Disney+ zaczął ostrzegać przed rasistowskimi treściami... w swoich własnych produkcjach

Disney+ zaczął ostrzegać przed rasistowskimi treściami... w swoich własnych produkcjach

Kadr z animacji „Aryskotraci”
Kadr z animacji „Aryskotraci” / Źródło: Disney
Serwis streamingowy Disney+ zaktualizował ostrzeżenia dotyczące rasistowskich stereotypów w niektórych swoich materiałach. Specjalne komunikaty zobaczymy m.in. po włączeniu „Dumbo”, „Aladyna” czy „Piotrusia Pana”.

„Ten program zawiera negatywne przedstawienie i/lub złe traktowanie ludzi lub kultur. Zawarte w nim stereotypy były niewłaściwe w tamtym czasie i są niewłaściwe teraz. Zamiast usuwać te materiały, chcemy przyznać, że mają szkodliwy wpływ, wyciągać z nich wnioski i rozpocząć debatę, by razem stworzyć bardziej inkluzywną przyszłość” – głosi komunikat wyświetlany w języku angielskim przed kontrowersyjnymi dziełami z przeszłości.

Kontrowersje w animacjach „Zakochany kundel”, „Piotruś Pan”, „Aryskotraci”

O jakich kontrowersjach mowa? Chodzi o fragmenty, w których na ekranie w krzywdzący, prześmiewczy sposób przedstawiane są określone kultury. W wielu starszych animacjach Disneya spotykało to np. Indian lub Azjatów. Przykładowo, w „Zakochanym kundlu” z 1955 roku w postaciach kotów syjamskich zawarto stereotypy uderzające w drugą z tych grup. Podobnie w kreskówce „Aryskotraci”, gdzie jeden z kotów o wyjątkowo długich zębach i małych oczach grał pałeczkami na fortepianie. Rdzenni Amerykanie są z kolei nieodpowiednio przedstawiani w „Piotrusiu Panie”.

Rasizm w „Dumbo”, stereotypy w „Księdze dżungli”, „Aladynie”

W „Dumbo” pojawia się kilka akcentów uderzających w osoby czarnoskóre. Należy do nich z pewnością jedna z piosenek, wykonywanych przez czarnych robotników. „When we get our pay, we throw our money all away” – „Kiedy dostajemy wypłatę, przepuszczamy wszystkie nasze pieniądze” – śpiewają. Za kontrowersyjne uznano także m.in. „Księgę dżungli” czy „Aladyna” z 1992 roku.

Czytaj też:
Walt Disney restrukturyzuje całą swoją działalność. Stawia na streaming

Źródło: New York Times
 0

Czytaj także