Raj zamienił się w piekło

Raj zamienił się w piekło

Dubaj
Dubaj / Źródło: Fotolia / marekkijevsky
Zarabiały niewyobrażalne sumy, ale nie zawsze zdawały sobie sprawę z zasad tej gry. Były przypadki przemocy, załamania nerwowe, próby samobójcze, mocne perwersje –  o bohaterkach reżyserowanego przez siebie filmu „Dziewczyny z Dubaju” mówi Maria Sadowska.

„Dziewczyny z Dubaju” to nowy film, który wkrótce będziesz reżyserowała.

„Dziewczyny z Dubaju” to nowy film, który wkrótce będziesz reżyserowała.Gdy dowiedziałam się, że producenci Emil Stępień i Doda szukają reżysera, klasnęłam w dłonie z radości. Przeczytałam scenariusz, którego pomysłodawcą i współautorem jest Mitja Okorn, i byłam pewna, że to historia, którą chciałabym opowiedzieć.

Dlaczego?

Fascynuje mnie niejednoznaczność moralnych wyborów, których dokonywały te dziewczyny.

Scenariusz powstał na podstawie książki Piotra Krysiaka, który obnażył kulisy wyjazdów młodych Polek w charakterze luksusowych kobiet do towarzystwa arabskich szejków.

Autor ostro skrytykował dziewczyny. Mam inną ocenę tych zdarzeń. Nie chcę patrzeć na nie z góry. Próbuję zrozumieć ich motywacje.

O czym będzie więc film?

Będzie z pewnością o seksie i ciemnej stronie ludzkiej natury. O tym, jak ulegamy pokusom. Jak to wpływa na nas i nasze relacje ze światem. Ale też, jak to w moich filmach, nie zabraknie tu poczucia humoru i wartkiej akcji. Zabierzemy widza w egzotyczną podróż z małego, szarego miasteczka do świata przepychu i luksusu. To historia jednej dziewczyny, oparta na podstawie wielu opowieści kobiet, które uczestniczyły w tego typu wyjazdach. Główna bohaterka pochodzi z małego miasta, jest przestraszona, niepewna własnej wartości. Na skutek różnych zdarzeń zostaje luksusową pa-nią do towarzystwa. Otwiera się przed nią świat, o jakim nawet nie marzyła. Zawsze lubiła seks, więc uznaje tę przygodę za pewien rodzaj emancypacji i szansy na lepsze życie. Z czasem przejmuje kontrolę nad biznesem. Postanawia udowodnić sobie i innym, że Polki też potrafią odnaleźć się „na salonach”. Z niepewnej siebie dziewczyny zamienia się w przedsiębiorczą kobietę.

Która była stręczycielką.

Owszem. Bohaterka zakłada świetnie prosperujący, aczkolwiek bardzo niemoralny biznes. Jej klientami są nie tylko arabscy szejkowie, lecz także szanowani i podziwiani ludzie ze świata sportu, polityki i biznesu. Sprytna dziewczyna sprawia, że Polki są uwielbiane, podziwiane, pożądane. Bo bogaczom z Bliskiego Wschodu nie chodziło tylko o seks, lecz także o ciekawe towarzystwo. Piętnaście lat temu portale społecznościowe dopiero zaczynały działać, więc zwerbowanie dziesiątek kobiet, które spełniałyby kryteria szejków, było logi-stycznym wyzwaniem. Wszystkie dziewczyny wiedziały, na co się piszą. Wiele z nich traktowało tę możliwość jako pewien rodzaj wyzwolenia. To nie były tylko prostytutki, ale też znane modelki, piosenkarki, hostessy, stewardesy. Książę Santo był pięknym, cudownie zbudowanym, szarmanckim i uroczym mężczyzną. Ale jak to mówią „Miłe złego początki”....

Chcesz powiedzieć, że w prostytucji nie ma nic złego?

Wręcz przeciwnie. Raj okazał się mieć także bardzo ciemne strony, a w przypadku niektórych kobiet był piekłem. Same dziewczyny też były różne – niektóre cyniczne, nastawione wyłącznie na pieniądze, niektóre po prostu szukały przygód.

Jechały tam z własnej woli?

Wręcz same prosiły się o wyjazdy. Zarabiały niewyobrażalne pieniądze. Pokusa była ogromna. Ale nie zawsze zdawały sobie sprawę z zasad tej gry. Śmiało można rzec, że to był wielki, współczesny harem. Kobiety były uwięzione w złotej klatce, często nie mogły samodzielnie opuszczać terenu hotelu czy posesji. Siedziały w pokojach i czekały na telefon z zaproszeniem do zabawy. Wbrew stereotypom narkotyki na imprezach były surowo zakazane, za to alkohol był dostępny w dowolnych ilościach. Były przypadki przemocy, załamania nerwowe, ucieczka w uzależnienie od alkoholu, próby samobójcze, mocne perwersje.

Jak teraz żyją „dziewczyny z Dubaju”?

Trudno to ocenić, bo część z nich żyje w cieniu. Niestety, są też takie, które są osobami publicznymi. Obnoszą się ze swoim luksusem i sukcesem, co jest niezdrową hipokryzją. Jedna ma męża miliardera i mieszka w Nowym Jorku – prawdziwa pretty woman. Ale większość nie wyszła z tego obronną ręką. Do dziś tkwią w prostytucji, choć zaczynało się to jak z pozoru niewinna, fascynująca zabawa. Jej konsekwencje przychodzą jednak z czasem, kiedy każdego dnia boisz się, że twój świat runie, bo ktoś odkryje prawdę. Moim zda-niem najgorszą karą był lincz moralny, jaki dziennikarze i opinia publiczna zgotowali tym dziewczynom tutaj, w Polsce. W naszej kulturze w sprawach seksu każdy chce być sędzią moralności. Od czasów próby ukamienowania Marii Magdaleny niewiele się zmieniło.

A wydawałoby się, że gorset obyczajów się rozluźnia.

Wprawdzie ta historia działa się nie tak dawno, ale pamiętajmy, że wtedy mentalność była inna. Pokutowało przekonanie, że kobieta musi mieć mężczyznę u boku, bo inaczej niewiele znaczy. Patriarchalny system sprowadzał faceta do roli tego, który trzyma portfel, a kobietę do roli ozdoby. Ten sposób myślenia powoli się zmienia. Ogromną rolę odegrał ruch #MeToo. Rośnie świadomość kobiet, poczucie, że mogą być tym, kim chcą, mają siłę i mogą decydować o sobie. Nie bądźmy hipokryta-mi – są dziewczyny, które wciąż świadczą usługi bogatym obcokrajowcom. Ale nie potrzebują już do tego pośredniczek, wystarczy Instagram. Fotografują się w drogich ciuchach, w bardzo dobrych hotelach, nie przyznając się otwarcie, skąd mają na to pieniądze. Tworzą fałszywy obraz, za którym podąża wiele młodych ludzi. Jest to niebezpieczne. Niestety, dopóki jest podaż, jest też popyt. W takim systemie żyjemy.

Czyli jakim?

Zamiast się szanować – wykorzystujemy się nawzajem. Działa to w obie strony. Mężczyźni z pewnością też nie czują się dobrze, jeśli są sprowadzeni do roli „portfela”. Z kolei my od dziecka uczymy się, że mamy być uległe. Że można nas obrażać, macać, gwałcić i wykorzystywać. Faceci żyją w przekonaniu, że wolno im wszystko. A nawet że muszą być agresywni, by udowodnić swoją męskość. Ta bezkarność i przyzwolenie budzą w nich najgorsze instynkty. W szkole moich dzieci słyszałam, jak uczniowie wołali do siebie: „Majtki w dół, pieniądze na stół”. Znam ten wierszyk z dzieciństwa, ale dopiero teraz dotarło do mnie, o czym on jest! Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu społecznego, który podtrzymuje stereotypy płci. Kobietom każe milczeć, mężczyzn uczy wyłączać mózg i poddawać się samczym instynktom. Ruch #MeToo zrobił pęknięcie w tym opresyjnym systemie. Ale to dopiero początek. Wciąż słowo jednej kobiety przeciw słowu mężczyzny nic nie znaczy. Dlatego tak ważna jest solidarność. W sprawie Harveya Weinsteina potrzeba było zeznań aż 40 kobiet, żeby świat zaczął słuchać ich głosów.

A i tak mówiło się, że część z nich to pomówienia.

Nigdy nie można być pewnym, czy ktoś nie chce zyskać na cudzej krzywdzie. To stwarza pole do manipulacji. Ale trzeba ponieść to ryzyko, bo w efekcie ruch #MeToo przyniósł o wiele więcej dobra niż zła. Statystycznie rzecz biorąc, być może raz na kilkadziesiąt przypadków niesłusznie ucierpi reputacja jednego faceta. Ale za to setki skrzywdzonych kobiet odzyskają głos. I godność.

W Polsce o #MeToo nie słychać tak głośno, jak w Ameryce.

Być może potrzebujemy więcej czasu. Idzie to opornie, bo u nas patriarchat wciąż trzyma się mocno. Ale to też się zmienia, kobiety przerywają milczenie, wytaczają procesy. Mobbing, seksistowskie zaczepki dotknęły każdej z nas. Znam kilka kobiet, które są ofiarami gwałtu, ale dopiero po #MeToo rozwiązały się język

Temat dotknął cię osobiście. W stosunku do twojego ojca padły oskarżenia o molestowanie.

Nie jestem jeszcze gotowa na rozmowę o tej sprawie. Cokolwiek teraz powiem, może zostać obrócone przeciwko mnie i mojej rodzinie.

Ty także byłaś ofiarą molestowania?

W pewnym sensie. 20 lat temu był facet, który nie umiał trzymać rąk przy sobie. Wtedy był to taki czas, że nie zwracało się na to uwagi. Dziś mam o wiele większą tego świadomość, że powinnam była zaprotestować. Całe życie spotykam się z pewnym rodzajem protekcjonalizmu. Na przykład w szkole filmowej, którą ogólnie wspominam cudownie, nieraz dawano mi do zrozumienia, że korytarz dla blond aktorek w krótkiej mini jest w drugim budynku. A tu się uprawia poważną reżyserię. Niby było to mówione żartem, ale jednak. Na początku próbowałam się zakamuflować, ubierałam się nieatrakcyjnie, nosiłam okulary, choć nie mam wady wzroku, żeby zbudować wizerunek intelektualistki. Ale narastał we mnie bunt. Nie chciałam się ugiąć i pozbyć swojej kobiecości tylko dlatego, że w oczach niektórych ujmował mojej inteligencji. Zostało mi to do dziś. Przeszkadza mi, gdy idę na spotkanie biznesowe z mężczyzną, a on w pierwszych słowach chwali, jak ładnie wyglądam.

Nie przesadzasz? Może mężczyźni po prostu chcą być mili?

Lubię komplementy, jak każdy. Pewnie wielu mężczyzn nie ma nic złego na myśli, ale w sprawach zawodowych komentarze na temat atrakcyjności sprowadzają mnie do roli ozdoby. Czuję się uprzedmiotowiona, co obniża moją pozycję negocjacyjną. W środowisku filmowym wciąż musimy przebijać szklany sufit. Jak wynika z raportu o pozycji kobiet w polskiej kinematografii autorstwa dr Moniki Talarczyk-Gubały, w ciągu dekady jedynie 12 proc. polskich filmów fabularnych wyreżyserowały kobie-ty. Lepiej jest w dokumencie, bo 30 proc. filmów powstało z ich udziałem. Do tego dochodzi różnica płac wśród aktorów i aktorek, która sięga nawet 40 proc. Kobiety w świecie kina wciąż nie są traktowane jak wykwalifikowane specjalistki. Chodzi o pieniądze. Producenci nie ufają nam przy produkcjach wysokobudżetowych.

Ty masz na koncie takie produkcje.

Akurat ja łamię ten stereotyp. Trafiłam na świetnych producentów, którzy nie boją się przedsiębiorczych kobiet, być może dlatego, że mieli takie obok siebie. Zarówno Piotr Starak, jak i Emil Stępień oraz Doda mi zaufali. Ale to nie jest norma. Kobiety dostają znacznie mniej propozycji zawodowych. Bardzo wiele seriali telewizyjnych, również tych, które opowiadają o kobietach, jest reżyserowanych wyłącznie przez mężczyzn. Wciąż mamy do czynienia z narracją z męskiego punktu widzenia. Dość powiedzieć, że w tym roku PISF nie dofinansował żadnego filmu kobiet. Kiedyś mogłyśmy liczyć na wsparcie tej instytucji. Oba moje filmy „Sztuka kochania” i „Dzień kobiet” bez problemu zdobyły dofinansowanie. Ale kiedy w tym roku ubiegałam się o pieniądze na film dla dzieci, którego główną bohaterką jest dziewczynka marząca o tym, żeby zostać superbohaterką, usłyszałam, że to Himalaje ideologizmu.

Jak się z tym czujesz?

Rodzi się we mnie bunt. Jedynym wyjściem, aby walczyć ze stereotypami, jest solidarność. Zrozumiałam to na spotkaniu Kobiet Filmu, gdy okazało się, że wszystkie mamy podobne doświadczenia. Kobiety pracują inaczej niż mężczyźni, co nie znaczy, że gorzej. U faceta cechy takie jak stanowczość, kalkulacja, dominacja są uznane za zalety. Gdy kobieta używa tych samych narzędzi, jest postrzegana jako wyrachowana suka. Dlatego uważam, że nie ma sensu naśladować męskiego stylu działania. Nie odgrywam na planie wszystkowiedzącej bohaterki – zadaję pytania, słucham rad, pozwalam sobie na wątpliwości. Wielu mężczyzn uznaje, że wahanie świadczy o słabości. Ja uważam, że to poszukiwanie drogi do rozwiązania problemów.

Partnerstwo to mrzonki?

Właśnie partnerstwo jest jedynym kluczem do zrozumienia i sukcesów. Od początku debaty o współczesnych rolach kobiet i mężczyzn chodzi przecież o równość, a nie o dominację którejkolwiek z płci. Jest opór przed wprowadzaniem parytetów, ale naukowcy już dawno udowodnili, że tam, gdzie kobiety i mężczyźni kooperują na równych prawach, osiągamy najlepsze rezultaty. Partnerstwo sprawdza się również w związkach. Ale to wymaga od mężczyzny prawdziwej odwagi. Gdyby nie mój partner, nie zrobiłabym tego wszystkiego, co udało mi się osiągnąć przez ostatnie lata. To ja jestem wojowniczką, uwielbiam boksować się ze światem i polować na bizony. Taką mam naturę. On wspaniale opiekuje się naszymi dziećmi, ma więcej cierpliwości, jest bardziej uważny. Te cechy przypisuje się automatycznie matce, co jest przecież niesprawiedliwe względem ojców. Teraz ja poświęciłam się domowi, bo mąż zaczyna trasę koncertową z zespołem NO LOGO, z którym wydał płytę „Wilki kochają kwiaty”. Zamieniamy się płynnie rolami i nie cierpi na tym ani męskość, ani kobiecość, ani nasza wzajemna atrakcyjność.

Okładka tygodnika WPROST: 4/2020
Artykuł został opublikowany w 4/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także