Jinping z Trumpem dzielą się wpływami. „Na kolacji w Białym Domu był kij i marchewka”

Jinping z Trumpem dzielą się wpływami. „Na kolacji w Białym Domu był kij i marchewka”

Donald Trump i Xi Jinping
Donald Trump i Xi Jinping Źródło: White House
Pozbawiony większego znaczenia jazgot polityków, puszących się swoimi wystąpieniami na forum ONZ posłużył za wdzięczne tło do naprawdę poważnej rozgrywki między USA i Chinami. Czy podczas kolacji w Białym Domu Xi Jinping i Donald Trump zbliżyli się choć trochę do ustalenia mocarstwowych stref wpływów?

Nie powinno zmylić was natężenie przekazów ze Zgromadzenia Ogólnego ONZ, na którym politycy i przywódcy prześcigali się w udawaniu, że mają jakiś znaczący wpływ na bieg wydarzeń. Płomienne filipiki prezydentów i ministrów służyły niemal wyłącznie poprawie ich własnego samopoczucia. Rzeczy naprawdę dla świata istotne nie rozgrywają się już od dawna na forum ONZ. Ta instytucja, jak brutalnie określił to obecny w Nowym Jorku argentyński prezydent Javier Milei, „stała się bezużyteczną organizacją, której jedynym celem jest utrzymywanie kasty głęboko aroganckich pasożytów, udających biurokratów o dobrych intencjach”.

Można by odnieść wrażenie, że Milei miał na myśli także siebie i innych puszących się na mównicy przywódców. Naprawdę istotne dla świata rzeczy działy się bowiem w innym miejscu niż nowojorska siedziba Narodów Zjednoczonych.

Zaczęło się od czerwonego dywanu, rozwiniętego w bazie lotniczej Andrews pod Waszyngtonem dla prezydenta Chin Xi Jinpinga. Prezydent Donald Trump przywitał Xi osobiście tuż po przylocie, a nie, jak nakazuje protokół, dopiero w drzwiach Białego Domu. Pełen cierpienia grymas, jakim Trump zareagował na przelot amerykańskich samolotów bojowych nad głowami obu prezydentów, dobrze ilustruje stawkę tych umizgów: oba mocarstwa są w stanie niewypowiedzianej wojny, toczonej rękami wasali od Ukrainy po Zatokę Perską.

Kradzież drzwi z F-35

Grymas Trumpa na pasie startowym bazy Andrews można uznać za reakcję na ogłuszający huk silników odrzutowych, gdyby nie fakt, że w sprawach lotnictwa Amerykanie mają z Pekinem znacznie większy problem. Wszystko wskazuje na to, że Chińczycy przejęli elementy niewidzialnego dla radarów myśliwca F-35, na którym opiera się amerykańska supremacja w powietrzu. Dach kokpitu pilota i drzwi komory uzbrojenia amerykańskiej superbroni zostały wysłane z Australii do USA na serwis za pomocą firmy kurierskiej UPS. Z niewyjaśnionych dotąd przyczyn tajna przesyłka została przekierowana do kontrolowanego przez Pekin Hongkongu i przepadła tam bez wieści.

Artykuł został opublikowany w 39/2026 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.