Benedykt XVI przekazał tajne akta Franciszkowi. To miało nigdy nie wyjść na jaw

Benedykt XVI przekazał tajne akta Franciszkowi. To miało nigdy nie wyjść na jaw

Papież Benedykt XVI i papież Franciszek
Papież Benedykt XVI i papież Franciszek / Źródło: Newspix.pl / ABACA
Gdy w jednym czasie żyje dwóch papieży, powstaje interesujący dylemat związany z pojęciem papieskiej nieomylności. Jak mogą współistnieć Ratzinger i Bergoglio i obaj pozostawać nieomylnymi, obydwaj mieć rację... gdy prezentują odmienne zdanie w tak wielu kwestiach? – zastanawia się  Anthony McCarten, autor książki „Dwóch papieży” i scenarzysta filmu o tym samym tytule. Obraz otrzymał właśnie trzy nominacje do Oscara.

Książka „Dwóch papieży” opowiada historię Franciszka i Benedykta XVI, obydwu obdarzonych kolosalnym, niezbywalnym autorytetem. Losy tej niedobranej pary zbiegły się ze sobą, a jedna postać gruntownie wpłynęła na drugą. Prezentujemy fragmenty opowieści Anthony'ego McCartena.


Dwóch papieży po raz pierwszy spotkało się w swoich nowych rolach, kiedy papieski helikopter z Franciszkiem, który swój urząd piastował wówczas od dziesięciu dni, wylądował na terenie Castel Gandolfo, gdzie Benedykt przebywał od momentu przejścia na emeryturę.

Benedykt czekał na lądowisku, by powitać Franciszka jak papież papieża i pogratulować mu objęcia funkcji. Obaj duchowni mieli na sobie białe szaty i papieskie piuski. Uściskali się serdecznie, wymienili pocałunki i z uśmiechem spojrzeli sobie nawzajem w oczy w otoczeniu kamer, które miały zarejestrować tę chwilę. Dzielili teraz wspólny ciężar. Cóż za przedziwne braterstwo, które tworzą tak osobliwie powiązane losy; dokąd zaprowadzi ich przeznaczenie lub – jeśli kto woli – Boży plan? Na jakie nieznane wody przyjdzie im wypłynąć?

Upominek dla Benedykta

Tamtego dnia Franciszek przywiózł Benedyktowi upominek – ikonę Matki Boskiej – i wyjaśnił, że ten obraz znany jest jako Matka Boska Pokorna. „Pomyślałem o Waszej Świątobliwości – powiedział Franciszek. – Wasza Świątobliwość podczas swojego pontyfikatu dał nam wiele oznak pokory i łagodności”. Co odpowiedział Benedykt? Grazie. Grazie. A potem obaj oddalili się od kamer i weszli do budynku.

Kiedy weszli do kaplicy, by się pomodlić, Benedykt zaproponował Franciszkowi honorowe miejsce, czyli klęcznik przed ołtarzem. Franciszek zauważył, że Benedykt chce się oddalić na tyły kaplicy – udał się za nim i ukląkł przy starszym papieżu, mówiąc: „Jesteśmy braćmi, pomodlimy się razem”. Po czym obaj zajęli miejsce w tej samej ławce.

Następnie Benedykt złożył przysięgę posłuszeństwa nowemu papieżowi, a Franciszek podziękował swojemu poprzednikowi za posługę.

Później obaj papieże udali się do pałacu na obiad.

Podczas rozmowy w cztery oczy Franciszek zaskoczył Benedykta, mówiąc, że nie ma zamiaru uczynić ze wspaniałego pałacu swojej letniej rezydencji. Wręcz przeciwnie, wymyślił już, że po raz pierwszy w 420-letniej historii tego miejsca otworzy pałac dla zwiedzających. Tym samym zakończyłby trwającą od kilku wieków tradycję. Być może wspomniał też, że nie ma zamiaru korzystać z oświetlonych żyrandolami apartamentów papieskich w Watykanie, ponieważ wolał zostać w nieco zatłoczonym Domu Świętej Marty, gdzie królowało światło jarzeniówek. To właśnie tam mieszkał od czasu konklawe. (Obu tych obietnic dotrzymał). Być może użył nawet tych samych słów, którymi później zwrócił się do pewnego dziennikarza: „Nie potrafię żyć sam, w otoczeniu niewielkiego grona ludzi. Potrzebuję żyć wśród innych, spotykać się z nimi, poznawać ich”.

Tajne akta

Na początku Watykan twierdził, że to, co zaszło między dwoma papieżami, na zawsze pozostanie tajemnicą, ale w 2016 roku, podczas wywiadu, arcybiskup Georg Gänswein, który obecnie pełni funkcję sekretarza obu papieży, ujawnił, że tamtego dnia „Benedykt przekazał Franciszkowi jakieś tajne akta”. Z początku błędnie przypuszczano, że dokumenty dotyczyły reform w kurii. W rzeczywistości był to raport na temat skandalu Vatileaks sporządzony na zlecenie Benedykta.

Emerytura Benedykta w klauzurze Mater Ecclesiae wydaje nam się wyrokiem więzienia – sam emerytowany papież również może odnosić podobne wrażenie. Choć z początku liczył na powrót do rodzinnej Bawarii, by doczekać końca swych dni w towarzystwie brata, nadzieje te szybko obróciły się wniwecz, kiedy okazało się, że tam nie będzie się dało zapewnić mu odpowiedniej ochrony: na pewno rozmawiałby z różnymi ludźmi, a treści takich konwersacji nie dałoby się kontrolować. Mógłby dać się wciągnąć w rozmowę, podczas której powie coś, co zaprzecza naukom Franciszka. Nie. Nie można było pozwolić na to, by jakikolwiek papież pozostawał na wolności. I tak bramy ogrodu za murami zamknęły się za Benedyktem, ukrywając go przed ciekawskimi oczyma.

W tej chwili obaj papieże spotykają się w święta, a konkretnie w Wielkanoc i Boże Narodzenie, oraz w dni mające dla nich osobiste znaczenie, takie jak na przykład urodziny. Często zaprasza się prasę z całego świata, by zarejestrowała serdeczne powitanie obu duchownych, zanim wejdą do budynku. Zdarza się, że po takich spotkaniach biuro prasowe Stolicy Apostolskiej podaje jeszcze garść informacji: kiedy Franciszek skończył osiemdziesiąt lat 17 grudnia 2016 roku, wśród siedemdziesięciu tysięcy mejli z życzeniami, licznych telefonów i telegramów od światowych przywódców oraz czołowych przedstawicieli różnych religii znalazła się „serdeczna” wiadomość, napisana odręcznie i dołączona do trzech niewielkich upominków. Benedykt zadzwonił również wtedy do Franciszka z życzeniami. Wszystko to zostało przyjęte przez obecnego pontyfika z ogromną wdzięcznością i uznaniem.

Kiedy zaś Benedykt obchodził dziewięćdziesiąte urodziny 16 kwietnia 2017 roku, spędził ten dzień w klasztorze w towarzystwie dziewięćdziesięciotrzyletniego brata Georga. Wypił małe piwo, zjadł kilka precelków i obejrzał w telewizji wiadomości po niemiecku. Cztery dni wcześniej odwiedził go Franciszek, by złożyć mu życzenia.


––

Benedykt wciąż jeździ latem do Castel Gandolfo. Zakonnice stawiają obok stawu z karasiami pudełko z suchym chlebem, by mógł karmić ryby. Podobno to uwielbia.

Poranna msza

W lutym 2018 roku Benedykt wystosował publiczne oświadczenie, co niezbyt często mu się zdarza. Powiedział w nim, że słabo się czuje, ale jest pogodzony z perspektywą nadciągającej śmierci. Arcybiskup Gänswein potwierdził jego słowa. W niedawnym wywiadzie dla włoskiej gazety „Il Messaggero” Gänswein wyjawił, że Benedykt czasami mówi o śmierci. Opisuje swoją podróż jako „pielgrzymkę do domu”, lecz nie przybiera to rozmiarów obsesji. „Mogę powiedzieć”, dodał Gänswein, „że jest człowiekiem pogodnym. Cieszy się spokojem ducha, a w sercu nosi szczęście”.

W tej chwili Benedykt nie widzi na jedno oko i ma trudności z chodzeniem, ale poza tym pozostaje w dobrym zdrowiu. „Oczywiście jest już w podeszłym wieku”, wyjaśnia Gänswein. „Trudno mu jest chodzić, więc korzysta z chodzika. Nie może już tak ciężko jak kiedyś pracować nad teologicznymi tekstami, ale wciąż pisze, i to sporo. Dostaje mnóstwo korespondencji z całego świata. Przychodzą do niego książki, eseje i listy, a on na każdy odpowiada”.

Odpowiada? Jako kto? W jakim charakterze występuje? Czyżby w roli papieża? Przekazuje swoje nieomylne sądy? Czy tak wygląda obiecana silenzio incarnato? Zdaniem Gänsweina Ratzinger jest w stanie utrzymać formę częściowo dzięki temu, że jego życiem rządzi pewna regularność – emerytowany papież rozpoczyna każdy dzień od odprawienia porannej mszy. Zawsze tak robił. W każdą niedzielę wygłasza podczas mszy kazanie dla niewielkiej grupy członków swojego najbliższego otoczenia. Czasami w nabożeństwie biorą udział zaledwie cztery osoby: Gänswein oraz kilka kobiet ze stowarzyszenia Memores Domini, zrzeszającego świeckie kobiety konsekrowane, związane z ruchem Komunia i Wyzwolenie. Dawny przywódca największej religii świata teraz kieruje swoje słowa do czterech przyjaznych twarzy. Nie żałuje jednak tej zmiany. Wręcz przeciwnie, podoba mu się.

W tym czasie papież Franciszek również każdego dnia wygłasza krótkie kazanie podczas porannej mszy w Domu Świętej Marty w Watykanie, gdzie mieszka. Teksty tych homilii są publikowane, ponieważ powstały z boskiej inspiracji. Na takich mszach zbiera się ogromna rzesza wiernych, ale papież konsekwentnie trzyma się krótkiej formy kazania. Zarządził nawet, że homilia nie może trwać dłużej niż dziesięć minut. Należy przejść do rzeczy, mówić krótko i węzłowato, a następnie zejść z ambony i pozwolić ludziom, którzy przecież na co dzień mają mnóstwo własnych problemów, wrócić do swoich spraw, licząc na to, że jakiś głód w ich duszy udało się zaspokoić.

*Fragmenty książki autorstwa McCarten Anthony „Dwóch papieży” (wyd. Marginesy). Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Źródło: Wprost

Czytaj także

 1