Wielbiciele ruskiego miru na całym świecie nie mogą wyjść ze zdumienia: do czego to doszło, żeby Moskwa musiała prosić Kijów o łaskę w sprawie ataków dronowych, które mogłyby zakłócić obchody dnia zwycięstwa nad faszyzmem na Placu Czerwonym. Sprawa jest niebagatelna, bo wedle docierających z Rosji wieści Władimir Putin od wielu tygodni nie pokazuje się w stolicy. Unika także swojej rezydencji w Wałdaju, którą jakiś czas temu odwiedziły ukraińskie drony, wybierając bezpieczne zacisze pilnie strzeżonych bunkrów przeciwatomowych.
Pod nieobecność wielkiego bosa jego dworacy żrą się między sobą. Szef wywiadu zagranicznego Rosji Siergiej Naryszkin do spółki z kierującym FSB Aleksandrem Bortnikowem obarczają winą na fiasko wojny ukraińskiej ministra obrony i kuma Putina, Siergieja Szojgu. Wtórują im najbardziej zagorzali wyznawcy wielkoruskiego imperializmu, wytykając władzy rozkradanie pieniędzy na wojnę, której Rosja nie ma już szans wygrać.
Te hałaśliwe internetowo środowiska jedyną szansę na ucieczkę od tej porażki widzą w możliwie szybkim ataku na Europę, obarczaną winą na to, że Ukraina tak skutecznie stawia opór Moskwie.
Taka wojna może być jednak gwoździem do trumny, w której znalazła się obecnie milcząca większość tzw. zwykłych Rosjan. Ich uwagę najbardziej zaprząta postępująca zapaść gospodarki, wydrenowanej z pieniędzy przez wojnę. Tematem numer jeden jest możliwość zagarnięcia przez państwo prywatnych oszczędności obywateli w celu ratowania przed krachem sektora bankowego.
O tym, że rosyjska gospodarka potrzebuje pieniędzy obywateli jak kania dżdżu, mówi szefowa centralnego Rosji Elwira Nabiulina, a minister finansów Anton Siluanow narzeka, że jego rodacy trzymają pod poduszkami biliony rubli, które nie pracują dla państwa. Jeśli dodamy do tego, jak skromne i pozbawione ciężkiego sprzętu wojskowego mają być tegoroczne obchody dnia zwycięstwa nad faszyzmem, to układa nam się to w obraz państwa rosyjskiego bardzo daleki od tego, jaki kultywują zagraniczni miłośnicy Rosji.
Moskwa na łasce Kijowa
Turbo patrioci, klaszczący dotąd niezwykle głośno i energicznie prowadzonemu przez Putinowi podbojowi Ukrainy, tracą systematycznie swój zapał. W toczonych w sieciach społecznościowych debatach zaczyna dominować przekonanie, że wojny z Kijowem nie da się wygrać.
Ukraińcy okrzepli bowiem w oporze, nie tylko z powodu wsparcia ze strony Zachodu, ale także dlatego, że w dużej mierze stali się samowystarczalni militarnie. Udana kampania dronowa wymierzona w rosyjski przemysł naftowy wywołała w Moskwie prawdziwą panikę.
Pogłębia ją coś, co dotąd było nie do pomyślenia:
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
