna się od drobiazgów, a kończy na katastrofach typu "Casa", czy "Smoleńsk".
            "vvvvv..." napisał: "No i co to ma byc jakas wielka afera he,he.".
            I tak dużo pracy włożył, że zaczął z dużej litery i postawił kropkę. Ale żeby użyć znaków diakrytycznych i przestankowych, to już inwencji zabrakło. A od tego zaczyna się nasza bylejakość.