Aktywizacja białoruskiej opozycji przed wyborami prezydenckimi. W Homlu zabrzmiały „Mury” Kaczmarskiego

Aktywizacja białoruskiej opozycji przed wyborami prezydenckimi. W Homlu zabrzmiały „Mury” Kaczmarskiego

Aleksander Łukaszenka
Aleksander Łukaszenka / Źródło: Newspix.pl / ABACA
Wybory prezydenckie na Białorusi zbliżają się wielkimi krokami. W obliczy uniemożliwienia startu głównym kandydatom opozycji, wyzwanie urzędującemu prezydentowi rzuciła Swiatłana Cichanouska, żona jednego z aresztowanych kandydatów. Na jej wiecach gromadzą się tłumy Białorusinów, którzy chcą zmian po 26 latach rządów Aleksandra Łukaszenki.

W niedziele 9 sierpnia na Białorusi odbędą się wybory prezydenckie. Urzędujący prezydent Aleksandr Łukaszenka na początku lipca doprowadził do uniemożliwienia startu swoich głównych konkurentów, byłego prezesa Parku Zaawansowanych Technologii Walerego Cepkała i byłego bankiera Wiktoar Babariko. W tej sytuacji głównym konkurentem obecnego prezydenta stała się Swiatłana Cichanouska, żona blogera Siarhieja Cichanouskiego, któremu odmówiono rejestracji, a następnie go aresztowano.

Kandydatka, która do tej pory w ogóle nie zajmowała się polityką, jako główny postulat w wypadku wygranej przedstawia doprowadzenie do organizacji kolejnych, tym razem uczciwych wyborów „z udziałem wszystkich alternatywnych kandydatów”.

– Zgłosiłam się do wyborów z miłości, gdy zostało to uniemożliwione mojemu mężowi Siarhiejowi Cichanouskiemu – mówi na wiecach opozycyjna kandydatka, odwołując się do działalności męża, który prowadził popularnego bloga na YouTube o ironicznej nazwie „Kraj do życia”. – Jako pierwszy dał ludziom głos, by mówili o swoich problemach – dodaje.

W rozmowie z „Dziennikiem. Gazetą Prawną” Cichanouska przekonuje, że Białorusini „mają już dość, są zmęczeni tą władzą”. – Złożyło się na to wiele czynników. I koronawirus, i projekt Kraj do Życia Siarhieja Cichanouskiego, z którym mąż objeździł znaczną część Białorusi. Pandemia ośmieliła ludzi, którzy poczuli, że są narodem. Nastawienia do obecnego prezydenta nie poprawiły obraźliwe słowa z jego strony, które płynęły z telewizora, w rodzaju określenia maseczek mianem kagańców. To oznaka braku szacunku wobec własnego narodu – mówi kandydatka. – Naród nie chce już tego słuchać. Lawina całymi latami stopniowo rosła i naród stopniowo dojrzał do zmian. Ludziom otworzyły się oczy – ocenia.

Tysiące ludzi na wiecach i „Mury” Kaczmarskiego

Cichanouska gromadzi na swoich wiecach tysiące ludzi. Towarzyszą jej kobiety, które szefowały sztabom dwóch głównych kandydatów opozycji, których nie dopuszczono do startu – koordynatorka sztabu Wiktara Babaryki Maryja Kalesnikawa i żona Walera Capkały, Weranika.

Tłumy gromadzą się na wiecach opozycyjnej kandydatki pomimo restrykcji i aresztowań. Godziny i miejsca, w których może organizować swoje wiece są ograniczane. Jednak przybywają na nie tysiące Białorusinów, które chcą zmian po 26-latach rządów Łukaszenki. W Witebsku zgromadziło się siedem tysięcy Białorusinów, tysiące w Nowopołocku, a w maleńkim Głębokim opozycyjna kandydatka przyciągnęła na spotkanie rekordowy tysiąc wyborców.

W Homlu po zmroku rozbrzmiał hymn „Solidarności” piosenka „Mury” Jacka Kaczmarskiego. Nagranie udostępnił na Twitterze dziennikarz Franak Viačorka. „Tysiące ludzi śpiewają »Mury« Kaczmarskiego w białoruskim tłumaczeniu” – napisał.

Cichanouska: Nie wiem, jak wezwać władze, żeby nie strzelały do narodu

Opozycja przewiduje, że wyniki wyborów zostaną sfałszowane. Fałszerstwa ułatwić mogą także obostrzenia związane z koronawirusem, przez które na wybory nie zostaną wpuszczeni obserwatorzy ani zagraniczni dziennikarze.

Coraz częściej mówi się jednak o protestach, które mogą odbywać się po wyborach. Ciechanouska zapewnia, ze nie będzie wzywać do wyjścia na ulice, ale pozostawi tę decyzję swoim wyborcom. – Jeśli ludzie uznają, że trzeba bronić swojego głosu poprzez wyjście na pokojowe demonstracje – powtarzam – pokojowe, bo jesteśmy bezbronni przed oddziałami milicji AMAP czy czołgami, to według konstytucji mamy do tego prawo. Jeśli ludzie uznają, że powinni wyjść, by pokojowo bronić oddanych przez siebie głosów, to ja ich oczywiście wesprę – stwierdziła w rozmowie z „Dziennikiem. Gazetą Prawną”.

Kandydatka obawia się jednak reakcji Łukaszenki. – Mam nadzieję, że władze zrozumieją, że nie wolno pójść przeciwko własnemu narodowi. Nie chcemy rozlewu krwi, nie chcemy żadnej wojny, jesteśmy nastawieni pokojowo. Chcemy tylko uczciwych wyborów – przekonuje. – Nie wiem, w jaki sposób mam wezwać nasze władze, żeby nie strzelały do narodu. To, że ostatnio aktywizowało się wojsko i nam to wszystko demonstrują, świadczy o zamiarze zastraszenia ludzi. Ale skoro obecny prezydent mówi, że kocha swój naród, to chyba nie powinien nasyłać na niego żołnierzy. Nawet nie chcę o tym myśleć – dodaje.

Zatrzymanie Grupy Wagnera

W środę 29 lipca prezydent Łukaszenka poinformował też o zatrzymaniu rosyjskich 33 najemników z z prywatnej grypy zbrojnej nazywanej Grupą Wagnera. Szef Rady Bezpieczeństwa Białorusi Andrej Raukou poinformował, że ich przyjazd nie był z nikim uzgadniany. Białoruskie władze twierdza, że bojownicy przeniknęli na terytorium Białorusi w celu zdestabilizowania sytuacji przed wyborami. Ogólnie na Białorusi ma znajdować się około 200 bojowników. Wobec zatrzymanych wszczęto postępowanie o przygotowywanie aktów terroryzmu.

W rosyjskich mediach pojawiły się doniesienia sugerujące, że zatrzymani mogli wykorzystać Mińsk jako punkt tranzytowy do przerzutów do krajów Azji i Afryki. Ze względu na epidemię koronawirusa najemnicy mieli nie móc lecieć bezpośrednio z Rosji.

W związku z zatrzymaniem Rosjan opozycyjni kandydaci w wyborach prezydenckich na Białorusi przekazali, że zostali poinformowani przez sekretarza Rady Bezpieczeństwa o zagrożeniu, jakie miałoby płynąć z Rosji.

– Sekretarz Rady Bezpieczeństwa poinformował nas, że pod Pskowem tworzą się dwie grupy wojsk, które zamierzają wkroczyć na Białoruś - powiedział w czwartek agencji Interfax kandydat w wyborach prezydenckich Andrej Dzmitryjeu. Podobną informację przekazał inny kandydat, Siarhiej Czeraczań.

Niektórzy analitycy sugerują, że rozpuszczanie informacji, które mogłyby wskazywać na zagrożenie ze strony Moskwy może być celowym działaniem ze strony Łukaszenki. W ten sposób obecny prezydent może się przedstawiać jako jedyny gwarant bezpieczeństwa i stabilizacji w stosunkach z Kremlem.

Opracował:
Źródło: WPROST.pl / Gazeta Wyborcza / Dziennik Gazeta Prawna / Onet / TVN24
 0

Czytaj także