Obejrzałam show „40 czy 20”. Dojrzałe kobiety walczą o mężczyznę-półboga. „To niezwykle szkodliwy program”

Obejrzałam show „40 czy 20”. Dojrzałe kobiety walczą o mężczyznę-półboga. „To niezwykle szkodliwy program”

Uczestnicy programu „40 kontra 20”
Uczestnicy programu „40 kontra 20” / Źródło: Instagram
Od dłuższego zastanawiam się nad fenomenem programów typu „bikini reality”, a skoro jeden z dużych nadawców zdecydował się premierowo pokazać w te wakacje kolejną tego typu produkcję, obejrzałam kilka pierwszych odcinków show „Czterdziestki kontra dwudziestki”. Wniosek: Powiedzieć, czy napisać o nim, że to niezwykle szkodliwy program powielający stereotypy – to nic nie napisać.

„Na słonecznej Krecie zamieszka dwóch spragnionych miłości i przygód mężczyzn. Pierwszy z nich to seksowny dwudziestolatek, który szuka kobiety do wspólnego przeżywania przygód. Drugi to doświadczony czterdziestolatek, który jest już gotowy na stabilizację. (…) Uczestnicy będą poznawać się bliżej, żyjąc razem w dwóch strefach – willi czterdziestolatka i glampingu dwudziestolatka. A jeśli któraś z kobiet wpadnie mężczyznom w oko wtedy zaproszą ją do swojej grupy, aby lepiej ją poznać i zbudować relację” – można dowiedzieć się z oficjalnej zapowiedzi programu emitowanego na platformie player.pl i w TVN7.

Gdzieś czytałam, że producenci programu jego zasadność tłumaczyli koniecznością przełamywania stereotypów związanych z wiekiem i budowaniem związków, gdy partnerów dzieli spora różnica lat. Brzmi pięknie?

W rzeczywistości do Grecji wysłano kilkanaście imponującej urody kobiet, które w strojach bikini lub sukniach wieczorowych od świtu do zmierzchu zabiegać mają o uwagę dwóch samców alfa – młodego i dojrzalszego. Z czego ten drugi to znany z innego telewizyjnego show tancerz.

Czytaj też:
„40 kontra 20”. Gwiazdor „Tańca z gwiazdami” szuka miłości w nowym show TVN

Przez moment pomyślałam nawet, że dla kobiet 40+, o ile oczywiście uwierzymy, że są one w programie przypadkowo, to znaczy zostały do niego wybrane w czasie castingu i faktycznie chciały „znaleźć miłość”, to może być swego rodzaju przygoda. Mamuśki odrywają się od dzieci, domów, zmartwień, ekspartnerów…

Zresztą właśnie tak większość z nich tłumaczy swoją obecność w programie. Tyle że ich odbywające się na oczach kamer „odzyskiwanie kobiecości” (nie wiem, czy państwo pamiętają, ale trend polegający na „odzyskiwaniu kobiecości” w telewizyjnym show zapoczątkowała Kinga Rusin występująca w 2006 roku, z powodzeniem zresztą, w „Tańcu z gwiazdami”; jej występ zbiegł się w czasie z głośnym rozstaniem z Tomaszem Lisem) i „wiary w siebie”, w rzeczywistości jest działaniem totalnie szkodliwym i wymierzonym we wszystkie kobiety*.

Źródło: Wprost
 1

Czytaj także