Przyłapany na plagiacie ksiądz rektor oskarża dziennikarkę o nękanie

Przyłapany na plagiacie ksiądz rektor oskarża dziennikarkę o nękanie

Ksiądz rektor Stanisław Gulak
Ksiądz rektor Stanisław Gulak / Źródło: YouTube / Telewizja Podhale
Po skardze księdza Stanisława Gulaka, policja wszczęła postępowanie w sprawie rzekomego uporczywego nękania go przez dziennikarkę „Tygodnika Podhalańskiego”. Wcześniej Beata Zalot pisała o skopiowaniu przez niego swojej pracy habilitacyjnej. Resort nauki prowadzi w tej sprawie postępowanie dyscyplinarne.

O prowadzeniu postępowania redakcja „Tygodnika Podhalańskiego” dowiedziała się z oficjalnego pisma policji. Z dokumentu wynika, że dziennikarka poprzez „rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji” publikowanych w tekstach, nękała księdza Stanisława Gulaka. Redaktor naczelny gazety odniósł się do tego w rozmowie z Onetem.

– Pismo jest kuriozalne. Nigdy z czymś takim się nie spotkałem. Rozumiem, że można złożyć pozew do sądu o ochronę dóbr osobistych. Ale składanie zawiadomienia na  i fakt, że policja wszczyna postępowanie, nie mieści mi się w głowie. Moim zdaniem to próba tłumienia krytyki prasowej, co jest naruszeniem prawa – mówił Paweł Pełka. Oskarżana przez księdza Beata Zalot stwierdziła, że mam y do czynienia z naruszeniem wolności prasy, nawet jeśli mowa jedynie o postępowaniu wyjaśniającym.

W teście zatytułowanym „Rektor kopiuj wklej” Beata Zalot przedstawiła czytelnikom pracę habilitacyjną księdza Gulaka, rektora Podhalańskiej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nowym Targu. Podkreślała, że zaskoczyła ją nie tylko ilość skopiowanych fragmentów, ale i niemal dosłowne kopiowanie całych akapitów. Jak pisze, Gulak czasem zmieniał jedynie pierwsze słowo akapitu. W przypadku jednego autora przepisał jednym ciągiem 16 stron.

Co na to ksiądz Gulak? „Plagiat to przypisanie sobie cudzego autorstwa. Do wykrywania tego rodzaju praktyk służą znakomite systemy, aprobowane m.in. przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Oświadczam, że wynik konfrontacji wymienionych systemów, ze wskazanymi w artykule pracami naukowymi mojego autorstwa, jest w pełni pomyślny dla ich twórcy”.

Czytaj także:
Dramatyczna relacja księdza rażonego piorunem na Giewoncie. „Myślałem, że tam zginę”

Źródło: Onet.pl / Tygodnik Podhalański

Czytaj także

 2
  •  
    Oszuści i zboczeńcy...

    A jak tam tegoroczne powołania? Podobno Bóg uwierzył w lewacką propagandę i ograniczył ich liczbę - prawda to?
    • Ustaleniem popełnienia plagiatu nie zajmuje sie "powód", tylko komisja dyscyplinarna uczelni, której się zgłasza podejrzenie jego popełnienia. Komisja wtedy sprawdza, czy fragmenty sie pokrywają ze sobą i czy istnieje przy nich odpowiedni aparat naukowy (czyli przypis kto jest autorem i z jakiego dzieła). Do tego służą specjalne programy które mielą miliony prac i publikacji, aby wyłapać właśnie plagiaty. Jeśli do tej pory nie wyłapały tego, to sprawa jest albo dęta, albo szwindel. Będą jaja jak się okarze, że to autorka splagiatowała czyjąś prace wcześniej.