Czy Węgrzy przestają popierać Orbana?

Czy Węgrzy przestają popierać Orbana?

Viktor Orban
Viktor Orban / Źródło: Newspix.pl / ABACAPRESS.COM
W rozedrganej politycznie Europie nawet 10 tysięcy manifestantów na ulicach nie robi już na nikim wrażenia. Jednak w Polsce węgierskie protesty o tej skali przyjmuje się niemal jak zapowiedź upadku rządów Viktora Orbana.

W Polsce to był jeden z najważniejszych zagranicznych newsów weekendu: kilka tysięcy przeciwników węgierskiego rządu manifestowało w centrum Budapesztu. Większość mediów powielała tę samą depeszę Polskiej Agencji Prasowej, ale niektóre opatrzyły ją tytułami, z którym można było wnosić, że dni żelaznego premiera Orbana są już w zasadzie policzone. A wszystko z powodu zmian w prawie pracy, zmuszających Węgrów do pracowania nawet dwa razy więcej w nadgodzinach. Nie od dziś wiadomo, że mamiący tłumy wielkimi wizjami polityczni demagodzy najczęściej wykładają się, gdy tracą wyczucie nastrojów społecznych. Orban to wyczucie zawsze miał. Czyżby więc nagle je stracił?

Zmiany, nazwane już na Węgrzech 'ustawą niewolniczą" rzeczywiście nie są popularne – wedle sondaży przeciwko są 2/3 Węgrów. co nie może nikogo dziwić, bo nie ma chyba kraju na świecie, którego obywatele na pytanie: czy chcą więcej pracować odpowiedzieliby twierdząco. Rząd broni się, że gwarantowany ustawowo limit 48 godzin pracy w tygodniu będzie przestrzegany a ustawa ma dać jedynie szansę tym, którzy naprawdę chcą więcej pracować w kraju, w którym notorycznie brakuje rąk do pracy. Opozycja z kolei uderza w podejrzanie nacjonalistyczną nutę, twierdząc, że Orban wysługuje się niemieckim koncernom motoryzacyjnym, głównemu dostarczycielowi etatowych umów o pracę na Węgrzech. Nieco mimochodem, ale za to precyzyjnie wyjaśnia to pobłażliwość, z jaką rządy Orbana traktowane są w UE: człowiekowi, zawiadującemu siłą roboczą niemieckiej machiny przemysłowej nie może dziać się w Europie krzywda.

Jednak czy ta zupełnie naturalna i pewnie słuszna irytacja, wyrażana w ulicznych protestach to zapowiedź końca ery Orbana? To na razie bardzo wątpliwe: ludzi na ulicach Budapesztu od uchwalenia w środę nowego prawa pracy przybywało, ale nawet te 10 tysięcy manifestantów z niedzieli to jest promil Węgrów. Oczywiście protesty mogą przybierać na sile, bo niezadowolonych z tego i owego nigdzie nie brakuje, a już na pewno nie na Węgrzech. Tylko czy to się przerodzi w jakiś masowy ruch, zdolny położyć na łopatki rządzący Węgrami Fidesz? To mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę, jak egzotyczna koalicja wyszła na ulice.

Są tam związkowcy, broniący praw robotniczych i działacze liberalnej partii Momentum, broniącej prawa do legalizacji marihuany. W kwietniowych wyborach Momentum nie przebiło się ze swoim programem ponad 3 procent poparcia. Znacznie cięższego kalibru politycznego są inicjatorzy całej manifestacji, czyli partia Jobbik, mająca na Węgrzech 20 procent poparcia. Tyle, że Jobbik to nie żadni obrońcy demokracji, tylko partia rasistów i nacjonalistów, uważana za skrajną nawet przez odsądzanego za nacjonalizm od czci i wiary Viktora Orbana. To, że w tej samej manifie z Jobbikiem szli rozżaleni studenci wyrzuconego z Węgier uniwersytetu ŚrodkowoEuropejskiego George'a Sorosa samo w sobie zakrawa na jakąś ponurą polityczną farsę. Nie takie jednak cuda widziała europejska polityka, gdzie niejedna farsa zmieniła się tragedię dla władców, którzy stracili wyczucie nastrojów. Trzeba co prawda będzie na tę wewnętrznie sprzeczną efemerydę trzeba by mono chuchać i dmuchać, żeby rozpalić z niej płomień, zdolny poważnie zagrozić Orbanowi. Ale kiedy jeśli nie teraz, przed świętami liczyć na cuda?

/ Źródło: Wprost

Czytaj także

 9
  • Wszystko dzięki temu wspaniałemu człowiekowi, zwanemu dr Agbazarą, wspaniałemu czaru rzucającemu we mnie radość, pomagając mi przywrócić mego kochanka, który zerwał ze mną Cztery miesiące temu, ale teraz ze mną przy pomocy dr Agbazary, wielkiego zaklęcia miłosnego odlewnik. Wszystkim dzięki niemu możesz również skontaktować się z nim o pomoc, jeśli potrzebujesz go w czasach kłopotów poprzez: ( agbazara@gmail.com ) możesz również Whatsapp na ten numer +2348104102662 [.
    • 80% Węgrów popiera Orbana a te śmieszne akcje robią tacy sami jak w Polsce, opłacani przez Sorosa,który ma nerwy na Orbana,bo zamknął jego uczelnię.
      • Tak... napiszcie jeszcze, że popierają Sorosa
        • Jako socjalista i wolnościowiec doskonale wiem że ludzie czy to w Polsce czy na Wegrzech lub innym kraju nie chcą być niewolnikami pracodawcy.

          Wiktor Orban wprowadził coś co czyni Węgra własnością firmy. Jak nasi prawicowi patrioci wyobrażą sobie dochodzenie po trzech latach pieniędzy za nadgodziny kiedy np. pracodawca zmienił nazwę firmy?Ten sam prezes, ta sama siedziba, ci sami pracownicy a długi umarły wraz z firmą.

          Ilość nadgodzin jeżeli są DOBROWOLNE to tylko plus dla pracownika. Ale za ta ilością musi iść wymóg rozliczania nadgodzin z dodatkowym wynagrodzeniem czego urzędnicy PiS i Orbana nie przypilnują.

          Za pracę dodatkową w soboty i niedziele należy się pracownikom podwójna stawka czyli tzw. setki (dodatkowe 100% płatności pełnej składki godzinowej).

          I ilu Węgrów i Polaków ma takie stawki zgodne z prawem? Trzy lata dobrej zmiany i jaki mamy postęp?

          Po co są pośrednictwa w zatrudnieniu w wielkich koncernach czy firmach itp? By unikać wypłacania takich wynagrodzeń...i wyzyskać człowieka jak się tylko da.
          • Czy Węgrzy przestają popierać Orbana? nie to zagrania lewackich kanali anty Narodowych jak w Polsce identyko,aby siac zamet destabilizacje,przeklety zlodziejski kolchoz unijny.....