Zbigniew Kapiński odniósł się w Radiu Zet do protestów, które Jarosław Kaczyński i Sławomir Cenckiewicz wyrazili w związku z jego wyborem na stanowisko na I prezesa Sądu Najwyższego. Poszło m.in. o decyzję ws. Lecha Wałęsy, który nie został przez niego uznany za agenta SB. – W oparciu o ten materiał dowodowy, którym dysponował sąd, w którym ja orzekałem wówczas, w sierpniu 2000 r. wydalibyśmy takie samo orzeczenie – powiedział Kapiński.
Nowy prezes SN o zarzutach Kaczyńskiego i Cenckiewicza. „Dowody były celowo ukrywane”
– To jest jedyna sprawa, powtarzam, przez 36 lat mojego orzekania, gdzie po kilkunastu latach pojawiły się zasadnicze dowody, które, jak się okazało, były celowo ukrywane i przetrzymywane w tzw. szafie Kiszczaka – dodał I prezes SN. Kapiński zaznaczył, że z tymi materiałami nie miał okazji się poznać. W związku z tym „nie może stwierdzić”, czy były prezydent miał przeszłość agenturalną. Jednoznaczną opinię mógłby wydać tylko po zapoznaniu się z dowodami.
I prezes Sądu Najwyższego skomentował inną krytykę prezesa PiS. – Osobiście odbieram to z taką przykrością, bo uważam, że politycy nie powinni nawet próbować wywierać wpływu na obsadę ważnych stanowisk – powiedział Kapiński. Zastrzegł, że dotyczy to również jego stanowiska, które uważa za „bardzo ważne z punktu widzenia funkcjonowania państwa”. I prezes SN zastrzegł jednak, że „absolutnie każdy ma prawo do własnego zdania”.
Kapiński I prezesem Sądu Najwyższego. Odpowiedział prezesowi PiS
Według Kapińskiego politycy nie powinni mieć wpływu na wymiar sprawiedliwości. – Jako sędzia z krwi i kości, nie pozwolę na to i nigdy nie pozwalałem – zapewnił. I prezes Sądu Najwyższego podkreślił, że „sprawy polityczne wpływają do sądów, co jest oczywiste i przed tym się nie da obronić”. W kontekście decyzji personalnych Kapiński wyjaśnił, że w przypadku Ewy Stryczyńskiej zdecydowały tylko i wyłącznie kwestie merytoryczne, bo ma 36 lat doświadczenia zawodowego.
W sprawie sędziego Piotra Mirka w momencie wydawania zarządzania był najstarszym funkcyjnym. I prezes SN zapewnił, że „swoje poglądy polityczne realizuje wyłącznie w urnie przy urnie wyborczej i zawsze unikał sytuacji, aby zostać zaszufladkowanym z uwagi na swoje zachowanie”. – Ja zacząłem chodzić do mediów dopiero po uchwale ws. Barskiego, kiedy zaczęto mówić, że to jacyś przebierańcy w togach wydali orzeczenia – podsumował Kapiński. Zakończył, że „nie da się wciągnąć w politykę”.
Czytaj też:
W PiS wrze po wyborze nowego prezesa SN? „Cenckiewicz musiał prezesa nakręcić” Czytaj też:
Sędzia SN o „absurdalnej sytuacji”. „Nie można przejść obok niej obojętnie”
