Tak działają polskie fabryki zwierząt. Psy poupychane w klatkach, 300 zł za rodowód, 50 zł za szczeniaka

Tak działają polskie fabryki zwierząt. Psy poupychane w klatkach, 300 zł za rodowód, 50 zł za szczeniaka

Buldog francuski
Buldog francuski Źródło: Shutterstock
Modus operandi pseudohodowców jest dość prosty. To zazwyczaj ogłoszenie w serwisie internetowym, cena niższa od średniej rynkowej i prośba od sprzedawcy: „Proszę zadzwonić, jak będą państwo dojeżdżać, spotkamy się na przystanku, w rynku, na skrzyżowaniu”. Sprzedawca po prostu robi wszystko, żeby nie wyszło, w jakich warunkach psy są u niego produkowane.

Z salonu, w leasingu czy używany – samochodu nie kupuje się ot tak, na chybcika. Szuka się, wypytuje, kalkuluje, później sprawdza papiery i sam egzemplarz też, od podszewki, często okiem znajomego fachowca.

Ale gdy przychodzi do zakupu psa rasowego, z rodowodem, górę nad rozumem bierze serce. Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt takie porównanie uważa za trafne, gdyż, po pierwsze, ceny szczeniaków niektórych ras dochodzą obecnie do kilkunastu tysięcy. Po drugie: oszczędzanie może nawet po latach solidnie wyjść bokiem. – Nie sprawdzając sprzedawcy, jakie ma papiery i w jakich warunkach trzyma zwierzęta, może się okazać, że kupiliśmy studnię bez dna.

Skutki mogą być tragiczne: choroby, ujawniające się z wiekiem wady, poważne problemy behawioralne, nierzadko w ich efekcie psy z takich miejsc lądują na poboczach, przywiązane do drzew i w schroniskach.

To „produkty” zwierzęcych „fabryk” – pseudohodowli. A te, jak zgadzają się wszyscy moi rozmówcy, są w Polsce „istną plagą”.

Artykuł został opublikowany w 17/2022 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1

Ponadto w magazynie