Dziennikarze Czystej Polski w Polsat News wybrali się na liczenie kuropatw. Umożliwiło im to Nadleśnictwo Łochów, gdzie populacja tych ptaków liczy 350 sztuk. Zastępca nadleśniczego Krzysztof Dzundza tłumaczył, że jest to efekt ludzkich starań o odtworzenie gatunku.
Jak liczy się kuropatwy?
– Takie duże skupiska kuropatw są w miejscach, gdzie reintrodukowaliśmy ptaki. To okolice wsi Laski, Marianów i Baczki, gdzie prowadzimy nocne nasłuchy – wyjaśniał. Tłumaczył, że sprawdzanie liczebności tego gatunku polega na nasłuchiwaniu odgłosów odzywających się samców.
– To jest taka metoda, która zakłada, że jeżeli wiosną o tej porze namierzymy ptaki odzywające się po zmroku, to znaczy że jest to terytorium zajęte przez parę – potwierdzał dr hab. Paweł Nasiadka z Instytutu Nauk o Zwierzętach SGGW w Warszawie.
Zaczyna się od jednego samca, który krzyczy jako pierwszy. Prowokuje to kolejne do zabrania głosu, prowadząc do nocnego koncertu. – Poprzez nasłuchy jesteśmy w stanie określić centrum terytorium ptaków i to też ułatwia stosowanie zbiegów ochronnych, chociażby redukowanie populacji lisa – zauważał naukowiec.
Liczenie kuropatw. Nie tylko po głosie
Przy liczeniu ptaków wykorzystywana jest także lornetka multispektralna. – Dzięki termowizji możemy bardzo łatwo wykryć ptactwo, szczególnie w wypadku termowizji o dużej rozdzielczości. Jeśli widzimy ptaka, możemy sobie przełączyć ustawienia lornetki bardzo szybko na noktowizję cyfrową i o zmierzchu, a nawet w całkowitej ciemności będziemy mogli łatwo rozpoznać gatunek, co w tym momencie jest dla nas kluczowe – podkreślał Michał Budzyński, który również brał udział w całym procesie.
Naukowcy wyjaśnili też, dlaczego podczas nocnego liczenia jedna z par nie dołączyła do krzyków sąsiadów. – To znaczy, że ptaki te mają już gniazdo i nie chcą się ujawnić albo nie było to wystarczająco przekonywujące wezwanie ze strony sąsiadów – mówił dr Paweł Nasiadka.
Czytaj też:
„Dzieci, które w ogóle nie są szczepione, są najzdrowsze”. Ekspertka: Fałszywe i wprowadzające w błąd informacjeCzytaj też:
Pacjenci walczą o Centra Zdrowia Psychicznego. „To dla nas jak woda i powietrze”
