Bonda: Nie jestem nieskalaną dziewicą, mam swoje za uszami

Bonda: Nie jestem nieskalaną dziewicą, mam swoje za uszami

Katarzyna Bonda
Katarzyna Bonda / Źródło: Darek Golik
– Zawsze myślałam, że jestem dzielna, nie patrzę w przeszłość, że brawura to moje drugie imię, oraz że nie wolno się poddawać. Dopiero doświadczenie prawdziwego uczucia, tego, że sama sobie pozwoliłam na okazywanie słabości, pokazanie miękkiego podbrzusza sprawiło, że zmieniłam sposób myślenia. To, co Remi zrobił dla mnie, jest karmiczne – powiedziała w rozmowie z „Wprost” Katarzyna Bonda, królowa kryminału.

– Ciężko mnie rozbroić, już prędzej będę się całowała na ulicy, niż chlipała. Ja nie chlipię. W momentach krytycznych zachowuję zimną krew i zaczynam działać. Prawdopodobnie taki mechanizm występuje u mnie, bo walczę od zawsze – stwierdziła jedna z najpoczytniejszych polskich autorek.

„Moment magiczny”

Dodała, że jednak ostatnio „wyszła ze swojej kolczugi” i jest to w jej życiu moment „magiczny”. – Od dziecka rodzice mówili, żebym nie siedziała jak bokser, nie rżała jak koń, bo nigdy nie zachowywałam się jak dama. Przez te wszystkie lata, zanim pojawił się on, chodziłam z dzidą i gnatem za paskiem, w bucie miałam dobrze naostrzony nóż. I nagle, pierwszy raz w życiu, co paradoksalne... Przecież ja mam swoje za uszami, nie jestem nieskalaną dziewicą, mam dziecko. Wydawało mi się, że mam za sobą „życiowe" związki. A tu się okazało, że głęboko życiowa sprawa była dopiero przede mną. I okazało się, że kobieta staje się dopiero wojowniczką, gdy zintegruje swoją delikatność. Kiedy uświadomi sobie, że umiejętność zdejmowania zbroi, zanim ta wrośnie w skórę, jest jej największą siłą – podkreślała.

Najnowsza powieść Bondy, „Miłość leczy rany”, miesiąc temu ukazała się nakładem Wydawnictwa MUZA i w zasadzie od razu trafiła na listy bestsellerów. W minionym roku o Bondzie było głośno jednak nie tylko ze względu na kolejną premierę książkową, ale także ze względu na jej związek z Remigiuszem Mrozem, pisarzem, autorem kryminałów. To jemu pisarka zadedykowała powieść. – Miłość ma siłę transformacji i w takim kontekście leczy rany. Nie mówię o stanie zakochania, motylach w brzuchu, namiętności, tym bardziej nie mówię o seksie. Mówię o połączeniu dusz z człowiekiem, który jest twoim przyjacielem, z którym chcesz iść ramię w ramię, jak sojusznicy. W taką miłość wierzę i uważam, że taka miłość może faktycznie czynić cuda. Zrozumiałam moich bohaterów, kiedy sama się zakochałam. Zadedykowałam tę książkę Remiemu, piszę o tym też w posłowiu. Cokolwiek przyniesie los, będę mu wdzięczna, bo to otwarcie się na nową przestrzeń, zawdzięczam jemu. Reszta jest naszą tajemnicą – powiedziała.

Na pytanie, dlaczego po jednym wspólnym telewizyjnym wystąpieniu, już nie udzielają wywiadów razem, odpowiedziała: – Żyję w bańce pisarskiej, siedzę przy tym swoim biureczku, nie mam telewizora, nie miałam świadomości, bo dziś już ją mam, że my jednak jesteśmy osobami publicznymi. Żeby w moim wieku zostać przyłapaną przez fotografów w czasie obściskiwania się na ulicy, całowania się... (…) Zdjęcia zobaczyłam następnego dnia, tąpnęło mną, bo nie widziałam panów, którzy robili nam zdjęcia. Wdarli się w niezwykle intymną przestrzeń i uświadomiłam sobie, że to nie są żarty. Takie zachowanie w moim wieku jest niegodne (…). Mam 42 lata, ale emocjonalnie zatrzymałam się na 23. Zdaję sobie sprawę, że to jest słabe. Ale chodzi bardziej o to, że gdybym miała inny zawód, może bardziej wesoły... A ja mam poczucie odpowiedzialności – dodała.

„To rodzaj choroby psychicznej”

Pytana, czy bała się, że stan zakochania zburzy pielęgnowany od lat wizerunek „niedostępnej" i „tajemniczej" Bondy, przyznała: – Nigdy nie twierdziłam, że nie potrafię zachowywać się skandalicznie. Poza tym każdy z nas był zakochany i wie, że na początku człowiek znajduje się w innym stanie świadomości, niektórzy twierdzą nawet, że jest to jakiś rodzaj choroby psychicznej, bo zaczynamy funkcjonować tylko we własnym świecie. Nie udzielamy razem wywiadów, bo wspólne pojawienie się wywołało zainteresowanie, na które nie byliśmy gotowi.

Katarzyna Bonda przyznała, że rozumie jak sukces komercyjny obojga zadziałał w tym kontekście, ale nie bardzo jej się podoba to, że miałaby nie móc zachowywać się normalnie na ulicy. – Nie jestem typem człowieka, który będzie zakładał pelerynę, by móc wyjść z domu. Moja popularność wynikła z tego, że piszę książki. Czytelnicy chcą wiedzieć jak najwięcej o autorze, ja wychodzę im naprzeciw. Czekam na naturalny feedback, kontakt z czytelnikami mam. Udzielam wywiadów, jeżdżę na spotkania, i ta moja postawa wygenerowała ten rodzaj popularności. Dlatego nie rozumiem ludzi, którym jest wszystko jedno, czym się zajmują, po prostu chcą być znani. I dobrowolnie skazują się na ten rodzaj ciężaru związany z popularnością.

Choć z drugiej strony to wszystko, co wydarzyło się po naszej wspólnej wizycie w telewizji pokazuje, jaką dziś literatura ma siłę. Kto by pomyślał lata temu, że pisarz, czy pisarka będą pojawiać się na okładkach pism. Pisarzy uważano za introwertyków w skulkowanych swetrach – dodała.

Na liście najlepiej zarabiających polskich pisarzy w 2019 roku, którą publikujemy we „Wprost”, Katarzyna Bonda zajęła 18. miejsce.

Źródło: Wprost

Czytaj także

 2
  • W przypadku dziewic, uszy to organ niezbyt przyciągający uwagę.
    • Jedna z ciekawszych pisarek współczesnych z realnym spojrzeniem na problemy współczesnego świata, spostrzegawcza i ciekawa świata obserwatorka - nie wdająca się w spory światopoglądowe i narodowościowe, To, że pochodzi z Hajnówki i nazywa się Bondaruk nie sprawiło, że tak jak nienawidząca Polski i Polaków koszerna pseudo-noblistka Tokarczuk - wszystko co złe przypisuje Polsce i Polakom ...