Między Polską a Polską

Między Polską a Polską

Kadr z filmu „Potop”
Kadr z filmu „Potop” / Źródło: Wytwórnia Filmów Fabularnych w Łodzi
Andrzej Mencwel pokazuje w swojej książce, jak polska kultura szukała i szuka nowego rozwiązania naszych konfliktów. Trzeciej drogi, która wyminie skrajności i nasyci rzeczywistość społeczną rozsądkiem.

To ważna książka. Refleksja nad korzeniami polskich podziałów i sporów, źródłem nieustannych politycznych wojenek. Diagnoza, że „nadal miotamy się między konserwatywnym tradycjonalizmem (sienkiewiczowski »Potop«) i progresywnym reformizmem (»Przedwiośnie« Żeromskiego)”. Że nasze postawy wciąż dają się symbolicznie przyporządkować literackim utworom, od których powstania dzieli (w przypadku pierwszego więcej i w przypadku drugiego prawie) stulecie. Ale Mencwela intryguje też dlaczego – wbrew „odwiecznej” i (widocznie: bezmyślnie) powtarzanej sentencji Cycerona – historia nie jest dla nas nauczycielką życia?

Z odpowiedzią na to pytanie, choć niepostawione wprost, zmaga się od lat. Już ponad 20 lat temu – w 1997 r. – opu-blikował książkę „Przedwiośnie czy potop. Studium postaw polskich w XX wieku”. Dawało się w niej wyczuć, że za obiektywną w tonie i poważną „narracją” kryje się źdźbło optymizmu, bo choć nasz odzyskany świat miał niepokojące rysy, jednak był to „przełom nie tylko polityczny i ekonomiczny, lecz także kulturowo-społeczny, czyli dotyczący właśnie postaw polskich”. Budził nadzieję, że wszystko się ułoży. Zwłaszcza że przecież Mencwel jest autorem wydanej już w 1990 r. książki „Etos lewicy”. Na jej temat mówi, że pisał ją u schyłku dawnego reżimu „ze świadomością, że nad-szedł kres systemu oraz całej formacji ideowej, którą przez parędziesiąt lat nam narzucano. Chciałem odsłonić źródła progresywnego polskiego reformizmu i go uobecnić, aby przeciwstawić się konserwatywnemu tradycjonalizmowi, którego nawrót wydawał mi się nieuchronny. Nie mogłem jednak przypuścić, że nawrót ten po latach zaleje nas potopem, a tytuł Sienkiewicza uzyska gnębiącą dosłowność”. I dlatego powstała druga część „Przedwiośnia czy potopu”. Z potrzeby chwili. Wyjaśnienia bowiem domaga się kwestia, dlaczego konserwatywny tradycjonalizm symbolizowany w pisarstwie Mencwela przez sienkiewiczowski „Potop” zyskuje moc, a progresywny reformizm „Przedwiośnia” Żeromskiego traci siły. Odpowiedzi Mencwel szuka – jako literaturoznawca – w obszarze literatury i także – jako antropolog kultury – w badaniach etnograficznych.

Rozum indywidualny

„Na totalność najlepszym lekarstwem jest subtelność” – na-pisał w jednym z tekstów pierwszej części „Przedwiośnia czy potopu”. I miał rację. Wówczas, w połowie lat 90. ubiegłego wieku, ledwo co przeżyliśmy koniec jednego totalizmu, a już na horyzoncie majaczył czarny cień drugiego, nie wspominając o totalnym naporze wywieranym przez tabloidyzujące się środki masowego przekazu, komercyjną kulturę czy oszołomionych, Bóg wie czym, polityków. Sytuacja nie wygląda jakoś szczególnie optymistycznie, ale co może zrobić człowiek – chyba właśnie leczyć się subtelnością, by nie zwariować. Cokolwiek by się bowiem działo w świecie, w którym człowiek żyje, jak bardzo fałszywa ideologia chciałaby w nim dominować, jak „abstrakcyjny Rozum” by się w nim upowszechniał, jak zauważa badacz na marginesie lektury „Dzienników” Marii Dąbrowskiej: „należy przeciwstawić mu stanowczo i uparcie racje własnego rozumu indywidualnego, nawet gdyby miały być one sprowadzone do osobistego zapisu”.

Jest to zalecenie, do którego sam się stosuje i którego realizacje odnajduje w różnych punktach krajobrazu polskiej kultury XX w. – w zapiskach wspomnianej Dąbrowskiej, w eseistyce Jana Strzeleckiego, w pojawiających się często na łamach paryskiej „Kultury” zapisach dziennikowych, które z upodobania dla tej formy inspirował Jerzy Giedroyc. Za tym jego przypatrywaniem się tytułowym „postawom polskim w XX w”. kryje się wiara w „rozum indywidualny”. Żadne zbiorowe porywy nie robią już na nim wrażenia (no, chyba że są to próby społecznej samoorganizacji, próby stworzenia społeczeństwa obywatelskiego, ekscytacji, którymi dał wyraz w nowej książce), żadne ideologie, które kompromitują się raz po raz, żadne poddawanie się schematom i szukanie rozwiązań dzisiejszych problemów przez wyszukiwanie analogii w przeszłości. Do tych historycznych analogii często odwołują się politycy, którzy na ogół reprezentują jakąś ideologię, a nie „rozum indywidualny”, myślą z perspektywy ogółu, a w każdym razie muszą w swoim myśleniu tę perspektywę uwzględniać, bo inaczej mogą zostać przez zbiorowość odrzuceni. Jest to jednak sposób myślenia mało twórczy, poddany schematom i przez nie wyraźnie ograniczony.

„W historii polskich idei oraz postaw ostatnich dwóch stuleci analogie są wszechobecne i stają się ślepym nawykiem – pisze Mencwel przy okazji analizy eseju Mariana Kukiela z 1949 r. – Po-wiedziałbym, że panuje tutaj (...) bezwiedne przekonanie o tym, że repertuar możliwych postaw ideowych został ustalony i nie daje się zmienić”. To narzuca myśleniu schematyczne rozwiązania i prowadzi do artykułowania postaw sprzecznych, likwidując możliwość ich cieniowania. Wynikają z tego najróżniejsze uproszczenia, które trzeba przełamywać, a nie podporządkowywać się im. Dlatego interesuje go szukanie trzeciej drogi między kategorycznie zarysowanymi stanowiskami, między albo-albo. Sam zresztą wyjaśnia to w kilku miejscach swoich książek, np. kiedy pisze: „Interesuje mnie to, co nowe, więc to, co analogiom się wymyka”. Dodam od siebie, że interesują go takie postawy, które łączą różne stanowiska, z których wynika nowa wizja przyszłości, nowe podejście do roli człowieka w przyszłym świecie, roli, której nie da się wpasować w żadne albo-albo, bo jest pełniejsza niż to, co wszystkie dwubiegunowe schematy mogą opisać.

Między idealistami i realistami

Jakie one są, doskonale wiemy z historii, ale też dzisiaj możemy odnaleźć ich bardzo żywe i wyraźne odbicie w życiu publicznym. Polak-katolik bynajmniej nie jest postacią z przeszłości, choć zdrowy rozsądek z trudem odnajduje powody używania takiej zbitki – Mencwel tak charakteryzował kiedyś ten typ umysłowości: „Świadomość narodowa została tu właściwie cofnięta do plemiennej, kulturowa utożsamiona z wyznaniową, szlachecki,
kresowy dworek stawał się redutą niezłomnych, wystawionych przez Opatrzność na męczeńskie ofiary, które niezadługo zostaną nagrodzone rezurekcją”. Jest to opis odnoszący się wprawdzie do okresu zaborów, ale czy tylko?

Typem przeciwnym są „realiści”, rozumiejący, że nieidealizowanie przeszłości jest szansą dla Polski, wprowadzeniem jej na tory uniwersalnego postępu cywilizacyjnego, nawet za cenę amputacji części tych wartości, do których tak bardzo przy-wiązany jest przeciwstawny typ. Ale, jak zauważa Mencwel, „ani polscy idealiści, ani polscy realiści nie przyczyniali się do upowszechniania wzorców rokowania i przekonywania właściwym społeczeństwom cywilizowanym, a sztuka kompromisu nie była tutaj sztuką cenioną”. Czyż nie można tych zdań odnieść bezpośrednio do dzisiejszych kłótni polityków i publicystów? I czy nie świadczy to o tym, że jakiekolwiek by były nasze doświadczenia zbiorowe, to i tak nie wyciągamy z nich wniosków? Nie umiemy się z nich uczyć?

Ku takiej nauce pewnie napisał Mencwel swoje książki i po to wyszukiwał w naszej XX-wiecznej kulturze postawy i sądy, zjawiska i dokonania, które wynikały z odczucia, że konieczne jest zapełnienie obszaru dzielącego „idealistów” i „realistów”, którzy zresztą dzisiaj nazywani są w różny sposób, ale zasadniczy zrąb tych postaw nie uległ wyraźniejszym przeobrażeniom. Z jednej strony „zakon polskości”, jak nazywał „dziedziczny wzór szlachecko-militarny” Juliusz Mieroszewski, publicysta paryskiej „Kultury”, wzór, który mimo swojej ana-chroniczności „zajmuje teraz – jak pisze Mencwel – prawie całą scenę publiczną”, rozpropagowany przez literaturę (choćby właśnie „Potop”) i atrakcyjny dla społeczeństwa, które ma głównie plebejski rodowód, które po II wojnie światowej, po wielkich ruchach migracyjnych szukało nowej tożsamości i lepiło ją z „komiksowej” szlachetczyzny i powierzchownie obrzędowej religijności (co autor scharakteryzował w eseju „Dylematy tożsamości”). I nie zostało wiele miejsca dla innej tradycji – ludowej, proletariackiej, socjalistycznej – która nie miała swojego Sienkiewicza.

Stefan Żeromski nie jest tak atrakcyj-ny czytelniczo, jego twórczość nie daje się łatwo ekranizować, a i nie ma dzisiaj klimatu, by komuś taki pomysł w ogóle przyszedł do głowy (od czasu ekranizacji „Przedwiośnia” przez Filipa Bajona mija 20 lat). A przecież Żeromski był pisarzem, który szukał nowych rozwiązań, który zmierzał do przezwyciężenia anachronicznych podziałów społecznych i zaprojektowania nowej cywilizacji „godnej człowieka”. W ten sposób interpretuje Mencwel obrzydzoną wszystkim w szkole ideę szklanych do-mów, na których temat powiedziano na lekcjach tyle głupstw, że właściwie nikt już dzisiaj poważnie o nich nie myśli.

Tymczasem pisarz ideę domu rozumiał o wiele głębiej, niż się uważa, zarówno jako miejsce, w którym ogniskują się „więzi międzyludzkie w ich wymiarze najbardziej elementarnym, bez którego nie istnieje i nie daje się pomyśleć żadne społeczeństwo”, jak i „symboliczne wydzielenie, wyodrębnienie siedzi-by ludzkiej spoza tego, co człowiekowi obce, pozakulturowe, a więc przyrodnicze”. Postulat budowy szklanych domów to jednocześnie postulat budowy nowego społeczeństwa i nowej kultury, w domach – jak pisze Mencwel – umiejscawia się, skupia i uświęca cywilizacja godna człowieka. „Było to zadanie wykraczające poza wszelką plemienną mistykę i wszelką utopię technokratyczną”.

Stanisław Brzozowski, Stefan Żeromski, Maria Dąbrowska oraz ludzie „Kultury” to główni bohaterowie książek Mencwela; główni, bo poświęcił im najobszerniejsze rozprawy. Ale są w nich równie ważne teksty o Janie Strzeleckim, Leszku Kołakowskim, Bronisławie Baczce, Stefanie Żółkiewskim czy Witoldzie Gombrowiczu, a także w obu posłowia wyraźniej niż reszta odnoszące się do spraw czysto literackich, ze szczególnym uwzględnieniem „Widno-kręgu” Wiesława Myśliwskiego w pierwszej i „Ksiąg Jakubowych” Olgi Tokarczuk w drugiej. Tych wszystkich ludzi na pierwszy rzut oka nic nie łączy. A jednak...

Wszyscy oni szukają nowego rozwiązania polskich problemów, projektują nową postawę, która nie jest zbliżona do żadnej ze skrajności naszej sceny narodowej. Szukają trzeciej drogi, trzeciego rozwiązania, które wyminie skrajności i nasyci naszą rzeczywistość społeczną rozsądkiem. Te najważniejsze postawy kulturowe opisał Mencwel tak, jak się ich projekty pojawiały w kulturze polskiej, i stworzył książkę wybitną, głęboką, trudną, ale zarazem interesującą.

Nowe krytyki postaw polskich

Zarówno Henryk Sienkiewicz, jak i Stefan Żeromski w esejach Andrzeja Mencwela to twórcy uprawiający rozmyślnie dwie odmienne tradycje historyczne. Horyzont idei XX w. autor rozpina pomiędzy „krzepieniem serc” a „rozdrapywaniem ran”. Mencwel krytycznie analizuje ideowe, kulturalne i społeczne węzły polskiej nowoczesności. Nie poprzestaje na polemikach literackich i historycznych, lecz podejmuje i rozwija konstrukcje postaw polskich od początków XX w. do naszych dni. Biorąc za bohaterów rozważań takich autorów jak Edward Abramowski, Maria Dąbrowska, Stanisław Brzozowski, Jerzy Giedroyc, Jan Strzelecki, ale i Tadeusz Kantor czy Olga Tokarczuk, autor uprawia krytycznie społeczną samowiedzę. Gdy „tożsamość polska” stała się pretekstem propagandowych idealizacji w ramach polityki historycznej, książka Andrzeja Mencwela jest refleksyjną debatą o współczesnych mitach, tradycjach i ideach. Andrzej Mencwel, „Przedwiośnie czy potop (2)”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2019.

Okładka tygodnika WPROST: 4/2020
Artykuł został opublikowany w 4/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także