Skandal podczas meczu Ekstraklasy. Reprezentant Polski nazwany „banderowcem”?

Skandal podczas meczu Ekstraklasy. Reprezentant Polski nazwany „banderowcem”?

Taras Romanczuk
Taras Romanczuk / Źródło: Newspix.pl / Kamil Swirydowicz
Po zakończeniu meczu Jagiellonia - Wisła Płock Taras Romanczuk powiedział, że w trakcie spotkania był nazywany przez Dominika Furmana „banderowcem” i „farbowanym lisem”. Piłkarz Wisły Płock zaprzeczył.

Jagiellonia Białystok wygrała 1:0 z Wisłą Płock w sobotnim meczu piłkarskiej Ekstraklasy. O spotkaniu stało się jednak głośno nie za sprawą wyjątkowo celnych podań czy efektownych goli, a z powodu spięcia, do którego doszło między Dominikiem Furmanem a Tarasem Romanczukiem. W trakcie spotkania obaj piłkarze zobaczyli żółte kartki. Romanczuk powiedział dziennikarzom, że po końcowym gwizdku zawodnik Wisły Płock nazwał go banderowcem. – Ciężko było mi opanować emocje, moja rodzina też została zamordowana przez Banderę, a on tak do mnie mówi. To brak szacunku, nie wiem, czy jeszcze kiedyś podam mu rękę – stwierdził Romanczuk, który od ponad roku ma polskie obywatelstwo, grał także w naszej reprezentacji. Do sprawy odniósł się kierownik Jagiellonii Arkadiusz Szczęsny. „Furman, dramacie. Taras nie jest żadnym banderowcem. Nie masz prawa tak mówić! Zrobię wszystko żeby Cię ukarali” – napisał apelująć jednocześnie do internautów o wyważone komentarze.

„Mocne, męskie słowa padają zwykle podczas każdego meczu ligowego”

Po medialnej burzy zawodnik Wisły Płock wystosował oświadczenie, w którym zaprzeczył, by w trakcie całych zawodów z jego ust padły w stronę Tarasa Romanczuka cytowane po meczu przez przedstawicieli Jagiellonii obraźliwe słowa. „Faktem jest, że podczas spotkania wielokrotnie dochodziło do spięć pomiędzy zawodnikami obu drużyn. Prawdą jest także to, że piłkarze nie szczędzili sobie sobie złośliwości i kierowali w swoją stronę słowa uznawane za wulgarne. Mocne, męskie słowa padają zwykle podczas każdego meczu ligowego. Emocje, walka o punkty i zajęcie jak najwyższego miejsca w tabeli sprawiają, że zawodnicy w emocjach często kierują do siebie różne słowa, czasem jest niemiło, ale to sport. W żadnym momencie nie doszło jednak do zdarzenia opisywanego przez zawodnika Jagiellonii Tarasa Romanczuka, a także kierownika drużyny Pana Arkadiusza Szczęsnego” – podkreślił.

Sprawą zainteresowała się już policja. – Dowiedzieliśmy się z mediów o całym zdarzeniu, a z tego przekazu wynikało, że doszło do nienawiści z powodów narodowościowych. Jest to przestępstwo opisane w art. 257 Kodeksu karnego, ścigane z urzędu. Rozpoczęliśmy więc pracę. Dotarliśmy do zawodnika, który miał być pokrzywdzony, i on potwierdził to zdarzenie. Będziemy więc kontynuować czynności – powiedział rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa.

Czytaj także:
Willingen Five. Piotr Żyła na podium!

Czytaj także

 0