Motocyklowy carving

Motocyklowy carving

Yamaha Niken
Yamaha Niken / Źródło: 64deg.com
Yamaha, prezentując wielośladowego Nikena, nawiązała do jazdy na nartach carvingowych. Sprawdziliśmy jak tym sprzętem szusuje się po asfaltowych stokach.

Gotowy do jazdy Niken waży ok. 260 kg, a napędzający go silnik o pojemności 850 cm3 generuje 115 KM mocy. Te dane, gdy leżą na papierze, nie są w stanie przyprawić nikogo o zachwyt. Wystarczy jednak przełożyć nogę nad tym potworkiem i przejechać dosłownie kilkaset metrów, by stwierdzić, że nie mają one żadnego znaczenia.

Dlaczego? Po pierwsze motocykl jest tak wyważony, że z jeźdźcem ważącym ok. 70 kg tworzy idealny rozkład masy 50/50 pomiędzy dwoma przednimi kołami a tylną osią. Ten fakt, w połączeniu z niesamowicie neutralnym przednim zawieszeniem sprawia, że jakakolwiek nadwaga znika już przy parkingowych prędkościach i czuć ją jedynie podczas manewrów, w trakcie których do napędu musimy użyć własnych nóg (np. cofanie). Po drugie trzycylindrowy silnik, pochodzący w prostej linii z motocykli z serii MT-09, został nieco przekonstruowany, co spowodowało, że rzędowa trójka oddaje moc płynnie i bardziej aksamitnie. Nie brakuje jej przy tym rysujących banana na twarzy emocji związanych z zadowalającymi przyspieszeniami.

Silnik ciągnie równo od samego dołu, nie dając powodów do rozczarowania również w górnym zakresie obrotów. Jego charakterystyka wydaje się być idealnie dopasowana do całości konstrukcji, a chrapliwy odgłos dobywający się z niezbyt urodziwej końcówki wydechu, pozwala odnieść wrażenie, ze ten potworek potrafi być niegrzeczny. Do wyboru są trzy tryby pracy. Pełna moc, złagodzona charakterystyka oraz tryb do jazdy po mokrym.

Również kontrola trakcji tylnego koła posiada dwa tryby. Pierwszy z nich pozwala na kontrolowane uślizgi tylnego koła, drugi kastruje zapędy do jazdy we flat-trackowym stylu w zarodku. Najważniejsze jednak w tym oryginalnym pojeździe jest przednie zawieszenie oparte o układ drążków równoległych oraz aż cztery rury teleskopowe. Wszystko po to, by stworzyć wrażenie cięcia zakrętów z niespotykaną w jednośladach pewnością i jednoczesnym komfortem psychicznym.

Myślą przewodnią konstruktorów była jazda na nartach carvingowym, których specjalna konstrukcja pozwala na precyzyjne slalomy po stoku. Trzeba przyznać, że coś w tym jest, bo Niken po prostu zachęca do odkręcenia gazu przed zakrętem, by pochylić go jeszcze mocniej. Całe to inżynieryjne ustrojstwo zostało tak dopracowane, że podczas jazdy zapominasz o dwóch przednich kołach.

Wszystko dzieje się naturalnie, przewidywalnie i wręcz intuicyjnie. System LMV o swojej obecności informuje dopiero, gdy przejeżdżamy nierówności. Studzienki, koleiny oraz inne niedoskonałości są jakby połykane, nie przenosząc na kierownice praktycznie żadnych reakcji – zupełnie inaczej niż w przypadku klasycznych rozwiązań. Jedynie standardowe tylne zawieszenie oparte na wahaczu ze stopów lekkich oraz centralnym amortyzatorze daje znać, o tym, że nie jedziemy po stole.

Musze przyznać, że, choć nie mam problemów z wyciąganiem maksimum przyczepności jaką daje przednia opona w motocyklu na zakręcie, to Niken kupił mnie i wydaje mi się, że zrozumiałem jaki cel przyświecał konstruktorom Yamahy, tworząc tego dziwoląga. Dzięki tej maszynie nie musisz mieć za sobą wielu tysięcy kilometrów spędzonych na pokonywanie zakrętów w przeróżnych warunkach, by cieszyć się jazdą w głębokich złożeniach i nadal czuć się pewnie, zostawiając zbędny stres w pracy.

Co więcej, doświadczeni motocykliści nie muszą obawiać się nudy na tej maszynie. Zabawa jest przednia, a jedyne co może powstrzymać przed przełożeniem nogi nad Nikenem to jego dla niektórych mocno kontrowersyjny wygląd, lub jego cena. Motocykl ma kosztować niecałe 65 tysięcy złotych. W zamian jednak dostajemy zupełnie niepowtarzalny pojazd, który sprawdza się świetnie nie tylko w przykuwaniu uwagi przechodniów, ale również w dawaniu radości z jazdy – zwłaszcza na pokręconych jak cygański bicz serpentynach.

Galeria:
Yamaha Niken


Autor: Piotr Ganczarski

 0

Czytaj także