Słynne słowa Beaty Szydło powtórzone przez wiceszefa MSZ. „Cytując klasyka: Nam się to po prostu należy”

Słynne słowa Beaty Szydło powtórzone przez wiceszefa MSZ. „Cytując klasyka: Nam się to po prostu należy”

Marcin Przydacz
Marcin Przydacz / Źródło: Newspix.pl / Grzegorz Krzyzewski/Fotonews
Wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz zaskoczył na antenie TVN24 nawiązaniem do niezbyt chlubnych słów byłej premier z obozu PiS Beaty Szydło. – Cytując klasyka, nam się to po prostu należy – powiedział z uśmiechem, komentując brak przepływu środków z Unii do Polski w ramach wsparcia po pandemii.

Przypomnijmy, że do Polski wciąż nie wpłynęła żadna transza środków, które w ramach KPO miały być pozyskane z Unii na rozwój gospodarki po pandemii. Choć inne kraje już dostały zielone światło, Polska czeka na swoją kolej. Komisja Europejska wstrzymuje się z wypłatą z powodu konfliktu, który trawi polsko-unijne relacje. Chodzi m.in. o niedawny wyrok Trybunału Konstytucyjnego uderzający w niektóre przepisy Traktatu o UE i podważanie kompetencji TSUE. Nad Polską ciąży również niewykonana decyzja TSUE w sprawie zawieszenia Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, czy też kary za brak porozumienia w konflikcie o Turów z Czechami.

– Prowadzimy rozmowy z . Postawa KE nie jest jednak dla nas zrozumiała, bo Komisja przetrzymuje środki, choć do KPO nie ma zarzutów merytorycznych – komentował sprawę w Rozmowie Piaseckiego TVN24 wiceszef resortu spraw zagranicznych Marcin Przydacz.

– Cytując klasyka: te środki nam się po prostu należą – dodał z uśmiechem, nawiązując do słynnych słów byłej premier w rządzie PiS . Przypomnijmy, że słowa „te pieniądze im się po prostu należały” padły z ust Szydło w 2018 roku. Kontekst wypowiedzi nie przysporzył byłej premier pozytywnego rozgłosu. W taki sposób Szydło uzasadniała bowiem nagrody dla swoich ministrów i wiceministrów. Po ujawnieniu wysokich nagród dla swoich podwładnych, Szydło wykrzykiwała z sejmowej mównicy zdanie, które przeszło do politycznej historii jako niezbyt chlubne.

Gdzie są dzieci z Michałowa? Marcin Przydacz tłumaczy się z słów Jarosława Kaczyńskiego

Konrad Piasecki dopytywał również wiceszefa MSZ o to, gdzie są dzieci z Michałowa. Chodzi o grupę migrantów, która pojawiła się w Michałowie (niedaleko granicy z Białorusią), a następnie została odwieziona pod polsko-białoruską granicę. Straż Graniczna tłumaczyła wówczas, że dorosłe osoby, które były częścią grupy, nie chciały złożyć wniosków o ochronę międzynarodową w Polsce, co skutkowało odesłaniem ich na Białoruś.

Później wicepremier do spraw bezpieczeństwa i prezes J zapewniał, że dzieci i ich rodzice zostali przetransportowani w bezpieczne miejsce i nic im nie zagraża. Piasecki wskazał jednak, że z nagrań zamieszczonych w sieci wynika, że dzieci te dalej koczują w lasach na polsko-białoruskiej granicy. – Widocznie pan prezes Kaczyński ma jakieś dodatkowe informacje dotyczące stanu tych dzieci. Stąd takie słowa. To jest też teraz pytanie do strony białoruskiej, co robi z migrantami, których sprowadza tu z drugiego końca świata i celowo próbuje przeszmuglować przez granicę – odniósł się do sprawy Przydacz.

Czytaj też:
„Wiadomości” straszą „islamizacją”, pomyłka prowadzącego podczas zapowiedzi. „Aborcja, eutanazja...”

Źródło: TVN24
 4

Czytaj także