Pierwsza jazda Kią XCeed. Crossover prawie doskonały?

Pierwsza jazda Kią XCeed. Crossover prawie doskonały?

Kia XCeed
Kia XCeed / Źródło: Kia
Sprawdziliśmy, czy crossover Kia XCeed to tylko podwyższona, doposażona i obudowana terenowymi gadżetami wersja lubianego przez Polaków kompaktu, czy jednak coś więcej. No i okazało się, że znacznie więcej.

Kia XCeed
Poza topowym silnikiem producent oferuje dwa inne turbodoładowane silniki benzynowe. Najmniejszy o pojemności 1,0 litra generuje 120 KM i 172 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Średni, o pojemności 1,4 litra dostarcza 140 KM i 242 Nm maksymalnego momentu obrotowego wynoszącym 242 Nm. Topowey T-GDI o pojemności 1,6 litra ma moc 204 KM i znany jest z najmocniejszych wersji Ceeda i ProCeeda – GT. Kia XCeed jest również oferowana z 1.6-litrowym silnikiem Diesla o mocy 136 KM. Z wyjątkiem 1,0-litrowego silnika T-GDI, wszystkie pozostałe mogą współpracować, do wyboru, z 6-biegową przekładnią mechaniczną lub 7-biegową, automatyczną z dwoma sprzęgłami. Wkrótce do oferty dojdzie miękka hybryda oraz hybryda typu plug-in (na początku 2020 roku). Zaprzyjaźnianie się z nowym XCeedem nie trwało w naszym wypadku zbyt długo. Kilka godzin zaledwie, bo tego bezpretensjonalnego crossovera po prostu nie sposób nie polubić. Nie narzuca się, nie popisuje, nie przynosi wstydu, a raczej wyróżnia klasą, dobrym wykonaniem, dobrym wyciszeniem i właściwościami jezdnymi To po prostu kawał dobrej roboty.

Kia XCeed
Nasze wersje testowe miały większy wyświetlacz, 12,3-calowy Supervision. Zastępuje on tradycyjny zestaw wskaźników z prędkościomierzem i obrotomierzem. Wyświetla tarcze prędkościomierza i obrotomierza, ale tak naprawdę na nim mogą być pokazywane wskazania nawigacji, informacje z systemu audio lub o rozmowie telefonicznej. O systemach bezpieczeństwa mógłby powstać osobny artykuł, bo producenci wrzucają teraz nawet do mniejszych aut wszystko to, co mają. Wymieńmy więc tylko kilka. XCeed ma aktywny tempomat, system ostrzegania o pojazdach znajdujących się w martwym polu, system autonomicznego hamowania z funkcją rozpoznawania pieszych, system wspomagania parkowania oraz asystenta jazdy w korku. Podczas testowych jazd poruszaliśmy się głównie autami z najmocniejszym motorem. Jednostka generuje 204 KM i naprawdę potrafi rozpędzić auto szybko, zwłaszcza na autostradzie biegnącej wzdłuż Adriatyku. Przekraczanie prędkości w Chorwacji jest niewskazane, ponieważ od tego roku w tym kraju obowiązuje drakońskie prawo wymierzone w piratów. Nie robiliśmy więc tego, ciesząc się raczej widokami. XCeed to nie jest wyścigówka, po prostu dynamiczne auto, nie ma więc co cisną, pośpiech wszak poniża.

Kia XCeed
W środku klasycznie w górnej części deski rozdzielczej mieści się dotykowy panoramiczny ekran systemu multimedialnego o przekątnej 10,25 cala. Pod nim jest zestaw klasycznych przycisków, pokręteł i przełączników do sterowania poziomem głośności, ogrzewaniem i wentylacją. Czyli nowoczesność i tradycyjność w jednym. Trochę wyświetlacza i trochę przycisków. Wracają do Sportage’a, ludzie z Kii przekonali nas, że nie ma szans na wspomniane „kanibalizowanie”. A to dlatego, że nadwozie Kii XCeed jest o 85 mm dłuższe niż nadwozie pięciodrzwiowego Ceeda, ale aż o 90 mm krótsze niż nadwozie Sportage’a. XCeed jest o 48 mm wyższy od Ceeda i o 140 mm niższy od Sportage. Nie jest więc tak, że Xceeda można potraktować jako „prawie Sportage’a”, bo nie można, to auto wyraźnie mniejsze i niższe. Uzupełniając cyferkowe dane, bagażnik XCeeda jest dłuższy niż w Ceedzie i ma pojemność 426 litrów, czyli o 31 litrów większą niż bagażnik Ceeda. Można go oczywiście powiększyć, bo tylna kanapa dzieli się w proporcji 40:20:40. XCeed prowadzi się bez zarzutu. Jest cichy, żwawy (zwłaszcza z 204-konnym motorem będącym topową opcją) i bardzo nowoczesny. W tym aucie zadebiutował system UVO Connect, obsługiwany z poziomu dotykowego ekranu. Obejmuje on system Kia Live, który do działania oraz do pobierania aktualizacji i danych na żywo wykorzystuje własną kartę eSIM. Zapewnia dostęp do informacji w czasie rzeczywistym, o sytuacji na drodze, prognozie pogody, interesujących miejscach i dostępności miejsc parkingowych. UVO jest kompatybilny ze smartfonami działającymi w obu systemach, Android i iOS.

Kia XCeed
Z zewnątrz Kia XCeed wygląda dynamicznie i nowocześnie. Żadnych niespodzianek, ale i brak niedoróbek, to po prostu modne auto. Ma ten sam rozstaw osi – wynoszący 2650 mm – co inne modele z rodziny Ceeda, za to nieco dłuższe przedni i tylny zwis (o 25 mm z przodu i o 60 mm z tyłu). Niby nic, a różnicę widać. Nasze testowe auta były postawione na 18-calowych alufelgach, choć niższe wersje wyposażeniowe stoją na 16-calowych. Prześwit XCeeda wynosi 174 mm przy kołach 16-calowych i 184 mm w wypadku kół 18-calowych. I to jest właśnie największa różnica, bo w tym drugim przypadku auto jest wyższe o ponad 4 centymetry. Zasadnicza wartość, jeśli wjeżdża się w nierówny teren. Nie chodzi o prawdziwy teren, ale po prostu nierówności, crossoverowi jest na nich zauważalnie łatwiej jechać. Mniej różnic jest w środku. Znów, jak to w Kii, jest czytelnie, nowocześnie, bezpretensjonalnie. Konsola środkowa delikatnie zwrócona jest w stronę kierowcy. Fotele są ustawione nisko, żeby kierowca i pasażer mieli wrażenie podróżowania raczej jak w kompakcie, a nie dużym SUV-ie. Kii, jak i innym producentom, zależy, by auta się nie „kanibalizowały”, czyli żeby sprzedaż większych i droższych modeli nie spadała (w przypadku Kii chodzi o bestsellerowego Sportage’a).

Kia XCeed
Takim crossoverem jest Kia XCeed, która uzupełnia gamę nowego Ceeda, jako czwarty samochód z rodzeństwa. Bo mamy klasyczny kompaktowy samochód (także jako Ceeda GT), mamy ProCeeda oraz kombi. No i teraz doszedł crossover. Kia od wielu lat idzie własną drogą, a kolejne decyzje szefostwa koncernu (uosabianego przez projektanta Petera Schreyera, obecnie wiceprezesa ds. designu) pokazują, że to droga dobra. Jakie są jej główne cechy? Otóż po pierwsze wzornictwo. Ktoś (Schreyer) zrozumiał, że Europejczycy chcą jeździć samochodami skrojonymi pod ich wysublimowane gusta, a nie klonami aut z Azji lub Ameryki. Kie są więc projektowane w Europie, w centrum designu marki Kia we Frankfurcie w Niemczech. Po drugie, bezpretensjonalność. Auta Koreańczyków nie mają fajerwerków (poza popisówką, czyli Stingerem), ale nie sposób się do nich przyczepić. Nie ustępują, jak kiedyś, europejskim konkurentom, a ostatnio znacznie ich nawet przewyższają. Po trzecie, cena. Kie, żeby się sprzedawać, nie mogą być drogie. I nie są, auta tej marki chwalone są za dostępność. Po czwarte wreszcie, jakość. Fabryka w słowackiej Żylinie wypuszcza na rynek auta, na które Koreańczycy bez ryzyka dają 7 lat gwarancji, więcej niż ktokolwiek inny. Dlatego kroczek po kroczku marka zadomowiła się w Europie i zyskała szacunek Europejczyków. A na pewno tych mniej zamożnych, jak wschodni Europejczycy, w tym Polacy. Zatem wracając do XCeeda, powstało auto, które w każdym w wymienionych aspektów, jest wozem, który pokazuje konsekwencję marki. Wpisuje się w europejskie gusta, jest ładne (a nie jest?), dobrze wykonane, modne i niedrogie. A na dodatek, w przeciwieństwie do innych crossoverów, zbudowane właściwie od nowa, przynajmniej wizualnie (bo motory ma te same, co rodzinka).

Kia XCeed
Kilkaset kilometrów nową Kią po jesiennej Chorwacji wystarczyło. Po pierwsze na to, żeby ponownie zachwycić się Chorwacją. Po drugie na to, żeby pozazdrościć Chorwatom pogody. A po trzecie i najważniejsze, żeby przekonać się, że XCeed to auto zbudowane na bazie innego, ale jednak niepozbawione własnego charakteru. Wieczni malkontenci będą twierdzili, że XCeed to skok Koreańczyków na kasę. Jasne, że skok, ale za to wykonany w dobrym stylu. Wiadomo, że crossovery, małe miejskie SUV-y, to najszybciej rozwijający się – brzydka nazwa – segment w motoryzacji. Ich rynek rośnie w zależności od kraju od 15 do nawet 20 proc. rocznie. Ludzie wolą takie auta od tradycyjnych kompaktów. Dlaczego? Bo taka jest moda, bo są nieco funkcjonalniejsze, wygodniejsze i łatwiej się nimi pokonuje miejskie, a nawet i pozamiejskie nierówności. Trudno mieć o to do odbiorców pretensje, to nie jest owczy pęd, ale raczej symbioza producentów i klientów. Ci pierwsi dostarczają to, co chcą mieć ci drudzy. Ci drudzy łakną tego, co mogą dostarczyć ci pierwsi. Crossoverów jest zatem coraz więcej, coraz więcej z nich schodzi jak świeże bułeczki. Nie są w większości drogie, na pewno nie dużo droższe od kompaktów, na których bazie są budowane. A nie mają wad SUV-ów, które grają w innej lidze. To auta duże, równie popularne, ale cenowo czasami powalające na łopatki. Stąd crossovery, pomyślane początkowo raczej jako uzupełnienie ofert producentów, wypełnienie luk, stały się gwiazdami rynku. Było ich niewiele, a teraz ma je w ofercie niemal każdy producent, od popularnych, po niszowe, od tanich, po drogie.

Źródło: Kia

Czytaj także

 0