30-krotność, czyli wielkie dojenie najbogatszych

30-krotność, czyli wielkie dojenie najbogatszych

Pieniądze, zdj. ilustracyjne
Pieniądze, zdj. ilustracyjne / Źródło: Shutterstock / piotr_szewczyk
Jak bumerang wrócił do Sejmu pomysł zniesienia limitu 30-krotności składek ZUS dla najlepiej zarabiających Polaków. To ja powiem Państwu, co to będzie jeśli rzeczywiście tak się stanie.

W środę grupa posłów PiS pod przywództwem Marcina Horały ni stąd, ni zowąd wniosła do Sejmu projekt przewidujący zniesienie limitu 30-krotności składek ZUS. Co to w ogóle znaczy?

Do tej pory jeżeli ktoś zarabiał rocznie więcej niż 30 średnich krajowych, czyli ok. 12 tys. zł brutto miesięcznie, ZUS-u płacić nie musiał. Założono, że skoro ktoś ma aż tak wysokie dochody, to nie potrzebuje w przyszłości pomocy państwa, bo spokojnie zarobi sobie na emeryturkę pod palmami samodzielnie. Sprawa była prosta: najbogatsi ZUS-u nie płacą, a państwo nie musi się martwić wypłatą ekstremalnie wysokich emerytur od ich gigantycznych zarobków. Ale PiS chce to zmienić. Najlepiej zarabiający mieliby jednak ZUS płacić. Czym to grozi?

PiS ma chrapkę na ok. 7 mld zł, które państwo może zgarnąć ze składek od najbogatszych. Ale nikt się nie zastanawia, ile państwo będą kosztować emerytury, które ZUS będzie musiał w końcu najbogatszym za kilkadziesiąt lat wypłacić. To już zmartwienie kolejnych ekip, premierów i nowo narodzonych Polaków, bo to przecież oni za 20-30 lat będą zasuwać w pracy na emerytury dla bogaczy.

Wychodzi na to, że PiS nie wie, że najlepiej zarabiający Polacy nie są najbogatsi dlatego, że są głupi, a dlatego, że są kreatywni. Kiedy o zniesieniu 30-krotności dyskutowano już kilka miesięcy temu, w jednej z największych firm od doradztwa podatkowego zapadła decyzja, że w momencie kiedy rząd limit 30-krotności zniesie, w firmie skończą się etaty, a pracownicy przejdą na samozatrudnienie. W ten sposób nie trzeba będzie wpłacać tysięcy złotych w składkach na ZUS. Pracownicy będą wystawiać pracodawcom faktury za swoje usługi i płacić przez pierwsze 2 lata działalności preferencyjne składki po kilkaset złotych, bo są przecież nowymi przedsiębiorcami.

Wiadomo też, że to, co najbogatsi zapłacą w składkach teraz, nie będzie odkładane na ich kontach w ZUS, żeby wypłacić im po sześćdziesiątce. Pieniądze będą wydawane na bieżące potrzeby. Pytanie, na co pójdą. W tym roku dużo kontrowersji wzbudziła tzw. danina solidarnościowa, czyli tak naprawdę specjalny podatek dla najbogatszych, wpływy z którego miały zostać przeznaczone na pomoc osobom z niepełnosprawnościami. Najbogatsi ją płacą i myślą, że pomagają niepełnosprawnym. Tymczasem parę dni temu okazało się, że pieniędzmi z funduszu solidarnościowego PiS sfinansuje swoje obietnice wyborcze, na przykład 13 emeryturę dla seniorów.

Ktoś spyta, kim w ogóle są najlepiej zarabiający Polacy, którzy mają co najmniej 12 tys. zł brutto miesięcznej pensji? To przede wszystkim świetnie wykształceni specjaliści: informatycy, programiści, projektanci, kontrolerzy, audytorzy, doradcy od finansów, farmacji. Innymi słowy, ludzie, którzy spokojnie znajdą pracę w swoim zawodzie również poza granicami kraju. Tutaj już nie trzeba mówić, że kiedy dowiedzą się, że państwo chce im głęboko wsadzić ręce do kieszeni tylko dlatego, że postanowili uczyć się dłużej i pracować ciężej niż inni, to podjęcie decyzji o olaniu takiego państwa przyjdzie im na pewno dużo łatwiej.

Źródło: Wprost

Czytaj także

 1
  •  
    System emerytalny był stworzony przeszło 100 lat temu, kiedy odradzała się II RP. Obecnie nie przystaje on do współczesnych czasów. Niska dzietność, długowieczność i nadreprezentacja ludzi starszych... zatem system solidarnościowy jest przeżytkiem. Wszyscy to wiedzą tylko nikt nie wie jak to zmienić. A to proste jak budowa cepa, zlikwidować ZUS i wprowadzić podatek emerytalny... ale nie od dochodów tylko od wydatków. Coś na krztałt VAT. Ten kto żyje lepiej i więcej zarabia, więcej też wydaje, a im więcej wydaje, więcej wpłaca do kasy państwa i więcej dostanie na starość... proste!

    Czytaj także