Jakiemu puściły nerwy. Wyrzucił prawników z posiedzenia komisji weryfikacyjnej

Jakiemu puściły nerwy. Wyrzucił prawników z posiedzenia komisji weryfikacyjnej

Sebastian Kaleta i Patryk Jaki
Sebastian Kaleta i Patryk Jaki / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI
Patryk Jaki emocjonalnie zareagował na dociekliwe pytania warszawskich prawników i nie dopuścił do dłuższego przesłuchiwania świadka. Jego decyzję poparła reszta członków komisji weryfikacyjnej i urzędników wyrzucono z posiedzenia.

Przewodniczący komisji weryfikacyjnej ds. warszawskiej reprywatyzacji Patryk Jaki wyprosił z sali przedstawicieli stołecznego Ratusza. Nie spodobały mu się pytania, którymi starali się przygwoździć jednego ze świadków. – Słyszycie, co świadkowie przeszli, a teraz próbujecie po raz drugi przeczołgać tych ludzi – mówił. Po burzliwej wymianie zdań z prawnikami reprezentującymi miasto, zarządził 10 minutową przerwę. Później poddał pod głosowanie wniosek o wykluczenie Zofii Gajewskiej i Bartosza Przeciechowskiego. Komisja, w której większość stanowią reprezentanci PiS, głosami 5 do 2 potwierdziła wykluczenie prawników. 3 osoby wstrzymały się od głosu.

Reprezentanci miasta dopytywali jedną z lokatorek o jej zaległości w płatnościach, pochodzące jeszcze sprzed momentu przejęcia nieruchomości przez nowych właścicieli. – Pani zalegała wielokrotnie z czynszem, były nakazy eksmisji. Składała wniosek o zawarcie umowy najmu na ten sam lokal. Miasto chciało z panią zawrzeć nową umowę, ale pani Thomas nie przekładała potrzebnych do tego dokumentów, choć była wzywana do tego pięć razy – podkreślali.

Patryk Jaki nie chciał pozwolić na tego typu pytania. – Słyszycie, co świadkowie przeszli, a teraz próbujecie po raz drugi przeczołgać tych ludzi! – mówił. Swoją decyzję tłumaczył także w przerwie obrad. – To było dręczenie tych ludzi – podkreślał.

Przesłuchania lokatorów

Wcześniej tego samego dnia jeden z mieszkańców nieruchomości przy ulicy Poznańskiej 14 w Warszawie opisywał próby „wypchnięcia” lokatorów z budynku przez nowych właścicieli. Po zreprywatyzowaniu nieruchomości, właściciele szybko sprzedali ją mecenasowi Robertowi N. i Januszowi Piecykowi. Ci z kolei w styczniu 2014 roku mieli sprzedać nieruchomość spółce Jowisz, związanej z grupą Fenix.

– Po reprywatyzacji czynsz został podniesiony do 14,70 zł w 2014 roku. W 2015 roku było to już do 25 złotych. Zaskarżyliśmy sprawę do sądu, jednak w międzyczasie, w 2016 roku właściciel wypowiedział mi umowę najmu, a po kolejnych dwóch czy trzech miesiącach dostałem znów podwyżkę do 59 złotych – opisywał. Jak opowiadał, z 33 lokali do dzisiaj w kamienicy pozostało tylko 12 rodzin. Większość nie wytrzymała presji i postanowiła się wyprowadzić.

Pozostali pod danym adresem lokatorzy założyli stowarzyszenie „Poznańska 14”, w ramach którego podjęli walkę z nowymi właścicielami. Jedna z lokatorek zawiadomiła prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez panów Piecyka i N. – Było podejrzenie, że działali na niekorzyść spadkobiercy. Roszczenia zostały odkupione od niego za około 4 mln złotych, a później obecnemu właścicielowi zostały odsprzedane za 12 milionów – opowiadał. Prokuratura szybko pismo odrzuciła. – Miasto odcinało się od sprawy – podkreślał. Mówił także, że spotykały go groźby ze strony pracowników Feniksa, a w kamienicy 2 razy wybuchał pożar.

Czytaj także

 7
  •  
    widzisz byle jaki
    nie sila lecz nauka ciebie tluka !!
    cha cha cha ch kwa
    •  
      Jaki i tak ma nerwy ze stali i dość długo zezwalał na mielenie wody,zadawanie pytań które juź padły w trakcie oraz próby dyskredytacji świadków to tylko jedne z powodów.Całość wyglądała na typową grę na czas.Dobrze zrobił.
      • Dobrze zrobił, gonić mafię. A p.G.Waltz razem ze swoimi podwładnymi już nie powinna pracować
        • podobnie było w komunistycznych pokazówkach , obroncy są zbędni
          Jaki ogłosi sprawiedliwość społeczną w której nie ma miejsca dla prywatnej własności .
          •  
            Lewacki WPROST chyba sympatyzuje z tymi przedstawicielami urzędniczych gangsterów z warszawskiego ratusza bo podobnie jak prawnicy ratusza którzy chcieli zdyskredytować świadka przytoczył kłopoty finansowe z płaceniem czynszu przez jednego ze świadków ale już nie napisał że wynikły one w związku ze zbieraniem pieniędzy na przeszczep nerki dla bodaj córki. A ten mały fakt nieco w innym świetle stawia zarówno świadka jak i decyzję ministra Jakiego o wyrzuceniu podłych prawników z sali za te niegodne praktyki.

            Czytaj także