Droga do sukcesu

Droga do sukcesu

Juliana Suska, nowa mistrzyni Polski w jeździectwie
Juliana Suska, nowa mistrzyni Polski w jeździectwie / Źródło: Materiały prasowe
Wygrane dają satysfakcję, a porażki ‒ motywację, żeby trenować jeszcze ciężej. Jedne i drugie są tak samo ważne ‒ mówi Juliana Suska, nowa mistrzyni Polski w jeździectwie.

Złoty medal Mistrzostw Polski Juniorów. Gratuluję. Jak to jest z 11. miejsca wskoczyć na pierwsze?

To były bardzo ciekawe zawody. Rzeczywiście, po dwóch dniach półfinałów byłam na 11. miejscu i chyba sama już nie wierzyłam, że mogę jeszcze wygrać. Ale w finałach pojechałam bezbłędnie. Jedyna bez straty punktów. Bez zrzutek. To dało mi pozycję lidera i w rezultacie złoto.

To nie pierwszy raz na podium.

Nie, ale emocje zupełnie wyjątkowe. Rok temu w Mistrzostwach Polski byłam trzecia. Cieszę się, że wróciłam po złoto. Do tego to był wyjątkowy rok. Z powodu pandemii wiele zawodów jeździeckich się nie odbyło. Odwołano m.in. Mistrzostwa Europy, na które bardzo czekałam. Cieszę się, że obecnie organizatorzy wracają i zawodów jest już coraz więcej. Jestem dobrej myśli.

Finałowy przejazd, od którego wszystko zależy. Jak w takim momencie opanować nerwy?

Może to zabrzmi dziwnie, ale zazwyczaj nie mam z tym problemu. To przychodzi naturalnie. Kiedy już jestem na zawodach, skupiam się tylko na nich i stres, nawet jeśli był, znika.

Trenujesz od dziewiątego roku życia, bardzo ciężko. Są momenty zmęczenia, zwątpienia?

Momenty zmęczenia ‒ oczywiście. Zwątpienia ‒ nie sądzę. Każdy dobry start to olbrzymia satysfakcja. Sukces dodaje skrzydeł. A porażki to jedynie sygnał, że trzeba trenować ciężej, pojawia się dodatkowa motywacja. Myślę, że sukcesy i porażki są równie ważne.Pierwsze to nagroda, drugie ‒ nauka, co zrobić, żeby następnym razem się udało.

Nie ma momentów zwątpienia? Nawet po upadku?

Trzy lata temu miałam wypadek. W pewnym momencie podczas treningu Tokajer stanęła dęba i przewróciła się na plecy. Na szczęście nic sobie nie zrobiła. Ja miałam złamane trzy kości, m.in. kość biodrową. Kilka miesięcy chodziłam o kulach, potem wróciłam do ćwiczeń.

Strach przed powrotem do jazdy?

Niecierpliwość. Nie mogłam się doczekać powrotu.

Grand Prix zawodów w Austrii, zdobyty drużynowo brązowy medal Mistrzostw Europy. Sukcesy na zawodach m.in. w Linzu i Fontainebleau. Wiele bardzo udanych startów w najbardziej prestiżowych konkursach na świecie. A pierwszy występ na zawodach? Pamiętasz go?

Oczywiście! To były zawody towarzyskie, nieformalne. Wydaje mi się, że to była impreza mikołajkowa, bo pamiętam, że uczestnicy występowali w przebraniach. Ja przebrana za renifera. Wyniku zawodów nie pamiętam, ale sam występ jak najbardziej. Od niego się zaczęło. To było niedługo po tym, jak pierwszy raz wsiadłam na konia. Miałam dziewięć lat.

Pochodzisz ze „sportowej” rodziny, ale raczej tenisowej niż jeździeckiej. Tata to wieloletni prezes Polskiego Związku Tenisowego. Brat Michał ‒ złoty medalista Polski. Dlaczego ty wybrałaś jeździectwo?

Jeździectwem zajmowała się przyjaciółka mojego brata. Zabrała mnie kiedyś do stajni i poczułam, że to coś dla mnie. W tenisa grałam, podobnie jak mój brat. Zaczynaliśmy w tym samym czasie, z tym że on tenis pokochał, co przyniosło mu wiele sukcesów, a ja wybrałam konie. Dlaczego jeździectwo? Podoba mi się to, że w tym sporcie człowiek i zwierzę muszą współpracować. Że razem pracują na zwycięstwo. To piękny sport.

Więź z koniem jest ważna?

Oczywiście. Jeździec musi poznać konia, a koń jeźdźca. To podstawa. Bywają oczywiście nieporozumienia, ale ja i Tokajer to zgrany zespół.

Tokajer to twoja ulubienica?

Mam ją najdłużej. Najwięcej na niej osiągnęłam, ale w stosunku do moich koni nie lubię używać sformułowania „ulubiony”. Obecnie mam parę koni. Poza Tokajer, która jest moim podstawowym koniem, jest jeszcze Charlie Boy. Mam go od półtrora roku. Poznajemy się. W jakimś sensie wspólnie dorastamy do najważniejszych konkursów. Jestem z niego bardzo dumna.

Ojciec Tokajer, słynny Tinka’s Boy, to wielokrotny triumfator m.in Pucharu Świata. Tokajer pójdzie w jego ślady?

Dobry pomysł. Puchar Świata to marzenie każdego zawodnika, ale w tej chwili skupiam się na najbliższej przyszłości. Obecnie wybieram się na zawody drużynowe w Belgii.

A marzenia?

Medal w zbliżających się Młodzieżowych Mistrzostwach Europy. W tym roku zawody niestety były odwołane. Mam nadzieję, że w przyszłym roku już się odbędą, że będę mogła wystartować i pokazać się z jak najlepszej strony.

A mentorzy? Idole?

Z pewnością mój trener Grzegorz Kubiak. Wielokrotny reprezentant Polski w finałach Pucharu Świata. Uczestnik igrzysk olimpijskich w Atenach. Trenujemy razem od pięciu lat. To osoba którą bardzo podziwiam.

Jeździectwo to hobby czy coś więcej?

Jeździectwo to nie tylko hobby. Od dziewiątego roku życia ćwiczę codziennie, z wyjątkiem niedziel. Myślę o jeździe zawodowej. Jeździectwo to z pewnością coś, czym chciałabym zajmować się w przyszłości.

Chodzisz do szkoły anglojęzycznej i z tego co wiem idzie ci bardzo dobrze. Jak to się robi? Jak połączyć naukę z intensywnym uprawianiem sportu? O udziale w zawodach nie wspomnę.

Nie mam z tym problemów. Wszystko jest kwestią dyscypliny. Zaraz po szkole jadę do stajni. Potem do domu, żeby przygotować się na kolejny dzień w szkole.

Jeździectwo jest czasochłonne. Zostaje czas na inne pasje i zainteresowania?

Czasem, kiedy mam chwilę dla siebie, lubię piec. Coś na słodko… Cukiernictwo to moja skrywana pasja. Chociaż wtedy, gdy sport łączy się ze szkołą, zostaje naprawdę niewiele wolnego czasu.

Za dwa lata matura. To oznacza mniej czasu dla koni?

Mam nadzieje że to nie będzie konieczne. Myślę że dam sobie radę. Zawody jeździeckie wiele mnie nauczyły. Także tego jak pokonywać nawet bardzo wysokie przeszkody.

Źródło: Wprost
 0

Czytaj także