Kataryna: #MeToo po polsku

Kataryna: #MeToo po polsku

Anna Sieklucka
Anna Sieklucka / Źródło: Newspix.pl / Aleksander Majdanski

Anna Maria Sieklucka: Poszłam na ten wywiad jak na każdy inny. Nie była to łatwa rozmowa. Jestem dumna, że ją udźwignęłam.

Tak główna aktorka filmu „365 dni” mówi dzisiaj o wywiadzie jakiego udzieliła Romanowi Praszyńskiemu dla „Vivy”. Wywiadzie, którego już nie ma w sieci, bo po licznych oskarżeniach, że był w zasadzie molestowaniem młodej aktorki, redakcja zdecydowała się go usunąć i wszystkich nim urażonych przeprosić. Ale właściwie dlaczego? Roman Praszyński faktycznie jest obleśnym satyrem ale czy to jakaś nowość? I poza wszystkim – czy ktoś spytał panią Sieklucką czy życzyła sobie usunięcia z sieci wywiadu, z którego – jak sama mówi – jest dumna?

Chcącemu nie dzieje się krzywda. Młoda aktorka poszła na wywiad z dziennikarzem o określonej reputacji, w żadnym momencie tego wywiadu go nie przerwała, nie oprotestowała sposobu, w jaki dziennikarz z nią rozmawiał, osobiście ten wywiad autoryzowała, zapewne po konsultacji ze swoją agentką i ostatecznie zgodziła się na jego publikację. Wygląda na to, że na żadnym etapie nie dała do zrozumienia, że sobie takiej rozmowy nie życzy – wszystko działo się za jej przyzwoleniem. A nie mówimy tutaj o sytuacji osoby będącej pod presją, która się bała lub wstydziła zareagować bo miała bardzo dużo do stracenia. Najgorsze, co by ją spotkało, gdyby potraktowała Praszyńskiego tak, jak na to zasłużył, to brak tego nieszczęsnego wywiadu w „Vivie”, a jeśli do tego nagłośniłaby powody, dla których wywiad się nie ukazał, tylko by na tym zyskała.

Podkreślam, aktorka się na ten wywiad zgodziła, przyjęła wszystkie pytania, całość autoryzowała i wyraziła zgodę na publikację. Czy zatem głosy oburzenia, że wywiad był molestowaniem, nie są dla niej samej trochę obraźliwe, gdy jest traktowana jak bezwolna istotna, która albo nie zauważyła, że jest molestowana, albo jej to nie przeszkadzało na tyle, żeby molestowanie przerwać? Pani Sieklucka jest dumna z tego jak „przeszła” rozmowę z Praszyńskim, być może wcale sobie nie życzy robienia z niej ofiary molestowania jeśli – jak wszystko wskazuje – sama się nią nie czuła.

Jak to u nas, teraz wszyscy sobie przypominają jak traumatyczne mieli doświadczenia z Praszyńskim. Zaskoczona jest Blanka Lipińska, choć sama wcześniej nie tylko pozwoliła Praszyńskiemu zadawać sobie pytania w rodzaju „Lubisz opalać się nago?”, „Jak się czujesz ze swoimi nowymi, sztucznymi piersiami?” ale z uśmiechem i sympatią dla przepytującego na nie odpowiadała. Oburzony jest Borys Szyc, który Praszyńskiemu opowiadał w „Vivie” o swoim pierwszym razie i fetyszach, a na okładkę ilustrującą ten wywiad pozwolił sobie zrobić zdjęcie wtulającego się w kobiece nogi, bo właśnie kobiece stopy są jego fetyszem. Sam nam o tym powiedział przepytywany przez Praszyńskiego.

Roman Praszyński jest obrzydliwym satyrem, ale kochani celebryci, sami do niego chodzicie, na ochotnika odpowiadacie na jego obleśne pytania i to wy jesteście w dużej mierze odpowiedzialni za oswajanie czytelników z tym, że takie rozmowy są OK. Tak sobie Praszyńskiego wychowaliście. Dzisiejsze #MeToo w waszym wydaniu to festiwal hipokryzji, obraźliwy dla prawdziwych ofiar molestowania, które musiały je znosić nie dlatego, że im zależało na okładkowym wywiadzie w „Vivie” ale dlatego, że na przykład bały się stracić pracę, z której utrzymywały rodzinę. I które musiały znieść dużo więcej niż pytanie, na które można było zwyczajnie odmówić odpowiedzi.

Czytaj także:
Ten wywiad oburzył internautów. „Brzmi pani jak kobieta, która ma 57 lat, a nie 27”

Czytaj także

 0