Kosmos nie wierzy łzom

Kosmos nie wierzy łzom

Widok Ziemi z Księżyca
Widok Ziemi z Księżyca / Źródło: Shutterstock / Dima Zel
Filmowcy zawsze z uwagą patrzyli w kosmos. Dzisiaj jednak zamiast nowych szans dla ludzkości znajdują tam odbicie ziemskich problemów: cynicznej polityki, nierówności, społeczeństwa oczekującego nieustannego spektaklu.

Mamo, umrzesz przede mną? – pyta ośmioletnia córka matkę. W „Proximie” Alice Winocour portretuje astronautkę. Uważnie śledzi jej przygotowania do lotu w kosmos. Pokazuje szklany sufi t, który bohaterka musi przebić, obserwuje próby wysiłkowe, symulacje lotów i wypadków. Ale przede wszystkim oddaje prywatny dylemat młodej kobiety, która na co dzień żyje ze świadomością niebezpieczeństwa swojego zawodu. A nawet jeśli nic złego się nie stanie, wie, że w czasie misji na rok zniknie z życia własnego dziecka.

– Filmowcy kochają pokazywać ludzi w kosmosie. A przecież to na Ziemi, w czasie nieustannych treningów, jest naprawdę trudno – mówi mi reżyserka. Francuzka poświęciła dwa lata, aby zbadać rzeczywistość pracowników Europejskiej Agencji Kosmicznej. Rozmawiała z astrofizykami, kontrolerami lotów, kosmonautami. Zrobiła film oschły i realistyczny. Ale ta pozorna nieatrakcyjność „Proximy” dobrze oddaje atmosferę współczesnych produkcji o kosmosie. Gwiezdnych kowbojów zastąpili w nich ludzie złamani i obolali, którzy nie patrzą w niebo z nadzieją. Raczej próbują uciec od ziemskiej rzeczywistości, na której tyle razy już się zawiedli. I to niezależnie od tego, czy fabuły rozgrywają się w latach 60. i 70., jak w „Pierwszym człowieku” i nowym serialu platformy Apple TV+ „For All Mankind”, współcześnie – jak w „Grawitacji” i „Proxima” – czy w odległej przyszłości z „Ad Astra”.

Galaktyka emocji

„Tu nie ma miejsca na uczucia” – poucza pracownicę NASA dyrektor Wernher von Braun w „For All Mankind”. W „Pierwszym człowieku” Damiena Chazelle’a, historii programu księżycowego od 1961 r. aż do wielkiego finału, jedno z najważniejszych pytań w czasie rozmowy rekrutacyjnej Neila Armstronga brzmi: „Czy odejście pana córki wpłynie na pańskie zachowanie?”.

Agencja kosmiczna staje się dla artystów pars pro toto amerykańskiego społeczeństwa. To ono narzuca bohaterom wzór silnego, opanowanego mężczyzny, który nie powinienem „babrać się” w swoich emocjach. „Nigdy nie rozmawiał ze mną o śmierci Karen” – uzmysławia sobie żona Armstronga, patrząc, jak w trudnych chwilach mąż w milczeniu wychodzi do ogrodu i obserwuje gwiazdy. Przed lotem w nieznane mężczyzna nie umie nawet przytulić swoich dzieci, wygłasza do nich zdania żywcem wzięte z oświadczenia dla mediów. A w „For All Mankind” jego kolega po fachu usłyszy od partnerki: „Nawalony zrobiłeś dla dziennikarza coś czego nie byłeś w stanie zrobić dla rodziny i bliskich: powiedziałeś, co naprawdę czujesz. Cierpiałam przez te wszystkie lata, a wystarczyło nauczyć się pić”.

Kosmos jest dla bohaterów azylem od kultury, która nie dała im narzędzi do zrozumienia siebie. Armstrong u Chazelle’a leci do gwiazd, aby stawić czoła własnej żałobie. Pilotka z „Grawitacji” Alfonso Cuaróna dopiero w galaktyce uwierzy w życie po stracie córki. W „Ad Astra” Jamesa Graya podróż w przestworza pozwoli granemu przez Brada Pitta facetowi odkryć, jak odbiło się na nim wychowanie bez ojca. I także dla tej terapii oni wszyscy decydują się zapłacić tak wysoką cenę za swój zawód.

– Czasem myślałam, że są masochistami – śmieje się Eva Green, która zagrała główną rolę w „Proximie”. – Thomas Pesquet powiedział mi wprost: w tej branży bez bólu nic się nie osiągnie.

I rzeczywiście, jej bohaterka, zanim wsiądzie do rakiety, opowiada: „W kosmosie nie będę nic ważyć. Przestanę się pocić. Moje łzy nie będą płynąć. Urosnę od 5 do 10 centymetrów. Komórki ciała postarzeją się o 40 lat w ciągu pół roku. Uszkodzeniu ulegnie moja siatkówka”. A inny kosmonauta zwraca jej uwagę: „Przygotowujemy się do startu, ale nie on jest najtrudniejszy, tylko powrót. Kiedy odkrywa się, że ludzie przywykli do życia bez ciebie”.

Gwiezdne wojny

Takie są prywatne cele i koszty kosmonautów. Ale filmowcy pokazują też motywacje rządów, które decydują się rozwijać programy kosmiczne. Ich cyniczną, polityczną grę.

„Wspomnijmy niedawną śmierć Charliego Bassetta i Elliota See: czy ten program jest wart takich strat? Zarówno pieniędzy, jak i ludzkiego życia?” – pyta dziennikarka na konferencji NASA w „Pierwszym człowieku”. Misja Apollo pożera gigantyczny budżet w czasach, gdy Ameryka żyje wojną w Wietnamie, codziennością rządzi rasizm, powiększają się nierówności ekonomiczne. „Nie mam jak zapłacić za leczenie żony, ale biały poleci w kosmos” – krzyczy w filmie demonstrujący Afroamerykanin. Widząc skalę protestów, prezydent tylko wywiera większą presję na agencję. Czeka na spektakularny sukces, który oszołomi opinię publiczną.

Z opowieści Chazelle’a wynika jasno: nic poza amerykańskim imperializmem epoki zimnej wojny nie stało za wysłaniem człowieka na Księżyc. Pierwsze zdanie, jakie pada w centrum kontroli lotów po sukcesie, to: „Dzwońcie do Cronkite’a. Niech powie Sowietom, że mogą się pieprzyć”. A wizję tę potwierdzają badacze. – Tworząc program Apollo prezydent Kennedy uzasadniał, że na świecie toczy się walka między wolnością i tyranią – mówił prof. Paweł Moskalik z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika. – Polityk podkreślał, że jej wynik miał zależeć także od rywalizacji w kosmosie: że jeśli tam Ameryka przegra, może ponieść porażkę również na Ziemi. Gdy Neil Armstrong i Buzz Aldrin wylądowali na Księżycu, osiągnięto cel propagandowy. Trudno wskazać pragmatyczne powody decyzji o locie.

Właśnie dlatego „For All Mankind” jest tak ciekawy. Akcja serialu zaczyna się w 1969 r. To alternatywna wersja historii, w której pierwszy krok na Księżycu zamiast Armstronga stawia sowiecki kosmonauta „w imię leninowsko-marksistowskiego stylu życia”. Twórcy serialu zręcznie mieszają prawdę z fikcją. I tak po lądowaniu Rosjanina na Księżycu Richard Nixon wpada we wściekłość, że „NASA prowadziła przez cały mecz, a tuż przed bramką skusiła”. Reprezentant Białego Domu nieustannie towarzyszy szefostwu NASA w zebraniach. Także on, zgodnie z wolą prezydenta, wymusza, że do nowo otwartego programu dołączy żona jednego z astronautów – atrakcyjna blondynka. Bo „media pokochają naszą kosmiczną parę”.

Z filmów o kosmosie wyłania się obraz społeczeństwa oczekującego nieustannego spektaklu. Łatwego w manipulowaniu, rządzącego się emocjami. I twórcy nie wierzą, że to się zmieni. W futurystycznym „Ad Astra” agencja kosmiczna zataja prawdę o astronaucie, który porywa statek i ucieka w przestrzeń galaktyki. Oficjalnie „uśmierca go” i nazywa bohaterem. Bo przecież to łatwiejsze niż przyznanie się do braku kontroli nad własnym człowiekiem.

Powolna ewolucja

Jednak są elementy rzeczywistości, które ewoluują w dobrą stronę. I te przemiany, często powolne i trudne, również pokazują reżyserzy. Stałym tematem ich opowieści o „podboju kosmosu” jest walka o równouprawnienie na Ziemi – kobiet, mniejszości rasowych, środowiska LGBT.

W obu produkcjach, których akcja rozgrywa się na przełomie lat 60. i 70. – „Pierwszym człowieku” i”For All Mankind” – pojawia się ten sam obraz: gospodynie domowe, które w czasie lotów mężów nasłuchują wewnętrznej komunikacji pilotów z centrum kontroli. Gdy dochodzi do wypadku, dowódcy odcinają ich transmisję. Kobiety trwają w ciszy, niepewne, czy już zostały wdowami.

Nikogo nie dziwi tu pęknięcie rzeczywistości. Podział na „kobiecy” świat kuchni, sypialni i salonu oraz męskie realia agencji. Kontrolerzy mogą do siebie krzyczeć: „Panowie, skupmy się”. W serialu „For All Mankind” jednak kobieta aplikuje o tę pracę. „Muszę wiedzieć, czy jak ją dostaniesz, nie uciekniesz mi rodzić dzieci” – pyta rekruter, a kiedy kandydatka zapewni, że nie ma takich planów, usłyszy: „OK, nie każda kobieta nadaje się na matkę”. Niezależnie od odpowiedzi, bohaterka wypada źle. Wciąż CIA bada tu prywatne życie pracowników NASA, by upewnić się, czy nie ma wśród nich „komunistów”. W tej definicji mieszczą się w czasach Nixona geje i lesbijki.

Z każdym rokiem jednak widok się polepsza. Wpływ na rzeczywistość ma choćby lot w przestworza Rosjanki. „Zdjęcie Anastazji Belikowej z radosnym uśmiechem, zrobione na powierzchni Księżyca, stało się ikonicznym obrazem powielanym na okładkach gazet na całym świecie. Jest ona porównywana do Rózi Nitowaczki, typowo amerykańskiej bohaterki symbolizującej kobiecą siłę w latach 40”. – mówi dziennikarka programu informacyjnego, a NASA szuka astronautek. Choć jeszcze długo nie będą traktowane przez kolegów poważnie.

„Proxima” rozgrywa się współcześnie, gdy nikogo nie powinny dziwić kobiety w skafandrach. Alice Winocour pokazuje jednak, że mit o kosmosie pozostaje męski i patriarchalny. „Jest Francuzką, co nam się przyda w galaktyce, bo Francuzki dobrze gotują” – przedstawia astronautkę kapitan misji. Na każdym kroku bohaterka musi udowadniać, że „mimo płci” posiada kompetencje. Wymaga się od niej więcej. A do tego dochodzi wiele innych problemów. Często pozornie błahych. – Przed lotem w kosmos astronautki muszą zadecydować, czy chcą mieć w czasie tej wyprawy okres, czy „problemem” ma się zająć lekarz – opowiada Winocour. – Jeśli zachowają miesiączkę, produkty higieniczne trafiają do osobistego ekwipunku i pilotki mogą zabrać mniej rzeczy osobistych. Skafandry projektowano z myślą o mężczyznach, więc są szersze w barach, a węższe w biodrach, i przez to dla kobiet niewygodne. Tę listę można mnożyć.

Przemiana świadomości wymaga czasu. Ale odbywa się na naszych oczach. Nic dziwnego, że George Clooney, przedstawiciel dawnych „gwiezdnych kowbojów”, musi w „Grawitacji” zginąć w ciemnej otchłani, a jego miejsce za sterami statku zajmie Sandra Bullock. Podobnie pod szybkami kostiumów pojawia się coraz więcej twarzy o różnych odcieniach skóry. W 2018 r. poza ziemską orbitę poleciała pierwsza lesbijka otwarcie mówiąca o swojej tożsamości.

Artyści nie wierzą, że w kosmosie znajdziemy lepszy świat. Nie mają nadziei, że w próbkach przywożonych z Księżyca odkryjemy lekarstwo na raka, odkładają na półkę bajki o zaczynaniu wszystkiego od nowa na innej planecie. Jednak ciągle chętnie „wywożą” swoich aktorów w kosmos. Bo wiedzą jedno: że często z dystansu widać więcej. A w trudnych czasach powinien być on odpowiednio duży.

Okładka tygodnika WPROST: 5/2020
Artykuł został opublikowany w 5/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także