Wielki Piątek to dla wierzących wspomnienie śmierci Chrystusa i adoracja krzyża. Nie zawsze tak było

Wielki Piątek to dla wierzących wspomnienie śmierci Chrystusa i adoracja krzyża. Nie zawsze tak było

Ukrzyżowanie Jezusa
Ukrzyżowanie Jezusa / Źródło: Wikimedia Commons / domena publiczna
W Wielki Piątek chrześcijanie wspominają śmierć Chrystusa na krzyżu. Taki wyrok należał do najokrutniejszych i najbardziej hańbiących kar, jakie mógł wydać sąd rzymski. Dlatego w pierwszych latach chrześcijaństwa tego faktu nie uwypuklano i nie otaczano szczególnym kultem. Wszystko zmieniło odnalezienie relikwii Krzyża Świętego przez św. Helenę, matkę cesarza Konstantyna.

Najpierw skazaniec niósł na miejsce kaźni 45 kg poprzeczną belkę. Szedł popychany i bity przez żołnierzy zmuszonych do wykonania wyroku, opluwany i obrzucany nieczystościami przez świadków tego okrutnego widowiska. Następnie rozbierano go do naga, nie zasłaniając nawet miejsc wstydliwych, jak mogłyby sugerować średniowieczne obrazy. Do poprzecznej belki zwanej patibulum przywiązywano lub przybijano mu ręce, gwoździe precyzyjnie wbijając w nadgarstki. Skazanego wciągano na przygotowany wcześniej słup, dowiązywano lub dobijano nogi i czekano na jego śmierć. Ta zaś przychodziła powoli.

Zgon na krzyżu nie był spowodowany fizycznymi obrażeniami, lecz długą, wielogodzinną, a nawet kilkudniową męczarnią. Ułożenie ciała na narzędziu zbrodni powodowało systematyczne podduszanie się skazanego. Aby przedłużyć mękę pod nogi podkładano podpórkę, dzięki której mógł on co pewien czas unosić się na krzyżu i łapać drogocenny oddech. W końcu umierał z wycieczenia, głodu i braku powietrza. Ciało wyrzucano do pobliskiego dołu gdzie stawało się łatwą pożywką dla zwierząt. Kara krzyża miała więc wymiar hańbiący. Nie chodziło jedynie o to, aby człowieka zabić, lecz także publicznie pozbawić go wszelkiej godności i wystraszyć potencjalnych naśladowców.

W pierwszych latach chrześcijaństwa od symbolu krzyża uciekano

Nie można się więc dziwić, że w pierwszych latach chrześcijaństwa od symbolu krzyża uciekano i nie starano się nadmiernie epatować faktem, że w ten sposób życie zakończył Chrystus. Dlatego wśród symboliki chrześcijańskiej nie znajdziemy krzyża lecz rybę, a jeśli już pojawią się pierwsze ikonografie, to dużo częściej przedstawiać będą Jezusa zmartwychwstałego i tryumfującego, niż skazanego na śmierć. Oczywiście od ukrzyżowania nie dało się uciec. Skala hańby wymierzonej Mesjaszowi miała przecież swoje teologiczne uzasadnienie, pokazywać miała jak – według chrześcijan – dał się poniżyć Bóg dla naszego Zbawienia. Dlatego nie do końca wiadomo, czy Wielki Piątek był czczony u zarania wspólnoty chrześcijańskiej. Prawdopodobnie wydarzenia te wspominano przy okazji Niedzieli Zmartwychwstania. Są jedynie wątłe relacje, że chrześcijanie próbowali otaczać czcią grób Chrystusa, w związku z czym, dla zatarcia kultu, zbudowano w tym miejscu świątynię Afrodyty. Ale przecież i ten fakt nie świadczy o kulcie śmierci, a bardziej o szukaniu dowodów zmartwychwstania.

Sytuacja radykalnie zmieniła się w IV wieku, wraz z rządami cesarza Konstantyna. Jak mówią legendy, w czasie bitwy pomiędzy Konstantynem a Maksencjuszem przy moście Mulwijskim, temu pierwszemu przyśnić miał się znak krzyża (w innych wersjach ukazać na niebie), który żołnierze namalować mieli na swoich tarczach. Symbol ten przynieść miał Konstantynowi zwycięstwo i panowanie nad zachodnią częścią cesarstwa. Można mieć jednak wątpliwości w prawdziwość tej historii, która przez lata ewoluowała. Choć pojawiał się wątek cudownego snu, to o krzyżu nie wspominano. Tym niemniej warto podkreślić, że to za sprawą cesarza w 337 roku ukrzyżowanie usunięto ze zbioru kar stosowanych przez Imperium.

Kult krzyża

Sam kult krzyża rozwinąć się miał dzięki matce Konstantyna, św. Helenie. W latach 326-328, pod wpływem cudownego snu, podjąć miała ona poszukiwania Grobu Pańskiego i relikwii Świętego Krzyża. Jak mówią legendy krzyż (a w zasadzie trzy krzyże – Chrystusa i łotrów powieszonych obok niego) odnalezione zostały w jednej z cystern nieopodal Golgoty. Aby ustalić na którym z nich zawisł Chrystus poddano je próbie: szczątki krzyży dotykać miała ciężko chora mieszkanka Konstantynopola. Dopiero dotknięcie ostatniego przywrócić jej miało zdrowie i siły. Inna wersja legendy mówi, że krzyż poznano dzięki tabliczce, na której Piłat wypisać miał winę skazańca.

Od momentu odnalezienia relikwie krzyża i titulus przechowywane miał być w świątyni wybudowanej z inicjatywy Heleny nad domniemanym grobem Chrystusa. Jak wspomina pątniczka Egeria podróżująca po Jerozolimie w latach 80. IV wieku, zaledwie 50 lat po rzekomym odnalezieniu szczątków krzyża jego kult był mocno rozpowszechniony. Do szczególnych celebracji dochodzić miało właśnie w Wielki Piątek.

Adoracja krzyża

Centralnym puntem obchodów tego dnia miała być uroczysta adoracja krzyża polegająca na złożeniu przez wszystkich wiernych i katechumenów pocałunku na jego relikwii. Krzyż wyjęty był tego dnia ze srebrnej skrzyni, w której na co dzień spoczywał, i kładziony na ołtarzu pokrytym lnianą tkaniną. Podchodzących pilnowali zaś diakoni, bo jak mówiono, jedna z adoracji zakończyć się miała odgryzieniem kawałka drewna przez nazbyt zachłannego chrześcijanina.

Adoracja następować miała w godzinach ukrzyżowania Jezusa. Wcześniej poprzedzały ja modły w miejscach szczególnie ważnych dla ostatnich chwil życia Zbawiciela. Jeszcze w nocy chrześcijanie zbierali się w Ogrodzie Oliwnym, aby następnie – jeszcze przed wschodem słońca – przejść do kolumny przy której Jezus miał być biczowany. Moment adoracji następował po krótkim wypoczynku i był najważniejszym punktem dnia. Jak wspomina Egeria, każdy z elementów wzbudzać miał wśród wierzących nieskrywane wzruszenie, a czasem wręcz spazmatyczny płacz.

-
 0

Czytaj także