Izabela Trojanowska o swoich inspiracjach: Jako dziecko azyl odnalazłam w kościele

Izabela Trojanowska o swoich inspiracjach: Jako dziecko azyl odnalazłam w kościele

Izabela Trojanowska
Izabela Trojanowska / Źródło: Newspix.pl / JACEK MYSZKOWSKI/FOTONEWS
- Należałam do chóru katedralnego, właśnie tam zaczęłam rozwijać się wokalnie na tyle dobrze, że podjęłam decyzję o pójściu do szkoły muzycznej. Kościół odgrywał wtedy dużą rolę w moim życiu. Dziś trochę inaczej na niego patrzę. Myślę, że odkąd polityka mocniej wkroczyła do Kościoła, trudno mi się w nim odnaleźć. Mam wrażenie, że dziś drzwi Kościoła są zbyt często zamykane. Choć to nie zmienia mojej wiary w Boga – stwierdziła Izabela Trojanowska pytana o życiowe inspiracje.

– Romka Lipko poznałam w roku 1980. Zaproponował mi wtedy, wraz z Andrzejem Mogielnickim, nagranie płyty długogrającej. Tak powstała „IZA”. Po 40 latach okazało się, że to spotkanie było decydujące w moim życiu. Nagrana wówczas płyta bardzo pomogła mi stworzyć image śpiewającej Izabeli Trojanowskiej. Śpiewającej, bo byłam wtedy świeżo po emisji serialu „Strachy”, więc byłam już popularna i publicznie często nazywana imieniem głównej bohaterki, Tereski Sikorzanki. I tak naprawdę nie byłam pewna, co ze sobą dalej robić. Po entuzjastycznym przyjęciu mojej debiutanckiej płyty, nie miałam więcej pytań – stwierdziła.

Garsonka od Muglera

W rozmowie z „Wprost” Izabela Trojanowska zaznaczyła jednak, że jej życie sceniczne wymagało nie tylko muzycznych inspiracji. – Modowym natchnieniem od zawsze był dla mnie Thierry Mugler. Byłam szczęściarą, bo na przełomie lat 70-tych i 80-tych mogłam wyjeżdżać z kraju. Właśnie dzięki temu stałam się posiadaczką bordowej garsonki z brylantami od Muglera, w której chciałam wystąpić na festiwalu w Sopocie w 1980 roku. Garsonka miała ogromne poduszki, to było kompletnie nowe, w Polsce wywoływało to szok. Dlatego dyrektor festiwalu nie pozwolił mi włożyć tej kreacji, musiałam się przebrać. Ale później, przez dwa lata, właśnie w tej garsonce występowałam z Budką Suflera. Od tamtej pory o tym, w czym pokażę się na scenie, decydowałam zawsze sama. Pamiętam, jak w Opolu wystąpiłam w lateksowym płaszczyku, choć na próbach na wszelki wypadek nie zdradzałam swoich planów. Pamiętam też jeszcze jedną kreację Thierry'ego Muglera: garnitur z mięciutkiego niebieskiego kaszmiru, ze srebrnymi, również ogromnymi ramionami. Kupiłam go w Londynie, na wyprzedaży, ale i tak jego cena odpowiadała jednej pensji w Polsce – dodała.

„Nie zadbałam o czytanie”

Piosenkarka znana z takich hitów, jak „Tyle samo prawd ile kłamstw”, czy „Wszystko czego dziś chcę”, przyznała też, że w jej domu wiele jest „książek z zakładkami, niedoczytanych”. – Mam do siebie sporo pretensji o to, że nie zadbałam przyzwoicie o czytanie. W drodze na koncert nie czytam. Wyciszam się, skupiam na tym, co będę robić. Powtarzam sobie słowa, sprawdzam repertuar. Muszę się przykładać, nawet po tylu latach na scenie nie ma tak, że pstryknę palcem i samo wychodzi. Zawsze daje z siebie, ile mam. Ale, wracając do czytania, ostatnio czytałam tekst o Berlinie pióra Olgi Tokarczuk. Te jej opisy miasta, które doskonale znam, które kocham, w którym urodziłam córkę, zrobiły na mnie wielkie wrażenie i obiecałam sobie sięgnąć po twórczość naszej noblistki. Cieszę się, że jest ktoś taki, jak Olga Tokarczuk, kto podejrzewam nie tylko mnie mobilizuje do czytania – przyznała.

Okładka tygodnika WPROST: 8/2020
Całość dostępna jest w 8/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także