Andruszkiewicz wydał oświadczenie ws. reportażu „Superwizjera” TVN. „Przyzwyczaiłem się”

Andruszkiewicz wydał oświadczenie ws. reportażu „Superwizjera” TVN. „Przyzwyczaiłem się”

Adam Andruszkiewicz
Adam Andruszkiewicz / Źródło: Newspix.pl / KRZYSZTOF BURSKI
Wiceminister cyfryzacji zamieścił na swoim Facebooku oświadczenie, w związku z – jak pisze – „oszczerczym” materiałem dziennikarzy „Superwizjera” TVN. Wynika z niego, że prawie 300 podpisów na listach poparcia Młodzieży Wszechpolskiej w wyborach samorządowych w 2014 roku zostało sfałszowanych. Jej ówczesny szef Adam Andruszkiewicz miał o tym wiedzieć, a nawet dokonywać ich osobiście.

„Oświadczam, że nigdy nie fałszowałem ani nie kazałem fałszować podpisów, a rzekome oskarżenie mnie przez jednego z podejrzanych (!) jest nieprawdziwe, co w razie konieczności udowodnię przed sądem” – zaznacza w oświadczeniu zamieszczonym na Facebooku Andruszkiewicz. Dalej ocenia, że materiał „Superwizjera” jest „kontynuacją trwającej od dwóch lat oszczerczej kampanii medialnej, mającej na celu wyeliminowanie go z walki o zmiany w Polsce”. Dodaje, że „nigdy nie wpływał na przebieg opisanego postępowania prokuratorskiego” i wskazuje, że nigdy nie przedstawiono mu w tej sprawie zarzutów. Zapewnia też, że jest do „pełnej dyspozycji” prokuratury. „Wobec redakcji i osób, które powielają fałszywe oskarżenia wobec mnie jako osoby niewinnej, będę kierował odpowiednie działania prawne. Nie pozwolę, na bezkarne niszczenie mojego dobrego imienia” – poinformował.

„Przyzwyczaiłem się już do roli najbardziej atakowanego przez stare układy, polityka młodego pokolenia. Byłem już przedstawiany przez niektóre media i opozycję totalną jako 'faszysta', 'złodziej', 'agent wpływu' (zawsze bezpodstawnie, nigdy nie zostałem za to skazany) zaś teraz trwa kolejne zmanipulowane przedstawienie pt. 'fałszerz'. To jest cena jaką muszę płacić za otwartą walkę o silną Polskę, mówienie prawdy, publiczne pokazywanie manipulacji mediów oraz rozliczanie poprzednich ekip rządzących” – pisze dalej. Na koniec dodaje, że „wszystkie te oszczercze nagonki nie tylko go nie wystraszą, a jeszcze wzmocnią”. „Zrobię wszystko, byśmy dokończyli zmiany, na które czekają Polacy” – zaznacza.

Materiał „Superwizjera” TVN na temat Andruszkiewicza

O sprawie poinformowała osoba z białostockich organów ścigania, która mówi, że 90 procent z około 400 podpisów jest sfałszowanych. W tej sprawie zarzuty usłyszały dwie osoby. Jedna z nich twierdzi, że podrabiał podpisy i kierował procederem obecny wiceminister cyfryzacji Adam Andruszkiewicz. – Powiedziałem prokuraturze to co trzeba. To jest taka kwestia że chciałoby się to wyrzucić z pamięci. Nie chcę o tym mówić – mówi Paweł P., jeden z podejrzanych i były członek Młodzieży Wszechpolskiej. – Nie było nas dużo, może pięć-sześć osób. Na ekranach były zeskanowane listy z danymi. Andruszkiewicz i Wojciech N. mówili, że mamy przepisywać je do arkuszy – opowiada. Jak wyjaśnia, po wypełnieniu list wymieniali się arkuszami i składali podpisy. Z akt prokuratury i tego, co mówi w rozmowie z „Superwizjerem” Paweł P., mieli to robić wszyscy – także Andruszkiewicz i Wojciech N. – jeden z jego najbliższych współpracowników.

Dziennikarze „Superwizjera” podają, że część sfałszowanych nazwisk to nazwiska dawnych kolegów ze szkoły, a część pochodzi z akcji zbierania podpisów w sprawie zakazu aborcji. Ponadto, w sprawę zamieszany ma być też m.in. Marek Czeszkiewicz – zaufany człowiek Mariusza Kamińskiego. Z ustaleń dziennikarzy wynika, że osoby, które trafiły po wyborach do prokuratury w Białymstoku odwlekają decyzje procesowe ws. polityków prawicy. Reporterzy twierdzą, że śledczy już kilka miesięcy temu chcieli przeszukać mieszkanie Andruszkiewicza, jednak zablokowała ich Prokurator Regionalna Elżbieta Pieniążek.

Pytany o to, czy fałszował podpisy, wiceminister cyfryzacji zapewnia, że „absolutnie nie”. – Ja w tej sprawie nie mam żadnego statusu. Nie jestem świadkiem, ani oskarżonym, ani podejrzanym – twierdzi. Dodaje też, że nie ma nad nim „parasola ochronnego”. Stwierdził ponadto, że „nie zna” zeznań byłych członków Młodzieży Wszechpolskiej. – Na pewno podpisów nie fałszowałem. To jest kwestia dla prokuratury, mnie w tym śledztwie nie ma – mówi.

Czytaj także:
Sondaż. Andrzej Duda wygrywa z Donaldem Tuskiem o jeden punkt procentowy
Czytaj także:
Te obrazy namalował... Anthony Hopkins. Aktor pokazał swoje imponujące dzieła. Co go inspiruje?
Czytaj także:
Taśmy Kaczyńskiego. Czy nagrania zaszkodzą prezesowi PiS? Polacy odpowiedzieli

Czytaj także

 19
  • Niehonorowe pseudo-prawiczki zawsze tak mają. Zawsze gdy tylko pojawiają się obiektywne zarzuty o kanty i oszustwa to zaraz słyszymy jazgot o zamachu na prawdziwych patriotów. Tak było w przypadku kanciarza Chrzanowskiego tak jest tez teraz w przypadku Andriuszkina. Ten ciągły nieuzasadniony jazgot o zwalczaniu rzekomych "prawdziwych patriotów i prawdziwych Polaków" stał się już nudny.
    •  
      mnie wtedy tam nie bylo bylem chory
      cha cvha cha cha kwa
      •  
        lewactwo niestety może sobie bezkarnie pomawiać ludzi, przypomina mi się sprawa sędziego w USA, tam tez jakiś kaszalot przypomniał sobie, że 50 lat temu był gwałcony
        • Lewactwo zawsze panicznie się bało Narodowców bo jakby to od nich zależało to zdrajcy Ojczyzny dawno by wisieli. Czyżby więc lewactwo w Polsce miało coś na sumieniu co by ich kwalifikowało do postawienia przed Trybunał Stanu i takiej kary? Myślę że tak i to sporo tylko że towarzysze Magdalenkowi z PiSoSyjonu mają z lewactwem układ, wy nas nie wsadzacie i my was też nie ruszamy. Tak więc ile wy nakradliście to wasza sprawa a ile my nakradniemy to nasza a naiwni Polacy niech głosują albo na was albo na nas i niech się łudzą że mają demokrację, LOL. Dlatego zaczyna się nagonka na cokolwiek co nie należy do POPiSu i reszty lewactwa.
          • Doberman sie wsciekl, czy co?