Król i królowa, czyli krwawy horror

Król i królowa, czyli krwawy horror

Katarzyna Bonda i Remigiusz Mróz
Katarzyna Bonda i Remigiusz Mróz / Źródło: Newspix.pl / Grzegorz Krzyzewski/Fotonews
Pisanie o zbrodni jest terapeutyczne, bo człowiek wyrzuca z siebie cały ten mrok, który tkwi w każdym z nas. Dzięki tworzeniu kryminałów dostrzega się w ludziach więcej dobra – mówi Remigiusz Mróz, pisarz

Czy jest pan pracoholikiem?

Nieuleczalnym. Praca to moje życie, na szczęście mam najlepszą robotę na świecie, która oprócz satysfakcji daje mi całkowitą wolność, więc to całkiem niezły układ.

Podobno pracuje pan nawet w Wigilię. Uważa pan, że to normalne?

Absolutnie nie. Jedną z ostatnich książek kończyłem pisać właśnie w Wigilię, przez co byłem zupełnie wyłączony nie tylko z przedświątecznych przygotowań, ale też z całej związanej z tym atmosfery. Ale tak czasem bywa, że pisarz więcej przebywa w świecie powieści niż w rzeczywistości. I pracuje nawet wtedy, kiedy nie pisze.

Na dodatek nie ma pan telefonu komórkowego.

Mam, tylko nie używam. Od czasu do czasu kontroluję wprawdzie, co się dzieje na Instagramie, ale potem komórka ląduje w szufladzie, wyciszona. Zazwyczaj więc nie sposób się do mnie dodzwonić. Kiedy piszę, staram się w ogóle nie komunikować ze światem, a jeśli są jakieś istotne sprawy, załatwiam je e-mailowo. Robi tak wielu pisarzy, bo dzięki temu w trakcie pracy nic nie odrywa nas od książki.

Katarzyna Bonda w wywiadzie dla nas mówi, że napisać powieść to jak przebiec maraton. Pan wydaje kilka książek rocznie. Żaden sportowiec tego nie wytrzyma.

A tam! Pewien rolnik z Wituni dwa lata temu przebiegł 366 maratonów w 366 dni. Wszystko da się zrobić, o ile pasja i sposób na życie pokrywają się ze sobą w 100 proc. Ten człowiek oczywiście nie robił niczego innego, dokładnie tak samo jest ze mną.

Wielu nie dowierza, że pan jest aż tak płodny. Krążą plotki o ekipie ghostwriterów, którzy piszą dla pana i za pana.

Żeby tylko plotki! Są też analizy, w których porównuje się mój styl w różnych książkach i wykazuje, że to niemożliwe, by pisała to ta sama osoba. Dla mnie to właściwie najlepszy komplement, bo każdy pisarz dąży do zachowania literackiej świeżości. Warunkiem twórczego rozwoju jest dla mnie to, żeby w każdej kolejnej książce stworzyć nie tylko nową fabułę, ale także inaczej układać pióro.

Nie ma pan wrażenia, że w Polsce każdy może stworzyć książkę? Byle celebryta okazuje się poczytnym literatem, wystarczy, że dobrze wybierze ghostwritera. Uważa pan, że to uczciwe?

Tak, o ile nazwisko tej osoby znajduje się na okładce. Albo jeśli jako odbiorcy wiemy, że tak naprawdę autorstwo należy przypisać komuś innemu. Sam na miejscu takich osób wybrałbym raczej wywiad rzekę, wtedy wszystko jest jasne. Ale może niektórym jest to potrzebne, by poczuć się lepiej.

Nie martwi się pan, że pewnego dnia popadnie pan w literacką impotencję?

Na razie problem mam dokładnie odwrotny: cierpię na nadmiar pomysłów, które wciąż szukają drogi ucieczki z umysłu. Jedne przelewam na papier, drugie już zabiegają o uwagę, a trzecie kiełkują. Na szczęście to nic niespotykanego, bo Stephen King w moim wieku cierpiał na identyczną przypadłość, choć z wiekiem symptomy u niego nieco osłabły. U mnie pewnie będzie podobnie.

Co wtedy?

Będę szukał nowych literackich rejonów, w które mogę się zapuścić, i liczył, że to naoliwi zardzewiałe trybiki w głowie. Grunt, żeby stale móc się zapalić do swojej opowieści, żeby zaabsorbowała autora na tyle, że nie może myśleć o niczym innym. Pomysły przychodzą wtedy same, bohaterowie przejmują lejce i wszystko dzieje się właściwie bez udziału pisarza. Jego rola sprowadza się tylko do spisania historii.

A jeśli na stare lata od tego wymyślania zbrodni postrada pan rozum?

Pisanie o zbrodni jest terapeutyczne, bo człowiek wyrzuca z siebie cały ten mrok, który tkwi w każdym z nas. Niektórzy chodzą do psychologa, inni dostają receptę od psychiatry, a pisarze po prostu siadają do kolejnej książki. Dzięki pisaniu o kryminale dostrzega się w ludziach więcej dobra. Kiedy czytam o jakimś przestępcy, nie widzę go wyłącznie jako kryminalisty. Czasem bezwiednie zaczynam się zastanawiać nad jego pobudkami, analizuję motywy i głowię się, dlaczego zrobił to, co zrobił. I jak sam zachowałbym się w jego sytuacji.

Okładka tygodnika WPROST: 48/2019
Artykuł jest zamknięty
Więcej możesz przeczytać w 48/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0