Człowiek człowiekowi ratownikiem

Człowiek człowiekowi ratownikiem

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wolontariusze Enei dzielą się wiedzą i umiejętnościami
Wolontariusze Enei dzielą się wiedzą i umiejętnościami / Źródło: Materiały prasowe, Enea
Program ratownictwa przedmedycznego był inicjatywą pracowników Enei. Ci przeszkoleni w udzielaniu pierwszej pomocy sami zaczęli szkolić innych. Do dziś przekazali swoje umiejętności już ponad 33 tys. osób.

Kiedy Tomasz Nowicki, informatyk z poznańskiej Enei, wracał z urlopu, zauważył wypadek. Na drodze leżeli nieprzytomni motocykliści. Nad mężczyzną pochylali się kierowcy, udzielając mu pomocy. Ale nikt nie zajmował się kobietą. Nowicki zaczął działać. Reanimacja trwała 40 minut, dopóki motocyklistki nie zabrał śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. To jedna z wielu historii ratowników wolontariuszy z Enei. Ich działalność potwierdza, że umiejętność udzielania pierwszej pomocy powinna być powszechna, bo przynosi efekty – ratuje ludzkie życie.

Podaj dalej

Jarosław Cyprian, elektromonter sieciowy Enei Operator, na co dzień obsługuje podnośnik koszowy w Opalenicy pod Poznaniem. To niebezpieczna praca. Musi być czujny, bo po tylu latach pracy łatwo się poddać rutynie i popełnić błąd. Nieraz słyszał o wypadkach kolegów, którzy stracili na chwilę koncentrację. – Umiem udzielać pierwszej pomocy – jestem koordynatorem ratownictwa w Enei. Wiem, jak pomóc poszkodowanemu – mówi. Jarosław Cyprian to wolontariusz Enei. Od początku pokazywał innym, jak udzielać pierwszej pomocy. Jego miłe usposobienie zjednuje ludzi, więc na pokazach ratownictwa chętnie od niego się uczą. Uczestniczył w niezliczonych akcjach wolontariackich. – To moja pasja – mówi. – Lubię być wśród ludzi i czuć się bezpiecznie. Te dwie cechy sprawiły, że zaangażowałem się w ratownictwo. Po pracy działa w Ochotniczej Straży Pożarnej w Opalenicy. Jako strażak prowadził resuscytację wiele razy. W tym roku dwukrotnie. – Pierwszy raz ratowałem człowieka w 2001 r. – wspomina Cyprian. – W moim bloku sąsiad spadł ze schodów. Zobaczyłem go leżącego i nieprzytomnego. Wezwałem pogotowie i zacząłem udzielać pomocy. Dla mnie to trwało wieczność, zanim przyjechała karetka i zabrała sąsiada do szpitala. Po wszystkim jego mama podziękowała mi za to, co zrobiłem dla syna. Tych podziękowań nie zapomnę do końca życia – podkreśla.

Wolontariat kompetencji

Program ratownictwa przedmedycznego był oddolną inicjatywą pracowników Enei. Zgodnie z przepisami pracodawca musi zapewnić pracownikom bezpieczeństwo pracy na odpowiednim poziomie, tak by nie narażać ich na utratę zdrowia i życia. Jednymi z najbardziej narażonych na wypadki są elektromonterzy wysokich napięć, którzy pracują przy instalacjach i liniach energetycznych. Codziennie grozi im porażenie prądem. W Enei rozumieją, że najlepszymi i najszybszymi ratownikami będą sami pracownicy. Dlatego w firmie prawie siedem lat temu powołano program rozszerzonych szkoleń z udzielania pierwszej pomocy. Przeszkoleni pracownicy uzyskali status koordynatorów ds. ratownictwa przedmedycznego. Niektórzy z nich mają uprawnienia ratowników medycznych. Szkolenia dla elektromonterów odnawiane są co roku, zespoły pogotowia energetycznego mają sprzęt ratowniczy. Uczą się także pracownicy biurowi. Zarządowi Enei zależy na rozwijaniu projektu, w tym roku firma przeszkoliła już 240 ratowników. Sami wolontariusze ratownicy uczestniczą także w manewrach szkoleniowych, podczas których ćwiczą umiejętności w plenerze w inscenizacjach wypadków i katastrof. Zdobywają praktykę, która prowadzi do potrzebnego w ratownictwie automatyzmu.

Jest ich coraz więcej

Wolontariusze Enei uważają umiejętność udzielenia pierwszej pomocy za ważną i chcą się nią dzielić. Początkowo sami organizowali pokazy ratownicze w czasie wolnym, m.in. w szkołach, na plażach. W 2010 r. w Enei powstał Program Wolontariatu Pracowniczego, do którego włączono ratownictwo przedmedyczne. Od tego czasu wolontariusze Enei przeszkolili ponad 33 tys. osób, poświęcając na to ponad 800 godzin pracy społecznej. Młodzież i dzieci szybko chłoną wiedzę. Ratownicy starają się wyrobić w nich nawyk reagowania. Maluch, który fizycznie nie jest zdolny do udzielenia pierwszej pomocy, może zmusić dorosłego, by ten nie był obojętny. Wolontariusze Enei nie wyobrażają sobie sytuacji, w której nie reagują. Nowicki wspomina, że tam, na drodze, działał jak automat. – Nie myślałem, że muszę ją uratować, po prostu zacząłem działać – mówi. – Właśnie po to ciągle się szkolimy, żeby w takich sytuacjach robić to, co do nas należy.

Okładka tygodnika WPROST: 22/2016
Więcej możesz przeczytać w 22/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0