Autorka okładki listy 100 najbogatszych: „Bieda to nie cnota. Nie maluję rzeczy brzydkich”

Autorka okładki listy 100 najbogatszych: „Bieda to nie cnota. Nie maluję rzeczy brzydkich”

Justyna Kisielewicz
Justyna Kisielewicz / Źródło: Justyna Kisielewicz
Nie maluję rzeczy brzydkich, szarych, czarnych i ponurych. Bieda czy brzydota to nie cnota. Dlaczego nie miałoby być pięknie i kolorowo? Wasz ranking od lat elektryzuje czytelników, wciąż pojawiają się nowe nazwiska, co udowadnia ze bogactwo jest dostępne i możliwe w Polsce – mówi Justyna Kisielewicz, polska artystka z San Francisco, autorka okładki do najnowszej edycji listy 100 najbogatszych Polaków.

Kręcą cię pieniądze? Dużo twoich prac dotyczy luksusu. Torebki Gucci, diademy, diamenty, origami ze studolarówek, złoto aż kapie z twoich obrazów.

Nie widzę nic złego w bogactwie. Dlaczego go nie chwalić? W końcu większość ludzi interesuje to, jak stać się bogatym, a nie biednym i kto ma pieniądze.

Nie maluję rzeczy brzydkich, szarych, czarnych i ponurych. Bieda czy brzydota to nie cnota. Dlaczego nie miałoby być pięknie i kolorowo? Wasz ranking od lat elektryzuje czytelników, wciąż pojawiają się nowe nazwiska, co udowadnia ze bogactwo jest dostępne i możliwe w Polsce.

Grube pączki z różowym lukrem, balony z myszką Mickey, dmuchane flamingi na basenie, pękaty obłoczek z uśmieszkiem. Barokowy przepych bije z Twoich obrazów. To takie trochę puszczanie oka do odbiorcy, że w sumie śmieszny ten nas współczesny świat czy jakaś krytyka konsumpcjonizmu, że jemy, pijemy, tyjemy i kupujemy bez opamiętania?

Każdy z moich obrazów kryje jakąś historię. Powód, dla którego został namalowany. To nigdy nie jest obraz dla obrazu. Zawarte są w nich moje uczciwe emocje i wrażliwość. Brak tu kalkulacji. Zestawiam różne symbole, które na pierwszy rzut oka nie łączą się ze sobą. W oczach odbiorcy wywołują różne emocje, sięgają do tego jakie maja wartości, przekonania czy potrzeby. Dzięki temu każdy może przeżyć to na swój sposób.

Z kolei dla tych, którzy wola tego nie dostrzegać, moje obrazy są po prostu estetyczną rozkoszą i to też jest w porządku.

Wiele z twoich prac, tak przynajmniej może się wydawać, nawiązuje do dużych problemów społecznych. Tygrysy i tukany w zoo wgapione w soczystego burgera z wołowiną. Ciastko z kremem i wisienką, które topi się gdzieś w Arktyce. Szczerząca się do nas dziewczyna wśród butelek alkoholi z trąbką urodzinową w zębach, ale z rozmazanym czarnym makijażem i łzami na policzkach. Czy te obrazy nie poruszają właśnie tak dużych, współczesnych tematów, jak zmiany klimatyczne, obrony praw zwierząt, samotności młodych?

Artykuł został opublikowany w 22/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0