Kto jest największym wrogiem dłużników? Odpowiedź zaskakuje

Kto jest największym wrogiem dłużników? Odpowiedź zaskakuje

Dług
Dług / Źródło: Shutterstock / Yingzaa_ST
Komornicy, banki, windykatorzy, sądy? Pudło, największym wrogiem dłużników w Polsce jest ktoś inny.

Nietrudno jest stwierdzić, że antywindykatorzy działają w wyjątkowo nieprzyjaznym środowisku. Wszak jest to działalność bardzo niepoprawna politycznie, mocno antysystemowa, w konsekwencji wokół tejże krąży mnóstwo wrogów! Dziś trochę na ten temat, wraz odpowiedzią na pytanie: kto jest najpoważniejszym przeciwnikiem antywindykatorów, czyli naszym wrogiem nr 1? A może sam odgadniesz? Aby ci ułatwić - kilka podpowiedzi.

Wróg nr 1: czy są to komornicy?

Pudło. Komornik to typowy egzekutor, nie jest partnerem do rozmów. Podobnie jak kat. Z komornikiem się nie tarmosimy, ani nie spieramy (chyba, że łamie prawo), tylko po prostu schodzimy mu z drogi. Przypomnę w tym miejscu, iż bardzo ważnym elementem działań antywindykacyjnych jest prewencja, czyli zapobieganie powstaniu tytułu egzekucyjnego. A jeśli wierzyciel nie ma takiego tytułu – to i nie ma komornika. Proste, nieprawdaż? Prewencja dotyczy także ewentualnych skutków egzekucji komorniczej - bo zwykle przy niespłaconych długach, takowe zamienią się kiedyś tam na tytuł egzekucyjny. Dążymy więc do tego, aby dłużnik, który może się spodziewać - za jakiś czas - stałego „towarzysza” w swoim życiu w osobie komornika, był goły i bosy, jak tenże egzekutor się pojawi. A w takiej sytuacji komornik – wszak to typowy przedsiębiorca – nie będzie tracił swego cennego czasu na nękanie bidaka, który nie ma nawet własnego konta w banku… Krótko podsumowując: jeśli profesjonalnie przygotujemy się do nieuchronnej egzekucji komorniczej, to nie wyrządzi takowa dłużnikowi żadnych szkód materialnych.

Wróg nr 1: czy są to banki?

Też nie. Banki to takie kolosy na glinianych nóżkach. Poruszają się z gracją i lekkością potężnego walca drogowego. Na dodatek my (znaczy antywindykatorzy) zapraszamy tenże pojazd (dalej mowa o walcu) do przejażdżki po gęsto zadrzewionym lesie. Każdy ruch banku, kiedy stara się odzyskać dług, jest przewidywalny. I zawsze wszystko musi trwać sporo czasu. Jest jeszcze jeden wielki plus sytuacji kiedy twoim wierzycielem jest bank: twojemu wrogowi kompletnie nie zależy na odzyskaniu środków. Pracownicy banku w sposób niemal absolutnie bezmyślny wykonują narzucone im procedury. A ponieważ te działania są fachowcom od antywindykacji doskonale znane – jesteśmy zawsze o kilka kroków do przodu. To trochę tak, jakbyśmy grali z bankowcami w pokera, znając ich wszystkie karty (oczywiście bez wzajemności).

Pamiętajmy o jednym: nie każdą partię wygramy, wszak bankowcy mają niemal zawsze mocniejsze karty. Ale przecież naszym głównym celem jest to, aby nie przegrać! Zwykle więc przy tej nierównej grze urządza nas remis, czyli kiedy wychodzimy z takiego „pokerka” bez strat.

Wróg nr 1: czy są to kancelarie windykacyjne?

No, nie – żartowałem tylko. Kancelarie windykacyjne były anty-bohaterem poprzedniego odcinka, gdzie dokładnie opisałem haniebne metody działania tych podmiotów. Często – niezgodne z prawem, ale są przy tym całkowicie bezkarne. Ich działanie to typowe „polowanie na jelenia”, co przez długie lata przynosiło hienom windykacyjnym złote żniwa. Wciąż ofiarami perfidnych sztuczek tych instytucji stają się osoby o niskim poziomie wiedzy prawnej: w tym głównie seniorzy, czyli nasi dziadkowie i babcie. Powyższe zarzuty dotyczą przede wszystkim kancelarii, które specjalizują się w sprawach odzyskiwania tzw. „długów masowych”. W tym wypadku ich metodyka działań także jest przewidywalna. Czyli liczy się wyłącznie procedura, a nie inwencja. Jest jedna plugawa technika działań hien windykacyjnych: próbują oni zniszczyć psychicznie dłużnika, co – niestety – dość często im się udaje. Generalnie, ze względu na fakt, iż te podmioty nie są w żaden sposób umocowane prawnie, aby dłużnikom cokolwiek zabierać – najlepiej po prostu ignorować wszelkie kontakty z ich strony. Nieco inna sytuacja bywa wtedy, jeśli wierzyciel ma już aktywny tytuł egzekucyjny, wtedy czasem jest sens wejścia w ugodę. Ale jest to naprawdę bardzo rzadki przypadek.

Wróg nr 1: czy są to „nasze” sądy?

Trochę tak, ale najczęściej jest to broń obosieczna. Sądy w naszym kraju to jedna wielka patologia. Pod każdym względem. Poczynając od kwestii merytorycznej: identyczne sprawy kończą się kompletnie różnymi wyrokami, patrz: np. spory frankowiczów z bankami. I nikogo to nie dziwi, ten typ tak ma. Najsłabszą jednak stroną sądów jest prowadzenie postępowań w tempie „bardzo szybko inaczej”. I tu właśnie antywindykatorzy mają wielkie pole do popisu: znając niezwykle rozbudowane procedury sądowe (często kompletnie bezsensowne), można nawet proste sprawy przeciągać w czasie przez długie, długie lata… A dopóki toczy się postępowanie – nie odwiedzi nas komornik. Więc pomimo faktu, iż w większości przypadków w sporach instytucji finansowych z dłużnikami sądy stają po stronie banków (chlubnym wyjątkiem – od niedawna – są sprawy „frankowe”), to per saldo fatalne działanie sądów jest dla antywindykatorów i ich klientów bardziej korzystne niż szkodliwe. I z pewnością powyższe szybko nie ulegnie zmianie.

Wróg nr 1: czy jest nim obowiązujące prawo?

Ciepło, ciepło… Ale i tu można wyciągnąć konkretne korzyści, mowa o fachowej antywindykacji. Otóż prawo zostało tak stworzone (i pewnie nie jest to tylko problem w naszym kraju), aby zwykły śmiertelnik nie mógł w żaden sposób się w nim połapać. W szczególności jeśli poczytamy K.p.c (Kodeks postępowania cywilnego), potem ustawę Prawo bankowe i jeszcze zagłębimy się w orzecznictwo (często ze sobą sprzeczne w różnych sprawach), to się okaże, że nie da się tego wszystkiego ogarnąć.

Powyższe ma jednak jedną wielką zaletę: wierzycielowi, który tworzy pozew, tak łatwo się pomylić, że dość często - nawet w oczywistej sprawie dotyczącej niespłaconego długu - udaje się takie roszczenie oddalić! Wystarczy udowodnić, że powód gdzieś uchybił w procedurze, np. nieprawidłowo wypowiedział umowę kredytową, albo źle wypełnił weksel, a sprawa taka zakończyć się może wiktorią dłużnika! Dlaczego? Bo w sądzie 80 proc. wagi przykłada się do formalizmu, a ledwie 20 proc. do merytoryki.

Na tym często padają nie znający prawa dłużnicy, bo np. o jeden dzień spóźnią się z wysłaniem sprzeciwu (wtedy nie jest ważna jego zawartość!), albo gdzieś się zapomną podpisać. Ale błędy formalne zdarzają się także bardzo często wierzycielom – a wtedy dobra nasza! Pod warunkiem, że bronić dłużnika będzie spec od tego typu sporów z prawdziwego zdarzenia, a nie prawnik „od wszystkiego”.

Skoro nie oni, to kto jest więc wrogiem numer 1 antywindykatorów?

Może jeszcze podpowiem co nieco. Oto czym charakteryzuje się nasz wróg number 1. Jest potężny i nie do pokonania: zawsze ma rację. Kompletnie nie obchodzi go los drugiej strony. Za nic na świecie nie przyzna się do winy. Nikogo się nie boi. Wszystko mu zwisa, bo wie, że nie jesteś w stanie mu nic zrobić. I na dodatek jest absolutnie nieprzewidywalny w swoich działaniach. No i walcz tu z takim!

Czy już wiesz o kogo chodzi? Pomyśl, to nie takie trudne. Widzę, że jednak będę musiał ci pomóc. Tym przeciwnikiem, przed którym drżą nogi wszystkim antywindykatorom jest … Poczta Polska.

Pamiętajmy bowiem, że w działaniach obrony dłużnika, wszystko co złe dzieje się z udziałem poczty. Każde pismo od wierzyciela, a przede wszystkim przesyłki sądowe, zawsze wymaga pośrednictwa poczty. Żadnej korespondencji nie można przegapić, bo może zakończyć się to nagłą egzekucją komorniczą.

Wydaje się więc, że wystarczy pilnować awizo i zawsze korespondencję odbierać. A jak listonosz nie wystawi tegoż awizo i nie wrzuci tegoż do twojej skrzynki? Albo wrzucając ten kwitek, nie przyceluje? Trudno nawet o to się czepiać, wszak nawet Michael Jordan czasem pudłował, a co dopiero szeregowy urzędnik sektora publicznego… Można oczywiście zamówić sobie informacje poprzez sms o każdej przesyłce. A zgadnij, jaki podmiot te sms-y będzie wysyłać? Bingo! Także Poczta Polska… Znaczy pięć razy wyśle, a ten szósty – odpuści. Pismo wróci do sądu (jako nieodebrane w terminie, ale ze skutkami doręczenia), a być może chodziło tylko o uzupełnienie drobnego braku formalnego w twoim poprzednim piśmie. Ale skoro nie uzupełniłeś tegoż, no to proces przerżnąłeś.

Na temat kolejnego zagrożenia niefrasobliwością Poczty, można by nakręcić trzymający w napięciu thriller, pod takim oto tytułem:

Poszukiwacze zaginionej przesyłki

Jakimś rozwiązaniem, które zresztą bardzo polecam, jest regularne odwiedzanie poczty wraz ze sprawdzeniem, czy coś do ciebie nie doszło. Czyli nie opieraj się jedynie na braku awizo, czy nie otrzymania sms-a o przesyłce. Idź do pani w okienku na poczcie i sprawdź, czy nie ma do ciebie jakiejś korespondencji. Takie wizyty powinieneś zaliczać nie rzadziej niż raz na 14 dni. Ale pamiętaj, że i to może nie wystarczyć! Zdarzało się autorowi tej publikacji (znaczy – mnie), kiedy pani na poczcie zapierała się, że danej przesyłki nie ma – a ja wiedziałem, że jest. Choćby z faktu, że miałem ją w ręku tydzień wcześniej, ale nie odbierałem tejże, aby nie skracać sobie terminu na odpowiedź. I kiedy byłem po raz drugi po tę przesyłkę, inna pani z okienka zapierała się, że takowej korespondencji nie ma. Raz w takiej właśnie sytuacji czas poszukiwań przekroczył 30 minut. Zguba się znalazła, choć przez pół godziny „na pewno jej nie było” (wedle pani Indiany Dżonsowej z oddziału poczty).

Jak widzicie, antywindykator nie ma łatwego życia… Na dodatek mamy jeszcze jednego poważnego wroga, jakim są prawnicy „systemowi”. Chodzi o tych poprawnych politycznie, którzy naiwnie wierzą (lub udają, że wierzą) w siłę systemu sprawiedliwości. Często także stoją na stanowisku, iż długi bezwzględnie i w każdym przypadku należy spłacać.

Co jest ciekawe, to fakt, iż niemoc takich prawników w rozwiązywaniu problemów na linii instytucja finansowa – dłużnik, była kołem napędowym w rozwoju alternatywnej usługi prawniczej, czyli właśnie antywindykacji.

Ten temat będzie przedmiotem następnej części Poradnika, która ukaże się pod następującym tytułem:

Antywindykacja, czyli: gdzie prawnik nie może…
Krzysztof OPPENHEIM: ekspert finansowy, związany z bankowością od 1993 r. Specjalizuje się m.in. w antywindykacji, pomocy frankowiczom oraz zadłużonym przedsiębiorcom, a także w upadłości konsumenckiej. Założyciel Fundacji Praw Dłużnika „Dłużnik też Człowiek”
Artykuł został opublikowany w 31/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1
  •  
    Nigdy się nie zadłużam, a jak już coś od kogoś pożyczę to staram się jak najszybciej oddać. Szkoda, że nie każdy podchodzi do tematu tak jak ja. Miałam problemy, że faktury były nie popłacone, wtedy je wysyłałam do payhelp i oni ściągali pieniądze od mojego dłużnika. Chyba myśleli, że mnie okiwają, ale nie ma tak dobrze.