Czy tacy księża jeszcze istnieją? Historia proboszcza z Harklowej

Czy tacy księża jeszcze istnieją? Historia proboszcza z Harklowej

Ks. Eugeniusz Dziubek
Ks. Eugeniusz Dziubek Źródło: Archiwum prywatne / Ks. Robert Nęcek
Wszystko zaczęło się od jednego zdania: „Idziesz do dobrego proboszcza”. Wypowiedziane przez rektora seminarium, stało się zapowiedzią spotkania, które na zawsze zapisało się w pamięci młodego diakona wyruszającego do Harklowej.

Ksiądz Tischner często powtarzał: „Czasami się śmieję, że najpierw jestem człowiekiem, potem filozofem, potem długo, długo nic, a dopiero potem księdzem”. Wielu odebrało to sformułowanie jako lekceważenie kapłaństwa. Tymczasem to było ukazanie kolejności rzeczy, by być dobrym księdzem. Właśnie z perspektywy 31 lat mojego uczenia się życia od Księdza kanonika Eugeniusza Dziubka pragnę stwierdzić, że w myśl przywołanych słów jest dobrym człowiekiem, dobrym filozofem, czyli umiejącym uczyć życia młodszych, co powoduje, że jest dobrym księdzem. Ale moją relację z nim przywołam od początku.

Czytaj też:
Polka jako Maryja, budżet 250 mln dolarów. Pierwsze zdjęcie z nowej „Pasji” Mela Gibsona

Krótka historia Harklowej

Pierwszy raz przyjechałem do Harklowej w Wielkim Poście 1994 roku jako diakon seminarium krakowskiego na praktykę duszpasterską. Ówczesny rektor seminarium i wykładowca akademicki, ks. prof. Edward Staniek – człowiek wielkiego ducha i wielkiego umysłu – powiedział mi: „idziesz do dobrego proboszcza”. Z takim więc przesłaniem wyruszyłem autobusem w drogę. Najpierw do Nowego Targu, a z Targu busem do Harklowej.

Harklowa to miejscowość znajdująca się na małopolskim szlaku architektury drewnianej. Z jednej strony przez wioskę prowadzi niebieski szlak turystyczny, kierujący przez Łopuszną na Turbacz, a z drugiej strony wiedzie na Spisz. Pierwsza wzmianka o tej malowniczej miejscowości datowana jest na rok 1335 i zawarta jest w przywileju braci Piotra, Marcina i Jerzego z Grywałdu, którzy swoją posiadłość Dębno razem z lasem, który miał być wycięty – ofiarowali pod budowę nowej osady założonej na prawie magdeburskim.

Z dala od polityki

Sam proboszcz Harklowej, ks. Eugeniusz Dziubek – pochodzący z Jabłonki – przyszedł na probostwo z Jaworzna. Przez Parafian określany jest jako nas, czyli uznany za autorytet i szanowany jako kapłan. Już wtedy, kiedy przyszedłem jako diakon w 1994 roku słynął jako dobry mówca. Jego kazania są krótkie, ale pełne mocy. Nigdy na ambonie nie słyszałem przekazów politycznych, ani myśli partyjnych. Ale zawsze jest przekaz Ewangelii i nauki społecznej Kościoła. Dlatego papież Leon XIV przypomniał, że ksiądz

„jako mądry obserwator rzeczywistości, ma zostawić emocje chwili, lęki i mody, a oferować propozycje duszpasterskie, które rodzą i odradzają do wiary, budując dobre relacje, więzy solidarności, wspólnoty, w których jaśnieje styl braterstwa”.

Ksiądz Dziubek nie był duszpasterzem doskonałym, bo tacy znajdują się jedynie na cmentarzach. On był po prostu ludzki! Zresztą, Leon XIV podkreślił, że „Pan nie szuka kapłanów doskonałych, ale serc pokornych, otwartych na nawrócenie i gotowych kochać tak, jak On sam nas umiłował”.

Czytaj też:
Papież podjął zaskakującą decyzję. Oto co będzie badał Kościół

Próba z 1997 r.

Ten wymiar kapłańskiej osobowości dał się zauważyć podczas słynnej powodzi z 1997 roku. Dla parafii Harklowa był jednym z najtrudniejszych w XX wieku. Otóż na początku lipca cała Polska stała się miejscem rzęsistych ulew. Kraj nawiedziła powódź stulecia, która nie ominęła Harklowej. W nocy z dnia 7 lipca na 8 lipca wielka woda – porównywalna z powodzią z roku 1934 – zalała 40 domów w Harklowej, zniszczyła plebanię, naruszyła kościół i 10 domów w Knurowie. Woda wdarła się na teren przykościelny i zalała kościół do wysokości fundamentów, choć na murze otaczającym świątynię sięgała co najmniej 80 centymetrów. Wydawało się, że bezradność i niemoc zwyciężą. Ks. Eugeniusz wiedział, że uczynki miłosierdzia polegają na zakasaniu rękawów i niesieniu ulgi w cierpieniu. Oznacza to, że trzeba dać się ponieść fantazji miłosierdzia. Razem z Parafianami w duchu papieża Franciszka miłosierdzie kontemplowali w działaniu. A chodziło o taki rodzaj działania, który obejmuje praktycznie wszystko.

Ks. Dziubek znany jest też z dobrego humoru. Kiedy przyjmował mnie na parafii tryskał żartem, a w zachowaniu dało się odczuć bliskość i serdeczność. Zupełnie jak w zachęcie papieskiej – 

„nie utraćcie bliskości i dyspozycyjności dla ludzi, a także, pozwólcie, że to powiem, nie utraćcie poczucia humoru. I idźmy naprzód!”.

Godnym uwagi jest troska o posługę w konfesjonale. Niejednokrotnie kiedy już jako ksiądz pomagałem duszpastersko pytał: „czy była jakaś dusza do spowiedzi?”. Ano była, i to nie jedna – odpowiadałem. W taki sposób właśnie przemieniał serca osób, z którymi się spotykał.

Ks. Eugeniusz Dziubek zdawał sobie sprawę z tego, że miłosierdzie jest zawsze szansą, początkiem i nadzieją na przyszłość. Pamiętam, że po powrocie do seminarium duchownego w Krakowie poszedłem do rektora i powiedziałem: „Księże Rektorze, byłem u dobrego proboszcza”. Cieszy mnie to, że spotkałem na początku mojego kapłaństwa tego właśnie księdza z Harklowej. Dobrego człowieka i mądrego proboszcza!

Czytaj też:
Rocznica zamachu na Jana Pawła II. Papież Leon XIV zwrócił się do Polaków
Czytaj też:
Fatima i trzy tajemnice. Jedną z nich Watykan odczytał tuż po zamachu na Jana Pawła II

Źródło: Wprost