Otwarto granicę wenezuelsko-kolumbijską. 35 tys. ludzi ruszyło po zakupy

Otwarto granicę wenezuelsko-kolumbijską. 35 tys. ludzi ruszyło po zakupy

Dodano:   /  Zmieniono: 2
Mieszkaniec Wenezueli
Mieszkaniec Wenezueli / Źródło: Newspix.pl / ABACA
Kryzys ekonomiczny w Wenezueli jest już na tyle duży, że władze zdecydowały się na otwarcie granicy z tym Kolumbią. 35 tysięcy ludzi ruszyło do przygranicznych miast w celu zrobienia zakupów. Tymczasem władze Wenezueli próbują zapobiec lawinowej ucieczce zagranicznych przedsiębiorstw, które boją się poważnego kryzysu ekonomicznego.

Decyzję o otwarciu granic podjął kolumbijski prezydent Juan Manuel Santos, który 7 lipca stwierdził, że nie może pozwolić by wenezuelscy bracia cierpieli głód czy nie mieli leków. Od tego czasu Santos prowadził rozmowy z Nicolasem Maduro, który zamknął granicę z Kolumbią w sierpniu 2015 r., kiedy to byłe kolumbijskie siły paramilitarne zaatakowały patrol wojskowy. Rannych zostało wówczas wenezuelskich żołnierzy.

Do bogatych wenezuelskich dzielnic w środy przyjeżdżają beczkowozy z wodą, ponieważ butelkowanej w sklepach już nie ma. W piątki z kolei pod bankomatami ustawiają się kolejki. Każdy jednorazowo może wypłacić tylko 8 dolarów. Ponadto ustalono dokładnie kto może robić zakupy danego dnia. Użyto do tego serii i numerów dowodów osobistych.

Fabryka Kimberly-Clark w Maracay należąca do amerykańskiej firmy w sobotę poinformowała, że wstrzymuje produkcję artykułów higieny z powodu pogorszenia się warunków ekonomicznych w kraju. W poniedziałek jednak minister pracy Oswaldo Vera stwierdził, że zamknięcie fabryki jest nielegalne i będzie ona okupowana na wniosek tysiąca pracowników. Nakazał też ponowne uruchomienie maszyn i wznowienie produkcji.

Wenezuela na skraju

Wenezuela jest na krawędzi załamania gospodarczego. W kraju szaleje inflacja, jest problem z dostępem do żywności i innych podstawowych towarów. Opozycja winą za taką sytuację obarcza socjalistyczną politykę prezydenta Nicolasa Maduro oraz jego poprzednika Hugo Chaveza. Ich zdaniem rządy tych dwóch polityków doprowadziły kraj do upadku.

Już od dłuższego czasu pojawiają się doniesienia o znacznych problemach gospodarczych Wenezueli. Media informują o grabieżach żywności oraz polowaniach na bezpańskie zwierzęta. W różnych miejscach kraju wybuchają protesty ludności. Wszystkiemu winne gwałtowne spadki cen ropy, które znacząco nadwątliły budżet opartej na eksporcie surowca gospodarki. Sytuację dodatkowo pogarsza rekordowa inflacja oraz przerwy w dostawach prądu i żywności.  W kraju brakuje podstawowych produktów, racjonowany jest między innymi papier toaletowy. W sklepach brakuje towaru, więc ludzie starają się zdobywać pożywienie na różne sposoby. Media donoszą o grabieżach i polowaniach na bezpańskie zwierzęta. Celem wygłodniałych Wenezuelczyków padają koty, psy, a nawet gołębie.

Czytaj też:
Wenezuela na skraju upadku. Ludzie jedzą psy i koty, by przetrwać

2-dniowy tydzień pracy

Na domiar złego Wenezuela dotknięta została historyczną suszą, która obniżyła poziom wody w zaporze Guri. Tamtejsza elektrownia dostarczała dwie trzecie krajowej energii. Każdego dnia zdarzają się przerwy w dostawach prądu, co w wielu wypadkach uniemożliwia produkcję, nie mówiąc już o pogorszeniu standardu życia. Pod koniec kwietnia rząd wprowadził plan oszczędnego zarządzania elektrycznością. Przewidywał on między innymi 2-dniowy tydzień pracy dla pracowników sektora publicznego.

Czytaj też:
Prezydent daje trzy dni wolnego w tygodniu. Powód? Oszczędność energii

Źródło: Reuters, CBS
+
 2

Czytaj także