Sean Bean ma dość śmierci granych przez siebie postaci. Odrzuca takie role

Sean Bean ma dość śmierci granych przez siebie postaci. Odrzuca takie role

Sean Bean w roli Boromira
Sean Bean w roli Boromira / Źródło: New Line Productions
Filmowi i serialowi bohaterowie, w których wciela się Sean Bean bardzo często ponoszą śmierć na ekranie. Taki los spotkał przynajmniej 24 postacie grane przez brytyjskiego aktora. 60-letni Bean przyznaje, że zaczął odrzucać role, w których jego postać ma umrzeć.

W swojej ponad 35-letniej karierze aktorskiej Sean Bean zyskał reputację aktora, którego wszystkie role kończą się śmiercią. Takich przypadków było przynajmniej 24, a najsławniejsze to śmierć Boromira we „władcy Pierscieni”, Neda Starka w „Grze o Tron, czy jednego z przeciwników Jamesa Bonda w GoldenEye.

Teraz aktor przyznaje, że ma już dość ekranowych śmierci. W wywiadzie z RadioTimes Bean powiedział, że teraz pyta scenarzystów o śmierć swojej postaci przed przyjęciem roli. Podkreślił to również w rozmowie z „The Sun” – Odrzuciłem różne propozycje. Stwierdziłem: „Wszyscy wiedzą, że moja postać umrze, bo gram tę rolę! Musiałem to przeciąć i zacząć przeżywać, w innym przypadku wszystko stałoby się zbyt przewidywalne – stwierdził aktor.

Wykonałem jedną robotę, a twórcy powiedzieli: «Zamierzamy cię zabić» i pomyślałem: «O nie!», a potem zapytali: «Czy możemy cię poważnie zranić?» i pomyślałem: «OK, dopóki będę żył» – kontynuował swoją opowieść Bean. – Grałem wiele złych postaci, były świetne, ale nie były zbyt satysfakcjonujące – i zawsze umierałem – przyznał.

W wywiadzie z RadioTimes Sean Bean wyjawił też, którą ze swoich śmierci uważa za najlepszą. Nie ma wątpliwości, że to śmierć Boromira z Władcy Pierścieni. – Jego śmierć była bardzo heroiczna, triumfująca i przejmująca. Czuć było patos. Scena zwolniła, a w tle naprawdę głośno grała świetna muzyka. Wspaniale było próbować walczyć do końca – trwał wiecznie – powiedziała Bean – Byłem z tego bardzo zadowolony. To lepsze niż szybka śmierć – dodał.

Najnowsza rolą, w której zagra brytyjski aktor jest rola Douglasa Bennetta w serialu wojennym BBC 1 „World On Fire”. Pewne jest, że tym razem jego postać nie umrze. Bennett to owdowiały weteran pierwszej wojny światowej i żarliwy pacyfista, który swoje poglądy głosił w 1939 roku.

– Jest głęboko przekonany, że wojna nie jest rozwiązaniem problemów świata. Przede wszystkim dlatego, że jego życie było zabarwione doświadczeniami z przeszłości, okropnościami i rozlewem krwi w okopach. Za swoje poglądy jest ostracyzowany – wyjaśnia Bean.

Prywatnie aktor podkreśla, że rozumie punkt widzenia granej postaci, ale się z nim nie zgadza. – Douglas nie wie o horrorze II wojny świtowej i brutalności nazistów… myśli o pierwszej wojnie i o jej daremności. Nie można go za to winić. Jednak II wojna światowa była jedną z niewielu wojen, które były uzasadnione – dodaje.

Na zdanie brytyjskiego aktora mogło też wpłynąć to, że w 2017 roku został narratorem angielskiej wersji popularnego filmu IPNtv Niezwyciężeni („The Unconquered”), opowiadającego historię Polski od początku II wojny światowej do czasów współczesnych.

Czytaj także:
Córka Izabelli Scorupco i Mariusza Czerkawskiego ma już 22 lata. Przypomina mamę?

Opracował:
Źródło: The Sun / RadioTimes

Czytaj także

 1
  •  
    Ma chlop troche racji, ze sama jego obecnosc na ekranie mocno spoiluje scenariusz, niemniej powinien sobie zdawac sprawe, ze wlasnie za to go ludzie lubia i temu jest popularny-bo zawsze wiadomo ze szybko zginie :D
    Lepiej niech nic nie zmienia...