„Gra o tron”. Nazwała córkę na cześć Daenerys, po ostatnim odcinku jest w szoku: To nie było fajne

„Gra o tron”. Nazwała córkę na cześć Daenerys, po ostatnim odcinku jest w szoku: To nie było fajne

Kadr z 4. odcinka "Gry o tron"
Kadr z 4. odcinka "Gry o tron" / Źródło: HBO
Brytyjski portal Independent dotarł do matek, które nazwały swoje córki Khaleesi na cześć Daenerys Targaryen. Kobiety dzielą się swoimi przemyśleniami po obejrzeniu ostatniego odcinka serialu, który zaskoczył wielu fanów.

Uwaga. Tekst zawiera spoilery dotyczące 5. odcinka ósmego sezonu „Gry o tron”.

W ostatnim odcinku „Gry o tron” Daenerys Targaryen udowodniła, że jest prawdziwą córką swojego ojca – Szalonego Króla. Królowa za pomocą swojego smoka spaliła Królewską Przystań, wraz z niewinnymi mieszkańcami. I to wszystko pomimo tego, że miasto się poddało.

Jestem w szoku – powiedziała portalowi Independent Estrada, której sześcioletnia córka nazywa się Khalessi (kobieta pomyliła się w pisowni) – To było trochę rozczarowujące, władza przejęła nad nią kontrolę. To nie było fajne. – stwierdziła.

Z kolei Katherine Acosta, matka rocznej Khaleesi, twierdzi, że nadal popiera Daenerys. – Nawet po ostatnim odcinku, wciąż jej kibicuję. Nie sądzę, żeby zrobiła coś złego. Zrobiła to, co musiała zrobić – powiedziała kobieta – Nie wiem, dlaczego wszyscy są zaskoczeni. Robiła to już wcześniej. Jeśli ją zdradzisz, nie padniesz na kolana, spójrz co się stanie – dodała.

Imiona na cześć postaci z „Gry o tron”

Jak podał amerykański odpowiednik ZUS w Stanach Zjednoczonych w 2018 roku ponad 4500 dzieci zostało nazwanych na cześć postaci z Gry o tron. Dane wykazały, że 560 z nich zostało nazwanych Khaleesi, a 163 nazwano Daenerys. Co ciekawe, khaleesi to tytuł oznaczający żonę władcy fikcyjnego ludu Dothraków, a nie imię. Jednak nie przeszkodziło to matkom właśnie w ten sposób nazywać swoje córki.

Imiona na cześć Matki Smoków nadawano tez w innych krajach. W 2017 roku w Wielkiej Brytanii urodziło się 76 Khaleesi i 3 Daenerys. Także w Polsce w 2016 roku w lokalnej gazecie w Inowrocławiu pojawiła się informacja, że w Urzędzie Stanu Cywilnego została zarejestrowana Daenerys Wiśniewska.

Z kolei 2545 dziewczynki otrzymały imię Arya, dzięki czemu stało się ono 119. najpopularniejszym imieniem dla dziewczynek w USA w 2018 roku. Warto jednak pamiętać, ze akurat imię Arya nie zostało wymyślone przez George’a Martina, ale książki i serial z pewnością przesądziły o wzroście jego popularności.

Brak pełnego wyjaśnienia motywacji Nocnego Króla
To ostatni, ale i najpoważniejszy zarzut fanów. Tak naprawdę walka z Innymi była osią, wokół której kręciła się duża cześć fabuły serialu. To właśnie oni brali udział w scenie za murem, od której rozpoczęła się cała „Gra o tron”. Chociaż wiele osób może uważać, że Biali Wędrowcy byli niepotrzebnym dodatkiem, bez którego serial poradziłby sobie co najmniej równie dobrze, to praktycznie byli kreowani jako jeden z najważniejszych i najbardziej rozpoznawalnych elementów serii. Wygląda na to, że ich historia już się skończyła i przez kolejne odcinki będziemy oglądać „tylko” walkę o tron Westeros. Wielu fanów takie zakończenie wątku Innych bardzo rozczarowało, czego dają wyraz w mediach społecznościowych. Trudno się dziwić, kiedy historia, którą obserwowali i emocjonowali się tyle lat, kończy się błyskawicznie i - jak niektórzy mówią -  banalnie. A na wiele pytań dotyczących motywacji Nocnego Króla i jego misji nie poznaliśmy odpowiedzi. I bardzo możliwe, że w serialu już ich nie poznamy.

Skok Aryi i śmierć Nocnego Króla
Dochodzimy do kluczowego momentu tego odcinka. To, że to właśnie Arya zabiła Nocnego Króla, było zaskoczeniem. Nie jest to bardzo kontrowersyjna decyzja scenarzystów i wielu fanów przyjęło ją pozytywnie. Jednak już sposób śmierci antagonisty jest mocno krytykowany. Po pierwsze, Nocny Król daje się wciągnąć w przewidywalną zasadzkę. Od jego przeżycia lub nie zależy powodzenie całej misji, która trwa kilka tysięcy lat, a on nie zorientował się, że czekający Bran jest przynętą, lub zlekceważył to i sam ułatwił swoim przeciwnikom walkę, dając się na tę przynętę złapać. Nie jest to najmądrzejsze działanie, jak na istotę, która żyje wiele tysięcy lat i chciała podbić i zniszczyć cały kontynent. Do tego fani zwracają uwagę, że jego śmierć jest niespójna scenariuszowo. Przed chwilą antagonista przeżył spotkanie z najstraszliwsza bronią w Westeros – smoczym ogniem. A teraz ginie od jednego ciosu sztyletem. Ciosu zadanego co prawda przez wyszkoloną zabójczynię, ale jak ona się tam znalazła? W jaki sposób zdołała przedrzeć się przez całą armię Innych? I w jaki sposób była w stanie wyskoczyć tak wysoko? Nie da się ukryć, że takie zakończenie historii Nocnego Króla może budzić kontrowersje.

…i bezsensowna śmierć innych
Po co Theon rzucał się w samobójczym ataku na Nocnego Króla? Dlaczego Melisandre postanowiła odejść z tego świata? Czy gdyby Daenerys w porę uciekła na plecach smoka, Jorah musiałby zginąć? Oczywiście, można starać się w bardziej lub mniej logiczny sposób tłumaczyć te śmierci. Jednak nie sposób uniknąć wrażenia, że wydają się one bezsensowne.

Brak śmierci kluczowych postaci…
W trakcie bitwy zginęło kilku bohaterów. Jak jednak zwracają uwagę fani, są to drugo- albo i nawet trzecioplanowe postaci. Zadziwiające jest też to, że kilku bohaterów potrafiło bronić się tak długo, praktycznie w pojedynkę, przed ogromną armią nieumarłych, która chwilę wcześniej błyskawicznie zabiła tysiące innych żołnierzy.

Niejasna scena walki smoków w powietrzu
Dużo fanów miało problem ze sceną walki smoków w powietrzu. Scena jest bardzo ciemna i trudno odróżnić ścierające ze sobą smoki. Dodatkowo walka kończy się w bardzo niejasny sposób. Wiele osób do końca odcinka nie wiedziało, czy smok Jona, Rhaegal przeżył pojedynek z nieumarłym smokiem, czy też nie.

Scena Aryi w bibliotece
Niektórzy fani zwracają tez uwagę na specyficzną scenę, w której Arya ukrywa się przed kilkoma nieumarłymi w bibliotece, nie podejmując z nimi otwartej walki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że chwile wcześniej i chwilę później walczy z o wiele większą liczbą przeciwników w otwartym polu.

Bran i zasadzka w bożym gaju
Taktyką na zabicie Nocnego Króla miało być zwabienie go w zasadzkę, z wykorzystaniem jako przynęty Brana. I rzeczywiście w ostatecznym rozwiązaniu ta taktyka zadziałała. Tylko że mały oddział z Theonem Gryjoyejem na czele nie wydawał się być wystarczającym zabezpieczeniem gwarantującym pokonanie potężnego przeciwnika. Fani zauważają, ze w tym miejscu jako dodatkowe wsparcie przydałby się Duch – wilkor Jona Snowa, który został wysłany w samobójcza szarżę razem z konnicą. Fani zwracają tez uwagę na moment wysłania przez Brana kruków. Niejasnym pozostaje, co tak naprawdę Trójoka Wrona chciał ustalić i jak mogłoby to pomóc w walce z Nocnym Królem.

Błędy Nocnego Króla
Jednak Nocny Król tez popełniał błędy. Po pierwsze fani zastanawiają się, po co w ogóle osobiście angażował się w bitwę, narażając całą swoją misję na szwank, skoro jego nieumarła armia mogła zrobić wszystko za niego. A jeśli chciał mieć większą kontrolę nad polem bitwy, to dlaczego nie wysłał swoich oficerów, tylko od razu włączył się w walkę osobiście?

Taktyka obrońców
Wiele zarzutów pojawia się pod adresem taktyki, którą przyjęli obrońcy Winterfell. Czy raczej kompletnego jej braku, jak twierdzą bardziej złośliwi komentujący. Jako kardynalny błąd fani wskazują podjęcie bitwy w otwartym polu, zamiast schronienie się za umocnieniami i bronienie się w oparciu o piechotę, krótkie flankujące szarże jazdy i oczywiście wyprzedzające ataki smoków. Właśnie, smoki. Fani zauważają, że ich użycie często było nieprzemyślane i lekkomyślne. Dlaczego Daenerys i Jon atakowali bez spójnego planu i koordynacji? Wreszcie dlaczego, kiedy Daenerys znalazła się na ziemi, w otoczeniu nieumarłych, nie odleciała natychmiast, gdy tylko mogła, na swoim smoku? Zamiast tego matka wystawiła swoje dziecko na atak ze strony umarłych, których smok z trudem się pozbył, a sama naraziła się na zgubę, fundując bohaterską śmierć jednemu ze swoich najwierniejszych poddanych. To nie wszystko, na co zwracają uwagę fani. Wypuszczenie na początku bitwy dothrackiej jazdy w kompletną ciemność na pewną zgubę wraz z Jorahem Mormontem i Duchem, ustawienie w pierwszej linii zupełnie niechronionych trebuszy, poświecenie najlepszego wojska, czyli Nieskalanych, do zabezpieczenia odwrotu mniej użytecznych oddziałów… takich taktycznych błędów podczas bitwy popełniono wiele.

Ciemności w Winterfell
To jeden z najczęściej pojawiających się zarzutów w kierunku realizacji 3. odcinka serialu. Bitwa toczyła się w nocy, w trakcie śnieżycy, a jedynym źródłem światła był ogień. Dlatego cały odcinek jest bardzo ciemny. Ale, jak wskazują fani, nie powinien być tak ciemny, żeby utrudniało to oglądanie. Na ekranie często nie widać wyraźnie kto z kim walczy, na pierwszy rzut oka trudno odróżnić, którego bohatera właśnie widzimy. Taki efekt tworzy specyficzną atmosferę strachu i niepewności, ale też często wywołuje zwykłą irytację… Może to być wina złych ustawień telewizorów i ekranów, na których fani oglądali serial. Jednak trzeba przyznać, że w kinie nieraz mieliśmy do czynienia z nocnymi bitwami, w różnych warunkach pogodowych, w których nikt nie miał wątpliwości kto z kim walczy. Wystarczy przypomnieć bitwę o Helmowy Jar z Władcy Pierścieni, która często podawana jest jako wzór realizacji filmowej bitwy. Wydaje się bardzo wątpliwe, żeby bitwa o Winterfell zastąpiła ją pod tym względem.
Czytaj także:
Korwin-Mikke fanem „Gry o tron”? PiS na memie porównano do... Daenerys

Czytaj także

 1

Czytaj także