Rafał Zawierucha pokazał na Instagramie nagranie z Quentinem Tarantino

Rafał Zawierucha pokazał na Instagramie nagranie z Quentinem Tarantino

Rafał Zawierucha
Rafał Zawierucha / Źródło: Newspix.pl / ALEKSANDER MAJDANSKI
Rafał Zawierucha wrzucił na swój Instagram nagranie z Quentinem Tarantino, reżyserem takich hitów jak „Kill Bill”, „Pulp Fiction” czy „Bękarty wojny”. Przy okazji przytoczył słowa reżysera, które padły najwyraźniej na planie filmu „Pewnego razu... w Hollywood”, w którym polski aktor wcielił się w Romana Polańskiego.

Film „Pewnego razu... w Hollywood” otrzymał trzy Złote Globy i dziesięć nominacji do Oscara, które przełożyły się na dwie wygrane statuetki – dla Brada Pitta za najlepszą rolę drugoplanową oraz dla Barbary Ling i Nancy Haigh za najlepszą scenografię.

Rafał Zawierucha w produkcji wcielił się w Romana Polańskiego, z zadowoleniem wspomina pracę z Quentinem Tarantino. Dał o tym wyraz w kolejnym wpisie na Instagramie. „Ten dubel mamy, a teraz zrobimy jeszcze jeden. A dlaczego? Booo kochamy robić filmy!!!!” – napisał Rafał Zawierucha dodając nagranie, na którym wita się z reżyserem podczas premiery filmu. „Kocham was ludzie” – dodał aktor.

O czym jest film „Pewnego razu... w Hollywood”?

Produkcja otrzymała 7-minutową owację na stojąco po premierze na Festiwalu Filmowym w Cannes. Opowiada o losach zmagającego się aktora Ricka Daltona (Leonardo DiCaprio) i jego dublera-kaskadera Cliffa Bootha (Brad Pitt), którzy próbują ożywić swoje kariery. Ich historie łączą się z losami Sharon Tate (Margot Robbie), która przeprowadza się w te okolice, a także z członkami grupy sekty Charlesa Mansona.

Tło filmu „Pewnego razu... w Hollywoood”

Lata sześćdziesiąte były w Stanach Zjednoczonych czasem niezwykłym. Świat zmieniał się bezpowrotnie. Odchodziło stare, zastępowane nowym. To być może największa rewolucja obyczajowo-kulturowa w historii tego kraju. Stare pokolenie, „najlepsze pokolenie”, bohaterów wojennych II wojny światowej, odchodziło w cień, podczas gdy młodsze pokolenie rozpoczęło prawdziwą rebelię. Chciało wolności i równości – dla wszystkich. Wszechobecne narkotyki pozwoliły doświadczać rzeczywistości na nieznanej dotąd głębokości doznań. Od teraz życie miało polegać na zabawie, miłość miała być wolna, a muzyka miała być wszędzie. Poezja miała stać się przełomem i przełom ten wieszczyć, bo wszyscy czuli, że wielka zmiana wisi w powietrzu.

Rok 1969 przyniósł jednak rozgoryczenie. Ludzie byli wściekli na wojnę w Wietnamie, gdzie ginęli niewinni młodzi żołnierze, Ameryka wciąż nie otrząsnęła się po zabójstwach Roberta Kennedy’ego i Martina Luthera Kinga, które miały miejsce rok wcześniej. I choć lądowanie na Księżycu było wielkim skokiem w historii ludzkości, zbierająca się nad USA burza nadeszła 9 sierpnia 1969 roku. To tego dnia banda hippisów, prowadzona przez samozwańczego mesjasza Charlesa Mansona, włamała się do rezydencji Sharon Tate i zamordowała będącą w ósmym miesiącu ciąży aktorkę oraz cztery inne osoby. Brutalne morderstwo wstrząsnęło nie tylko Hollywood, ono zakończyło miłujące pokój i nawołujące do wolnej miłości lata sześćdziesiąte. Ta wydarzenia stały się jedną z najtragiczniejszych legend w historii, na zawsze zmieniając świat.

Czytaj także:
Tusk, Macierewicz, Komorowski, Giertych, Schetyna i Błaszczak. Co ich łączy? Takie pytanie padło w „Milionerach”

Źródło: WPROST.pl

Czytaj także

 0

Czytaj także