Po 12 latach wyleciał z TVP za tęczową flagę. „Ja nie jestem człowiekiem od cenzury”

Po 12 latach wyleciał z TVP za tęczową flagę. „Ja nie jestem człowiekiem od cenzury”

Siedziba TVP
Siedziba TVP / Źródło: Newspix.pl / TOMASZ OZDOBA
Zwolniony z TVP wydawca „Pytania na śniadanie” Radosław Bielawski udzielił wywiadu Noizz.pl. Przedstawił w nim swoją wersję zdarzeń, które doprowadziły do usunięcia go z redakcji.

W środę 14 lipca w „Pytaniu na śniadanie” w TVP pokazano występ piosenkarki Karin Ann, która owinęła się w tęczową flagę LGBT. W związku z tym wydarzeniem w poniedziałek 19 lipca OKO.Press informowało o utracie pracy przez wydawcę programu, Radosława Bielawskiego. W rozmowie z Noizz były już pracownik TVP przyznaje, że spodziewał się kłopotów, ale nie o takiej skali.

– Jestem wkurzony i rozczarowany, że po 12 latach ciężkiej pracy zwolniono mnie telefonicznie i przez SMS-y. Zrobiłem dla TVP tysiące świetnych programów, wystarczyła tęczowa flaga, bym stracił pracę. To przykre – mówił Bielawski w rozmowie opublikowanej 21 lipca. – O zwolnieniu dowiedziałem się w sobotę o 17, przez telefon, gdy byłem na weselu – dodawał.

– Usłyszałem, że jako wydawca powinienem zdecydować o zejściu z anteny wcześniej albo pokazać w tym czasie inny kadr – gitarzystę albo kwiaty i trawę, która obok rośnie. To jest śmieszne. Ja nie jestem człowiekiem od cenzury – mówił dalej wydawca.

Jak twierdzi, oskarżono go o „zburzenie neutralności politycznej programu”. – Nie chciałem wspominać, kto naraził neutralność polityczną „Pytania na śniadanie” i całego TVP. Ja w każdym razie nie mam sobie nic do zarzucenia – odpowiadał.

Bielawski zwolniony z TVP: Nie pracują tam tylko „sługusy władzy”

Radosław Bielawski przyznaje, że miał świadomość upartyjnienia TVP, ale nie uważa, by pracował tam za długo. – Nie bawi mnie „beka z TVP”. To jest nasza telewizja i nie pracują tam tylko „sługusy władzy”. Wciąż mam nadzieję, że wróci czas, gdy będzie tam miejsce dla wszystkich – oświadczył.

– Wolności jest coraz mniej. Zakazy nie przychodzą w e-mailach, ale są wrzucane mimochodem. Zwolnienie mnie też na pewno zadziała jak straszak. Ludzie mają kredyty, rodziny, jest tam wielu, którzy pracowali zanim PiS zawłaszczył media i mają nadzieję, że będą pracowali, gdy PiS odejdzie. To strasznie przykre, że będą wykonywali swoje obowiązki w ciągłym strachu – stwierdził Bielawski w rozmowie z Noizz.pl.

Oświadczenie TVP. „Zaplanowany happening”

Na komentarze po zwolnieniu Bielawskiego zareagowała też sama Telewizja Polska. „»Pytanie na śniadanie« jest programem o charakterze poradnikowo – lifestylowym, który z założenia wolny jest od tematów światopoglądowych i kontrowersyjnych symboli. Siłą tego formatu jest apolityczność i szacunek dla wrażliwości różnych grup Widzów” – przekazano portalowi Gazeta.pl w oświadczeniu z wtorku 20 lipca wieczorem.

„Swój występ pani Karin Ann wykorzystała jako okazję do własnej kampanii, sprawiając dyskomfort niemałej części widzów »Pytania na śniadanie« i wciągając jednocześnie program do sporu ideologicznego, w którym nie ma on zamiaru uczestniczyć” – dodawało Centrum Informacji TVP.

Podkreślano też, że „decyzję wydawcy tego odcinka, pana Radosława Bielawskiego, by prezentującą tęczową flagę i wygłaszającą manifest LGBT artystkę pokazywać jeszcze przez kolejne 45 sekund po zakończeniu programu i wyemitowaniu napisów końcowych, trudno uznać za realizację założeń programowych oraz dowód profesjonalizmu”. Całość władze TVP nazwały „zaprogramowanym happeningiem doświadczonego wydawcy”.

Oświadczenie Karin Ann

Do sprawy odniosła się także sama Karin Ann w oświadczeniu przesłanym Onetowi. „Przekaz, który staram się szerzyć podczas całej trasy koncertowej, dotyczy poszanowania równości i praw człowieka. Jedyne co zrobiłam podczas występu w programie, to skorzystałam z mojego prawa do wolności słowa, aby spróbować pomóc mniejszości tutaj w Polsce” – oświadczyła piosenkarka.

Czytaj też:
Radio Maryja oburzone materiałem „Wiadomości” TVP. „Dopuszczono się manipulacji”

Źródło: Noizz.pl/Gazeta.pl/Onet
+
 1

Czytaj także