Co dalej z platformą, czyli Jeremy Irons jako ostatni dinozaur

Co dalej z platformą, czyli Jeremy Irons jako ostatni dinozaur

Netflix
Netflix / Źródło: Fotolia / Andrey Popov / KW

Co pan/pani sądzi o Netfliksie?” – to, obok „Jak pan/pani skomentuje sytuację kobiet w showbiznesie?”, standardowe pytanie, które od kilku lat z automatu dziennikarze zadają na każdej konferencji prasowej. Ale prawdą jest, że boom serwisów streamingowych zmienia kulturę na całym świecie, a tradycyjna branża za rewolucją nie nadąża. Teraz, gdy Globy zainaugurowały kolejny sezon rozdań nagród, a od Sundance zacznie się festiwalowy rok 2020, po raz kolejny powróci dylemat: jak traktować propozycje platform?

Pierwszą burzę wywołała impreza w Cannes. Trzy lata temu dyrektor artystyczny Thierry Frémaux zdecydował, że do konkursu nie będą miały wstępu produkcje pozbawione regularnej dystrybucji kinowej. Przepis wymierzony był bezpośrednio w Netflixa, którego dwa tytuły rywalizowały już wcześniej o Złotą Palmę. Wybuchła dyskusja: jeśli film jest ważny, jakie ma znaczenie, kto go sfinansował? W kolejnym roku internetowy gigant zaprezentował „Romę” Alfonso Cuaróna czy „Balladę o Busterze Scruggsie” braci Coen w Wenecji. W dodatku okazało się, że trafią one także do kin, tyle że w terminie zbliżonym do „internetowej” premiery. Podobnie do oficjalnych selekcji imprez zaczynają dostawać się seriale, a Berlinale poświęciło im osobną sekcję.

Okładka tygodnika WPROST: 3/2020
Artykuł jest zamknięty
Artykuł został opublikowany w 3/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0