Wielki niedosyt i pożegnanie Legii z Ligą Mistrzów. Wymowne słowa trenera

Wielki niedosyt i pożegnanie Legii z Ligą Mistrzów. Wymowne słowa trenera

Kadr z meczu Legia Warszawa - FK Astana
Kadr z meczu Legia Warszawa - FK Astana / Źródło: Newspix.pl / LUKASZ GROCHALA/CYFRASPORT
Jednej bramki zabrakło, by Legia Warszawa mogła świętować awans do IV rundy eliminacji Ligi Mistrzów. „Wojskowi” wygrali w rewanżu z FK Astana 1:0 po bramce Jakuba Czerwińskiego, ale to nie wystarczyło, by odrobić straty z pierwszego meczu.

Czytaj także:
NA ŻYWO: Legia Warszawa - FK Astana

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem w meczu Legia - Astana minutą ciszy uczczono pamięć powstańców warszawskich. Kibice odśpiewali Mazurka Dąbrowskiego, a na Żylecie zaprezentowano efektowną oprawę.

Czytaj także:
Kibice uczcili powstańców na meczu Legii. Ogromna sektorówka na trybunach

Mecz przy Łazienkowskiej zaczął się zgodnie z przewidywaniami. Gospodarze, którzy musieli odrabiać straty ruszyli do ataku, a gracze z Astany nastawili się na grę z kontry. Zespół z Kazachstanu momentami był spychany pod własną bramkę, ale błyskawicznie potrafił przedostawać się przed szesnastkę „Wojskowych”. Obrona mistrza Polski wyglądała dużo lepiej niż w pierwszym spotkaniu na wyjeździe. Na pierwszą szansę dla ekipy trenera Jacka Magiery kibice musieli czekać do 26. minuty. Adam Hlousek dośrodkował w pole karne, a świetnym uderzeniem głową popisał się Armando Sadiku. Albański napastnik piłkę posłał jednak prosto w bramkarza i zmarnował naprawdę dobrą okazję. Do końca pierwszej połowy Legia dominowała na placu gry, jednak nie przełożyło się to na kolejne podbramkowe sytuacje.

Horror i wielki niedosyt

Po zmianie stron podopieczni Magiery ruszyli do ataku z jeszcze większym zapałem, ale znowu brakowało jakości z przodu. Po niecałej godzinie gry szkoleniowiec Legii zdecydował się na pierwszą zmianę. Sadiku zmienił Kasper Hamalainen, który w ostatnim ligowym meczu zapisał na swoje konto bramkę, chwilę po wejściu z ławki. Gospodarze nie odpuszczali, zamykali swoich rywali na połowie boiska, aż w końcu w 76. minucie wyszli na prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Jakub Czerwiński świetnie uderzył głową i piłka wylądowała w siatce. Ten gol sprawił, ze przy Łazienkowskiej byliśmy świadkami prawdziwego horroru.

Czytaj także

 0

Czytaj także