Adamek pobił Chambersa w pojedynku o "być albo nie być"

Adamek pobił Chambersa w pojedynku o "być albo nie być"

Tomasz Adamek (fot. KAMIL KRZACZYNSKI / newspix.pl) / Źródło: Newspix.pl
Tomasz Adamek wygrał na punkty (116:112, 116:112, 119:109) z Amerykaninem Eddiem Chambersem podczas gali bokserskiej w Newark k. Nowego Jorku. Dwunastorundowy pojedynek odbył się w wadze ciężkiej.

Ten bój określany był mianem "być albo nie być" dla obu pięściarzy. I Adamek, i Chambers mają za sobą nieudaną próbę podbicia królewskiej kategorii; potyczki o najcenniejsze pasy przegrywali ze słynnymi ukraińskim braćmi Kliczko - Polak z Witalijem, a zawodnik z Filadelfii z Władimirem.

Było niemal pewne, że po sobotniej (czasu miejscowego) konfrontacji jeden z nich raczej już nic wielkiego w ciężkiej nie osiągnie, bowiem jego nazwisko zostanie skreślone przez największe federacje i stacje telewizyjne mające dużo do powiedzenia w profesjonalnym pięściarstwie.

Ciężar gatunkowy pojedynku, mimo konkretnej stawki, wyraźnie usztywnił doświadczonych bokserów. Już dawno po ostatnim gongu Adamek tak bardzo nie drżał, oczekując na werdykt punktowy trójki sędziów. Walka była bardzo wyrównana, polski zawodnik zadawał więcej ciosów, ale i Chambers był groźny. Brakowało czystych uderzeń, nie było mowy o nokdauanach. W siódmej i ósmej rundzie Amerykanin się zachwiał, ale twierdził, że to nie było po ciosach, tylko źle stanął.

Obaj bokserzy, a także ich trenerzy, mieli zgoła odmienne pomysły na przygotowania i już sam pojedynek. Adamek sparował z cięższymi od siebie rywalami, mimo że waży już 102 kg, co jest jego rekordem. Z kolei Chambers po 16 miesięcznym rozbracie ze sportem (leczył kontuzję kręgosłupa) schudł i na wagę wniósł ponad 10 kg mniej. Tak naprawdę mógłby występować w kat. junior ciężkiej. W trakcie zgrupowania rywalizował z pięściarzami lżejszymi o kilkanaście kilogramów. Na ich tle sprawdzał, jak jest szybki, zresztą nosi wymowny przydomek "Fast" (Szybki).

W ringu obaj pokazali, że mają szybkie ręce. Nieoczekiwanie Adamek sporo bił nie na górę, tylko na korpus, szukał miejsca dla swych lewych sierpowych pod lewym bądź prawym łokciem przeciwnika. Chambers też cały czas był niebezpieczny, potrafił zaskoczyć prawym bezpośrednim, bitym niekiedy z góry. W dziesiątym starciu, gdy wiedział, że przegrywa na punkty, wyraźnie szukał okazji na zadanie nokautującego ciosu. Polak jest jednak rutyniarzem i nie pozwolił na takie rozstrzygnięcie, dodatkowo miał wsparcie w kilkunastu tysiącach kibiców, którzy wspierali go w hali Prundential Center.

W zasadzie od drugiej rundy Chambers walczył niemalże tylko prawą ręką, bowiem już na początku pojedynku doznał urazu lewej.

35-letni Adamek, były mistrz świata kategorii półciężkiej i junior ciężkiej, odniósł 46 zwycięstwo w zawodowej karierze. Do tej pory poniósł dwie porażki. Chambers legitymuje się rekordem 36-3.

Prawdopodobnie dwa kolejne pojedynki polski bokser stoczy 8 września i 22 grudnia w Stanach Zjednoczonych, a w 2013 roku chciałby znów dostać szansę rywalizowania o pas czempiona.

mp, pap

Czytaj także

 0