„Epidemia to taki stan wojny”. Wstrząsająca opowieść o walce z COVID-19

„Epidemia to taki stan wojny”. Wstrząsająca opowieść o walce z COVID-19

Dodano: 
Szpital, zdjęcie ilustracyjne
Szpital, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Unsplash / Javier Matheu
Na początku 2020 roku, gdy koronawirus docierał na kolejne kontynenty i zaznaczał swoją obecność w coraz odleglejszych państwach, pracownicy służby zdrowia byli – w przenośni i dosłownie – oklaskiwani. Autorzy książki „Nadzwyczajni. Nikt ich nie pytał, czy chcą być bohaterami” w kontekście zagrożenia epidemicznego zwracają uwagę na nieprzygotowanie różnych instytucji na nadejście fali zachorowań. Piszą także o skandalicznych praktykach, które mogły się przyczynić do tego, że epidemia nie wyhamowała, a zaczęła galopować.

„Nadzwyczajni. Nikt ich nie pytał, czy chcą być bohaterami” to książka, w której autorzy opisują pierwszą fazę rozwoju epidemii w Polsce. Na jej łamach Marcin Wyrwał i Małgorzata Żmudka pokazują wydarzenia, które miały miejsce od lutego do lipca 2020 roku, a najwięcej akcentów rozłoży się na miesiące marzec i kwiecień. Autorzy przytaczają historie z różnych regionów w Polsce, pokazując jednocześnie warunki panujące w szpitalach czy DPS-ach. Na podstawie zebranych relacji swoich rozmówców obnażają słabość i nieprzygotowanie różnych instytucji do walki z pandemią.

„Drugiego lockdownu chyba nie będzie, bo nie ma uzasadnienia dla takiej masowej izolacji… z wyjątkiem nagłego wzrostu zakażeń w całym kraju i ewentualnej mutacji wirusa w kierunku większej zjadliwości. Tego nie można wykluczyć. W ogóle podczas tej pandemii nie można niczego wykluczać. To uczy pokory i każe przygotowywać różne scenariusze, aby elastycznie reagować na zmieniającą się sytuację” – powiedział dr Paweł Grzesiowski w wywiadzie udzielonym w lipcu 2020 roku.

„Nadzwyczajni” zaskakują czytelnika już na pierwszych stronach. Historia zaczyna się bowiem nie pod koniec 2019 lub na początku 2020 roku, jak można byłoby się spodziewać, ale na sześć lat przed uznaniem przez WHO koronawirusa za pandemię.

Autorzy przedstawiają sylwetkę Dawida „Burzy” Burzackiego, który w rodzinnych Jawiszowicach na Śląsku założył prywatne pogotowie ratunkowe oraz fundację Służby ratunkowe RP i Zintegrowaną Służbę Ratowniczą. Na kolejnych stronach książki ukazane zostanie ogromne zaangażowanie mężczyzny w pomoc różnym placówkom w momencie próby, która przyszła niespodziewanie.

Koronawirus w Polsce. Szokujące praktyki?

Wyrwał i Żmudka opisują codzienne problemy, z którymi musiał zmagać się personel medyczny. Przywoływane są relacje osób, które informowały, że lekarz zamierzał zgłosić podejrzenie koronawirusa do sanepidu, ale przełożeni odwiedli go od tego pomysłu, by nie szkodzić „wizerunkowi” placówki. Pojawiają się również opowieści o tym, że jednorazowa odzież ochronna wcale nie jest wykorzystywana tylko jeden raz, a zamiast ją wyrzucać, trzeba poddawać ją dezynfekcji.

Informatorzy autorów „Nadzwyczajnych” mówią także o wstrząsającej praktyce zakazu wpisywania temperatur pacjentów do raportów i nakazie profilaktycznego podawania im paracetamolu na zbicie temperatury. A nie trzeba być wirusologiem, żeby prognozować, że jedna zła decyzja może prowadzić do lawinowego przyrostu zachorowań.

W książce „Nadzwyczajni” autorzy opisują również osobiste dramaty wykończonych lekarzy, którzy przeżywają ludzkie rozterki – boją się o to, że zarażą swoich bliskich, a więc postanawiają ograniczyć z nimi kontakty. Mówią także o piętnie, które na nich odbił koronawirus i tym, że część osób zaczęła w nich widzieć „źródło zakażenia”.

„Staliśmy się elementem podejrzanym. I ja się właściwie temu zjawisku nie dziwię. W czasie każdej wojny, a epidemia to taki stan wojny, wśród ludzi wzrasta poczucie odpowiedzialności, solidarności, wspólnoty. Ale to jest ten pierwszy okres. Później, kiedy okrzepniemy w tej sytuacji, zaczynamy szukać wroga, który wojnę spowodował. I co się u nas stało? Tym wrogiem nagle stał się personel medyczny. Mówi się, że to przez personel medyczny jest tyle zakażeń. W dużej mierze nakręciły to media, ale przyłożyła się do tego władza publiczna. Dlatego w takich sytuacjach jak epidemia trzeba bardzo ostrożnie dobierać słowa” – fragment książki.

W dużej mierze to osoby bezpośrednio zaangażowane w walkę na pierwszej linii frontu z wirusem SARS-COV-2 zabierają głos w tej książce. Ale czasami to historie pacjentów przedostają się na pierwszy plan, co jest równie ciekawe. Wśród tych wzruszających jest np. ta pani Stanisławy, która jako 16-letnia dziewczyna została wywieziona do Auschwitz. Kobiety nie wykończyły traumatyczne chwile, nie zrobiła tego choroba nowotworowa, która została u niej zdiagnozowana, ale po latach – koronawirus.

Wtedy i teraz. Pesymistyczna wizja?

Na „Nadzwyczajnych” bardzo ciekawie patrzy się z perspektywy czasu. Praca nad książką zakończyła się w lipcu, kiedy to w Polsce odnotowywano kilkaset zakażeń dziennie. W ostatnich dniach w kraju mówi się o rekordowych dziennych przyrostach liczby chorych (w sobotę 17 października było to ponad 9,6 tys. nowych przypadków). Widać jak na tacy, że epidemia przyspiesza. Dzięki zamieszczonemu na końcu książki kalendarium, czytelnik może z łatwością porównać, jak sytuacja wyglądała jeszcze kilka miesięcy temu – a z czym zmagamy się dziś. Może także prześledzić działania władz i etapy wprowadzania kolejnych obostrzeń.

„Nadzwyczajni. Nikt ich nie pytał, czy chcą być bohaterami” to książka, którą czyta się jak reportaż. Bogactwo treści, pełen wachlarz różnych – nierzadko wstrząsających zdarzeń, które niczym spirala nakręcają ciąg następnych. Na łamach książki zamieszczono również kilka wywiadów, co z pewnością podbija jej atrakcyjność, a także zmienia dynamikę prowadzenia wywodu. Bez znieczulenia, bez idealizowania i bez owijania w bawełnę – taka jest książka Marcina Wyrwała i Małgorzaty Żmudki.

Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także