Kontrwywiad Bundeswehry zakazał żołnierzom rosyjskiego i białoruskiego pochodzenia służby w 45. brygadzie pancernej tworzącej się na Litwie. Uwagę kontrwywiadu miały zwrócić zarówno ich prywatne wizyty w Rosji i na Białorusi, jak i rosyjskie piosenki, śpiewane w koszarach jednostki, której zadaniem ma być zabezpieczenie wschodniej flanki NATO przed zagrożeniem ze strony Rosji.
Dowództwo Bundeswehry uznało, że ryzyko infiltracji tworzącej się brygady przez służby rosyjskie jest zbyt duże, dlatego przeprowadzono szczegółową filtrację ochotników do służby na Litwie. Jak pisze „Bild”, podejrzanych żołnierzy nie zwolniono jednak ze służby, tylko odesłano z frontowej Litwy z powrotem do Niemiec. Nie zakazano im także wyjazdów do Rosji i na Białoruś.
Taka sama beztroska obowiązuje niemiecki wymiar sprawiedliwości, prowadzący śledztwo w sprawie wysadzenia w powietrze ulubionej rury Putina: gazociągu Nord Stream 2. Dostęp do akt sprawy, w której podejrzanymi są obywatele Ukrainy, ma niemiecka spółka Gazpromu, będąca stroną postępowania. Nie trzeba chyba głęboko grzebać w tajnych danych wywiadu, żeby wiedzieć, że wszelkie aktywności Gazpromu w Rosji i za granicą są ściśle monitorowane przez służby rosyjskie.
Czyli, mówiąc krótko, sądy niemieckie na bieżąco informują o sprawie rosyjską FSB.
Jeśli więc skupiamy się na lamentach, jak to nasz zachodni sąsiad wpadnie w łapy Rosjan, jeśli do władzy w tym kraju dojdzie skrajnie prawicowa i otwarcie prorosyjska partia AfD, to powinniśmy wiedzieć, że żadnej rewolucji w tej sprawie w Niemczech nie będzie. Rosjanie już tam są i mają się świetnie.
Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
