W muzyce pokora to podstawa

W muzyce pokora to podstawa

Sebastian Karpiel-Bułecka
Sebastian Karpiel-Bułecka / Źródło: Newspix.pl / Stanislaw Krzywy
Jako kilkuletni chłopiec byłem wpatrzony w Rambo. Symbol męskości i siły spoglądał na mnie z plakatu nad łóżkiem.

To była krótkotrwała fascynacja. Największy wpływ miał na mnie ojciec i jan, starszy ode mnie o 20 lat brat. Chciałem być dokładnie jak on. Podglądałem nawet jego góralski styl ubierania się. Imponował mi wiedzą na temat kultury, tradycji i architektury podhala, z którego pochodzimy. Widziałem, jak reagują na niego ludzie. Ma w sobie magnetyzm, który sprawia, że chce się go naśladować. Był i jest człowiekiem z pasją. Robi rzeczy, które kocha – to miało realny wpływ na ścieżkę, którą wybrałem. Właściwie skopiowałem to, co on robił. Nie chodziło mi o samo kopiowanie, bo pociąg do muzyki czy architektury zawsze we mnie był. To trochę tak, jakbym nosił w sobie ładunek wybuchowy, Jan tylko podpalił lont.

Pierwszy raz na scenie wystąpiłem ze Szkolnym Zespołem Pieśni i Tańca Polany, to był „Przednówek” – impreza w Kościelisku. Miałem siedem, może osiem lat, wraz z kolegą mieliśmy zagrać kilka melodii góralskich. Byliśmy umówieni, że wykonujemy trzy obiegi. Po czym ja po trzecim skończyłem, a on grał dalej. Bardzo zależało mi, żeby dobrze wypaść, przez jego nieuwagę wyszło inaczej, dlatego spontanicznie zdzieliłem go smyczkiem po głowie… i przestał grać. Na szczęście publiczność przyjęła nasz występ z entuzjazmem.

Okładka tygodnika WPROST: 7/2020
Artykuł jest zamknięty
Artykuł został opublikowany w 7/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
Wysłuchała:

Czytaj także

 0

Czytaj także