Gem, set, Hurkacz

Gem, set, Hurkacz

Hubert Hurkacz
Hubert Hurkacz / Źródło: Newspix.pl / AFLO
Hubert Hurkacz ma zaledwie 22 lata, a już jest najlepszym polskim tenisistą. Będzie jedynym Polakiem w męskim turnieju Australian Open. Jeśli się dobrze zaprezentuje, jego gwiazda rozbłyśnie na dobre. Bo tenis od dawna jest trendy, ale wciąż jesteśmy głodni spektakularnych sukcesów.

Siostra mówi: „Wimbledon”, mama stawia na Roland Gar-ros, zaś tata widzi go mistrzem US Open. – A ja powiem, że chciałbym wygrać najpierw Australian Open – mówi Hubert Hurkacz zapytany o turniej Wielkiego Szlema, w którym ma największe szanse na zwycięstwo. Pytanie i odpowiedź padły przed pierwszym meczem sezonu 2020. Wtedy do słów Huberta Hurkacza aż chciało się nieco asekuracyjnie dodać, że „jeszcze nie teraz”. Po dopiero co zakończonym turnieju ATP Cup, w którym najlepszy obecnie polski tenisista pokonał trzech rywali (będą oni rozstawieni w Melbourne), ta ostrożność zaczyna uwierać.

Sport w genach

W tenisa grała mama (15-letnia Zosia zdobyła tytuł mistrzyni kraju do lat 16 i 18 w deblu), grali wujowie (Tomasz wystąpił nawet w reprezentacji Polski w Pucharze Davisa), więc wszystkie drogi prowadziły Huberta na kort. Może gdyby Witold Mali-szewski, mistrz i reprezentant kraju w siatkówce, nie umarł tak wcześnie, zdążyłby zaszczepić wnukowi miłość do swojej dyscypliny, a Vital Heynen, trener reprezentacji Polski, miałby jeszcze większe bogactwo wyboru.

Bo warunki fi zyczne (196 cm wzrostu) to ten chłopak – jeśli wolno tak jeszcze mówić o niemal 22-letnim człowieku – ma znakomite i do siatkówki, i do koszykówki, z którą flirtował w młodości, i do tenisa tym bardziej. Na korcie jednak wzrost nie zawsze jest sojusznikiem. Mniej sprawnym graczom potrafi sprawić sporo kłopotów i zadać trochę bólu. Pani Zofia jednak w porę zadbała o gimnastyczne przygotowanie syna, czego efekty – dosłownie! – podczas ubiegłorocznego sezonu na kortach trawiastych podziwiał cały świat. Filmiki pokazujące Polaka nie tylko fruwającego za piłką, lecz także zdobywającego trudne i widowiskowe punkty do tej pory są oglądane przez internautów.

Najlepsze z możliwych miejsc do oglądania umiejętności Polaka dostał Novak Dźoković. W trzeciej rundzie Wimbledonu 2019, na drugim pod względem wielkości i prestiżu korcie numer 1, przekonał się, jak szybkie postępy robi Hurkacz. Pięć tygodni wcześniej zmierzyli się w pierwszej rundzie Roland Garros. Po 6:4, 6:2, 6:2 dla Serba polscy dziennikarze nie mieli pretekstu, żeby w swych relacjach przemycić nutkę optymizmu. Za to w Londynie musieliśmy się nawzajem nieco hamować, aby z seta urwanego najlepszemu tenisiście świata nie zrobić balonika, w który optymiści mogliby dmuchać bez żadnej refleksji.

Droga w górę

Minęło zaledwie pół roku i wszyscy sympatycy tenisa przecierają oczy. Z niewyspania też, bo zarywali noce, aby zobaczyć mecze reprezentantów Polski w ATP Cup. Przede wszystkim jednak ze zdziwienia, w jakim stylu Hurkacz ogrywał Diego Schwartz mana, Bornę Ćoricia i Dominica Thiema. Trzeba podkreślić, że Argentyńczyk zajmował wtedy 13., Chorwat – 28., a Austriak – 4. pozycję w rankingu światowym. Polak, skromnie – był 37.

I niech nikt nie mówi, że turniej nowy i nie wszystkim zależało na wynikach. Poza solidną wypłatą do wzięcia były także punkty ATP. Po tych zawodach Thiem stracił czwartą lokatę, a kibicom nie tylko tenisa nie trzeba tłumaczyć, jaka jest różnica w wielkoszlemowym rozstawieniu między numerami cztery a pięć.

Z kolei Hurkacz, dzięki tym trzem zwycięstwom ma szansę za-grać w Melbourne z numerem 32, co perspektywę pojedynku z rywalem rozstawionym przesuwa do co najmniej trzeciej rundy.

Najlepszą nagrodą jest zwycięstwo, bo przegrane mecze – jak choćby ten z Dźokoviciem na Wimbledonie – zawsze pozostawiają niedosyt, a pamięć o pięknej walce szybko się zaciera. Bo za ty-dzień kolejny turniej, kolejny pojedynek, jeszcze jedno wyzwanie. Nie można jednak nie doceniać – a Hurkacz docenia, i to bardzo – atmosfery, jaką zastał w szatni. W 2019 r. na dobre wszedł do głównego touru, cały sezon spotykał się z najlepszymi graczami świata jak z kolegami z pracy i został przez nich przyjęty jak swój, jak jeden z nich. Zaczął nawet grać w golfa, a to hobby tenisistów, którzy już nie muszą się martwić o najbliższą przyszłość.

Perfekcjonista

Za ogromnym talentem stoi jeszcze większa praca. Nikt, nawet Łukasz Kubot – trochę idol, trochę mentor – nie musiał Hurkacza do niej namawiać. Takie rzeczy wynosi się z domu. Najpierw rodzice w imieniu nieletniego syna, a potem sam tenisista w porę zmieniał trenerów. Z każ-dym rozstawał się w zgodzie – nie palił za sobą mostów, nie zostawiał spalonej ziemi. Ziemię obiecaną znalazł na Florydzie, gdzie na co dzień pracuje Craig Boynton. To był pomysł menedżera Polaka. Tenisista mówi, że od początku jest zauroczony metodami treningu, rozumieniem tenisa, podejściem do zawodnika; słowem – bardzo sobie ceni współpracę z Craigiem. Tak po amerykańsku zwracają się do siebie po imieniu.

Innych – jak właśnie Boyntona, Kubo-ta i wszystkich pozostałych, którym coś zawdzięcza – chwali chętnie i szczerze, choć czasem można odnieść wrażenie, że wręcz kurtuazyjnie. Sam natomiast po-zostaje człowiekiem skromnym, cichym, jakby nieco zamkniętym w sobie. Nie udaje kogoś, kim nie jest. Nie wyolbrzymia swych coraz większych osiągnięć; woli mówić o tym, co ma jeszcze do poprawienia, ile pracy przed nim, a na konieczne w tym fachu wyrzeczenia się nie skarży.

Sukces tenisowy buduje się nie tylko na korcie, mecze wygrywa się nie tylko forhendami i bekhendami. Hurkacz jest – tu by poprawił: stara się być – perfekcjonistą. Dwa lata temu nie tylko pod wpływem Dźokovicia zmienił dietę: zrezygnował z glutenu, odstawił mięso i inne produkty pochodzenia zwierzęcego. Nie był to jednak impuls, lecz świadoma, dobrze przemyślana decyzja. Polak obejrzał kilka filmów na ten temat, przeczytał kilka książek i dopiero wtedy uznał, że to dla niego najlepsza droga do poprawienia wydolności i sprawności fizycznej.

O marzeniach sam nie powie, trzeba go spytać, może nawet podpowiedzieć. Miejsce numer 1 na liście rankingowej ATP czy tytuł wielkoszlemowy? Jego zdaniem trudniej zostać liderem, bo trzeba grać bardzo dobrze przez cały sezon, a do wygrania turnieju wystarczy siedem meczów na wysokim, równym poziomie. Odrobina szczęścia też oczywiście nie zaszkodzi.Australian Open zaczyna się 20 stycznia.

Okładka tygodnika WPROST: 4/2020
Cały artykuł dostępny jest w 4/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0