Real Madryt: remis z Valencią to wina sędziego

Real Madryt: remis z Valencią to wina sędziego

Cristiano Ronaldo nie cieszył się z remisu z Valencią (fot. PAP/EPA/JUAN CARLOS HIDALGO)
Na 41 zatrzymał licznik kolejnych meczów piłkarzy Realu Madryt, w którym zdobyli co najmniej jednego gola. Gorszą wiadomością dla nich niż brak klubowego rekordu po remisie z Valencią jest zmniejszenie się w tabeli przewagi nad Barceloną do czterech punktów.

"Królewscy" trafili do bramki w poprzednich 41 występach, a gdyby udało im się to także w niedzielny wieczór, ustanowiliby klubowy rekord. Brak zwycięstwa piłkarze Realu i władze klubu tłumaczyły brakiem szczęścia i... błędami sędziego. - Myślę, że nie tylko nasi piłkarze, trenerzy i 80 tys. kibiców widziało pomyłki arbitra. Musimy jednak przejść na tym do porządku dziennego i skupić się na najbliższym spotkaniu, a już w środę czekają nas derby z Atletico. Walczymy dalej - podkreślił drugi szkoleniowiec madryckiej ekipy Aitor Karanka, który na konferencjach prasowych często zastępuje Jose Mourinho.

Błędy sędziego

Również hiszpańskie gazety wskazują, że Carlos Clos Gomez nie miał najlepszego dnia. Dziennik "Marca" wytknął mu, że  gospodarzom należał się rzut karny już w doliczonym czasie gry, a  wcześniej Victor Ruiz zasłużył na czerwoną kartkę za powstrzymanie wychodzącego na czystą pozycję Cristiano Ronaldo. - Trzeba przyznać, że Valencia wysoko zawiesiła nam poprzeczkę. Choć stworzyliśmy groźne sytuacje, to bramkarz rywali miał swój dzień. Zresztą Iker Casillas (bramkarz Realu - red.) też zasłużył na pochwały, co jest raczej rzadko spotykane na Santiago Bernabeu - powiedział dyrektor sportowy lidera La Liga Emilio Butragueno.

"Remis musi cieszyć"

Szkoleniowiec Valenci Unai Emery nie krył radości z jednego punktu, choć przyznał, że jego podopieczni mieli trochę szczęścia. - Choć mieliśmy szansę nawet wygrać, to remis musi cieszyć. W niektórych sytuacjach los nam sprzyjał, ale na jego uśmiech solidnie zapracowaliśmy - przyznał. 

Nerwy puszczają

W drugiej połowie doszło do zabawnego zdarzenia. Leżącego na murawie po faulu Pablo Piattiego Pepe próbował podnieść Alvaro Arbeloa, któremu zależało na czasie, ale portugalski obrońca... kopnął kolegę z drużyny, nie mając świadomości, kto do niego podszedł. To zdarzenie może świadczyć o nerwowości w szeregach Realu, a kapitan Casillas zaznaczył, że jak tak dalej pójdzie, to tytuł znowu pojedzie do Barcelony. - Nie możemy żyć przeszłością. Niedawno mieliśmy dziesięć punktów przewagi, a zostało nam cztery. Przed nami z kolei bardzo trudne mecze z drużynami, które nie tylko się bronią i czekają na najmniejszy wymiar kary, ale potrafią groźnie atakować. Trzeba się obudzić. Teraz każdy występ będzie jak finał - powiedział.

Przed "Królewskimi" ciężkie spotkania

- Jesteśmy ciągle liderem i to jest najważniejsze. Przed nami jednak najważniejsze tygodnie. Czekają nas ciężkie spotkania na hiszpańskich boiskach i pojedynek z Bayernem Monachium w Lidze Mistrzów. Nadchodzi czas decydujących rozstrzygnięć i musimy wznieść się na wyżyny, by  cieszyć się z jakiegoś trofeum - podkreślił pomocnik Realu Xabi Alonso. W środę "Królewskich" czekają derby z Atletico, z którym nie  przegrali żadnego z ostatnich 22 spotkań. Po raz ostatni zeszli z boiska pokonani 30 października 1999 roku.

Atletico jest w tabeli siódme, ale awansowało do półfinału Ligi Europejskiej. U siebie przegrało tylko dwa z 15 spotkań w tym sezonie. "Tracimy do Realu 37 pkt i to mówi wszystko o naszej obecnej sytuacji. Zmierzymy się z jedną z lepszych w historii jedenastek tego klubu, ale  jesteśmy coś winni naszym kibicom. Oni wybaczają słabsze momenty, ale w  nie derbach. Na wygraną z lokalnym rywalem czekają już bardzo długo. To  dla nas dodatkowy bodziec" - przyznał obrońca Atletico Filipe Luis.

Barcelona już we wtorek zagra na Camp Nou z dziesiątym w tabeli Getafe. Podopieczni trenera Josepa Guardioli nie tylko zechcą odnieść 10. kolejne zwycięstwo w lidze, ale i zrewanżować się za jesienną porażkę na wyjeździe 0:1. Gospodarze zagrają bez pauzującego za kartki Cesca Fabregasa, a  kontuzjowani są obrońcy Gerard Pique i Daniel Alves. Ich występ jest niepewny. "Kontuzje nas prześladują przez cały sezon, a wciąż mamy szansę na trzy trofea. To już wielki wyczyn" - przyznał Brazylijczyk Adriano.

ja, PAP

Czytaj także

 0