Wśród wszystkich rytualnych zaklęć, jakie padły podczas polskiej wizyty francuskiego prezydenta, zniknął jeden istotny szczegół: jak nasz rząd zapatruje się na pomysł Emanuela Macrona, żeby UE podjęła bezpośrednie, niezależne od USA, rozmowy z Moskwą? Pytanie ważne szczególnie teraz, gdy Europa ekscytuje się polityczną zmianą na Węgrzech. Ta zaś w sprawach rosyjskich jest jedynie kosmetyczna.
Budapeszt odpuścił co prawda weto wobec pomocy unijnej dla Ukrainy, ale tylko po to, żeby móc pompować więcej rosyjskiej ropy i zasilać w ten sposób pustoszejące w szybkim tempie zasoby Kremla. Szklanka jest więc ciągle do połowy pusta i to w bardzo ważnej dla relacji UE z Rosją dziedzinie, czyli energetyce. To ona daje, albo raczej dawała – o czym za chwilę – Putinowi pieniądze na prowadzenie wojny.
Jaka zatem logika kieruje Europą, która cieszy się z uwolnienia przez Węgry pomocy dla Ukrainy w zamian za możliwość jednoczesnego wysyłania większych pieniędzy do Rosji?
Bułgaria ustawia się w kolejce
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
