Rozdygotana forma medialna napisana w celu epatowania podnieconą ciemną energią

Rozdygotana forma medialna napisana w celu epatowania podnieconą ciemną energią

Roman Polański i Emmanuelle Seigner
Roman Polański i Emmanuelle Seigner / Źródło: Wikimedia Commons / Georges Biard
Rektor łódzkiej filmówki przyzwyczaił się najwyraźniej, że życie młodych dziewcząt szacunku nie wymaga, za to uważności wymagają ich ciała.

Można patrzeć na to tak: Roman Polański to wielki reżyser, Polak na najwyższych artystycznych szczytach, to jest najważniejsze, ocenę jego moralności zostawmy sądom.

Można patrzeć też tak: owszem, zbłądził wtedy w willi Jacka Nicholsona, ale dziewczyna wyglądała na starszą i sama kręciła się wokół filmowców. Jest usprawiedliwiony.

Można i tak: czy można mówić o odpowiedzialnej decyzji 13-latki w sprawie seksu z 44-letnim mężczyzną? Czy w związku z tym środowisko filmowe, które fetowało Romana Polańskiego od czasu gwałtu na dziecku do dziś nie ponosi współodpowiedzialności za jego czyn? Czy my, widzowie, którzy uwielbiamy jego filmy kręcone po 1977 r. również nie ponosimy współodpowiedzialności?

To jednak były dylematy przeszłych lat, teraz sytuacja się zmieniła. Kolejne kobiety ujawniają, że były zgwałcone przez Polańskiego jako nastolatki, albo dzieci. Prestiżowe francuskie stowarzyszenie filmowców ARP wykluczyło reżysera ze swoich szeregów. – Przestępstwa są takie same, jak niegdyś, ale ich postrzeganie społeczne zmieniło się radykalnie – uzasadniał to prezes stowarzyszenia Pierre Jolivet po zebraniu zarządu.

Polańskiego nie chcą u siebie także studenci łódzkiej szkoły filmowej, którą światowej sławy reżyser kończył. Na list otwarty studentów w tej sprawie odpowiedział rektor uczelni Mariusz Grzegorzek. Oświadczenie rektora pokazało, że polscy filmowcy orbitują w innych galaktykach niż francuscy. Grzegorzek argumentuje: Polański jest wielkim artystą, najwybitniejszym absolwentem szkoły, dzięki któremu jej pozycja międzynarodowa jest tak dobra. Filmówka ma wobec Polańskiego dług.

– Ludzkie życie jest skomplikowanym, pulsującym zjawiskiem, które wymaga uważności i szacunku – argumentuje rektor. Artyści powinni to rozumieć, nie do nich należy wydawanie wyroków. – W pewnym sensie przeraża mnie ta nagła aktywność i epatowanie podnieconą, ciemną energią w obliczu atomizacji, anemizacji i twórczego kryzysu, które przerabiamy na co dzień – wzdycha rektor. – Nie czuję, że mam jakiekolwiek prawo do moralnej oceny życia Romana Polańskiego. Na jakiej podstawie miałbym ją sobie wyrobić? Rozdygotanych doniesień medialnych, stanowiska amerykańskiego organu sprawiedliwości, własnych intuicji?

Epatowanie podnieconą ciemną energią to, jak rozumiem mówienie o gwałtach. Fuj, o gwałtach na salonach? To takie nieestetyczne!

Wysuwanie wniosków na podstawie słów ofiar, wyroków sądowych i wiedzy o tym, jak trudno ofiarom gwałtów komuś o tym powiedzieć to z kolei hucpa. Tylko co jeszcze może uprawnić do wyciągnięcia wniosków? Do wstrzymania się z klękaniem przed wielkim artystą i fetowaniem go na uczelni, na której, jak piszą studenci, są ofiary przemocowych zachowań seksualnych.

Ludzkie życie wymaga uważności i szacunku, tu się zgodzę. Szkoda tylko, że rektor nie ma na myśli ofiar. Przyzwyczaił się najwyraźniej, że życie młodych dziewcząt szacunku nie wymaga, za to uważności wymagają ich ciała. Cóż taka młoda dziewczyna może zrobić dla uczelni na arenie międzynarodowej, oprócz tego, że może zwrócić na siebie uwagę jakiegoś czterdziestolatka z dorobkiem?

Polański zrobił wielkie filmy, ale sztuka nie zwalnia od odpowiedzialności, nie należy jej też oddzielać od twórcy. Nie można jednocześnie kogoś wzywać do rozliczenia i hołubić. Najpierw rozliczyć, a jak odpokutuje można zacząć hołubić. U Polańskiego ten proces przebiegnie chyba na odwrót, co do czego nie zorientował się jeszcze rektor łódzkiej filmówki.

Czytaj także:
Łódzka filmówka nie chce wizyty Polańskiego? Studenci apelują do władz szkoły

Źródło: Wprost

Czytaj także

 0